Przed wrocławskim spotkaniem z Adamem Michnikiem pytałem:
Kto pierwszy zda relację? Zwolennik czy wróg śmiertelny? Czekam niecierpliwie!
Pozdrowienia i powodzenia w wyścigu.
ps. jako nieobecny spróbuję zrobić antologię cytatów z tych relacji - liczę na skrajny subiektywizm...
I cóż się okazało? Pierwszy zameldował się Rybicki (spolszczam zawsze - zwłaszcza wolę spolszczone nazwiska rosyjskie niż takie potworki jak Rostropowitsh...) ale tekstem dość krótkim, w zasadzie w całości niemal poświęconym listowi jego współautorstwa, tyle że niepodpisanemu z nazwiska. Rybicki z grupą dysydentów rozdał ów list, z podpisem "Twoi Wierni Czytelnicy".
"Na sali znalazła się jednak grupa ludzi myśląca nieco inaczej od większości zgromadzonych", którą to grupę nazwał Rybicki dysydentami. Wikipedia podaje: "Dysydent (łac. dissidens - niezgadzający się) - osoba, która przeciwstawia się obowiązującej w swoim niedemokratycznym państwie ideologii lub reżimowi i jest z tego powodu represjonowana. Inaczej - opozycjonista. W Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku: różnowierca (człowiek wyznający inną wiarę niż katolicką)" .
Myślę, że Rybicki nie jest osobą "która przeciwstawia się obowiązującej w swoim niedemokratycznym państwie ideologii lub reżimowi" a represjami nie było "buczenie, szydzenie i obelgi". Tym bowiem kwitowano "najcichsze uwagi", co znowu mnie dziwi, bo domniemywam, że pięćsetosobowa sala była nabita i "najcichsze uwagi" wogóle nie powinny być słyszane...
Jednak, mimo represji, Redaktor odniósł się do trzech zagadnień, z wielu umieszczonych w liście (anonimowym), co nie zadowoliło Rybickiego, gdyż powinnością obywatelską Redaktora było, wedle Rybickiego, opowiedzieć na wszystkie lub chodźby podziękować za zdanie: "Na szczęście dla nas i dla całej Polski, mamy Ciebie. Ty pokazałeś co jest godne, a co nie. Ty udzielasz wywiadów gazetom całego świata, broniąc nas przed panującym w kraju faszyzmem".
Redaktor okazał się człowiekiem inteligentnym, gdyż "zauważył, że jest list sarkastyczny"... Dowiedziałem się jeszcze że "nieco później grupa dysydentów natknęła się całkiem przypadkiem na Redaktora spacerującego wrocławską starówką" i że gdy "przedstawili się grzecznie" to usłyszeli dobrotliwą (ten przymiotnik to ode mnie, jotesza) radę, brzmiącą tak; "Młodzi jesteście, więc powiem wam tyle – nie kłamcie. Nie kłamcie..."
Zastanawiające jest, że po wyjściu z sali pełnej moherowych (znaczy zaciekłych) zwolenników Redaktora Michnika, już na przepięknym wrocławskim rynku, pełnym turystów krajowych i zagranicznych oraz wrocławian, grupa dalej była grupą dysydentów. Może i słusznie? W końcu Wrocław to twierdza, w której platformersów pełno a rządzi samorząd platformersowy lub dutkiewiczowski (ze znaczącą, ale nie przeważającą grupą radnych PiS). Ostatnio nawet marszałek województwa dolnośląskiego to platformers.
Teraz powinienem przejść do następnej z licznych relacji z tego spotkania, ale nic nie znalazłem, mimo usilnych poszukiwań. Co prawda Radosław1986 zamieścił notkę "Michnik-Rydzyk- Obustronny bęłkot!" ale okazała się nie być relacją, tylko zestawieniem wypowiedzi na tematy homo...
Mogę więc z czystym sumieniem zajrzeć do redaktorowej gazety, by we wrocławskim wydaniu poczytać, iż "naprzeciw siebie stoją dwie Polski" . Po tym tytule pierwsze zdanie informuje o temacie całego spotkania: "Michnik wygłosił półgodzinny wykład "Polskie rozrachunki, czyli dlaczego Tadeusz Kościuszko nie mógł zasnąć". Przywoływał wydarzenia z 1794 roku, gdy naczelnik insurekcji Tadeusz Kościuszko, naciskany przez jakobińskiego generała Zajączka, miał zdecydować o tym, czy powiesić targowiczanina, biskupa Wojciecha Skarszewskiego. Noc poprzedzającą decyzję opisał we wspomnieniach adiutant Kościuszki Julian Ursyn Niemcewicz. Ostatecznie biskup Wojciech Skarszewski nie został powieszony, a 20 lat później razem z generałem Józefem Zajączkiem, będącym już wtedy carskim namiestnikiem, razem zasiedli w radzie stanu."
Ciekawy to moment z historii Polski, z którego można wysnuć wiele wniosków, co też Redaktor pewnie zrobił w swoim wykładzie. Jest też fragment ważny dla Rybickiego, bo nie przemilczano jego listu od Wiernych Czytelników - "Michnika atakowali młodzi ludzie z młodzieżówki PiS-u, którzy wręczyli mu niepodpisany list. Zarzucali mu w nim m.in., że dzięki niemu generał Jaruzelski jest bohaterem, a nie przestępcą. - Nigdy nie napisałem, że Jaruzelski jest bohaterem, i tak nie uważam. Taka teza dowodzi nieporadności intelektualnej - odpowiedział Michnik."
Moim zdaniem potwierdzono w tej relacji kłamstwo Redaktora! Przecież "niepodpisany list" był opatrzony podpisem zbiorowym "Twoi Wierni Czytelnicy"!
Szukając innych relacji dotarłem do miejscowego dziennika "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska" (kiedyś tam pracowałem, ha...) ale tytuł na stronie 8 "Nieustraszeni pogromcy wampirów" NIE opowiadał o Rybickich dysydentach. Na stronie 18 całokolumnowy artykuł "Bestia, nie człowiek" - też NIE o Michniku! Strona 28 "Nikt nie jest doskonały" - też nie... Jednym słowem - Słowo nie zauważyło ani redaktora Michnika ani grupy dysydentów. Jak większość wrocławian i polaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)