Piotr Fronczewski, znakomity aktor, kabareciarz i wspaniały człowiek, urósł w ostatnich godzinach na Bohatera Narodowego. Nie sądzę, by mu z tym było wielce przyjemnie i komfortowo. Staje się bowiem Niezłomnym, Niezłamanym i Niepokornym Bohaterem patriotów lustracyjnych, ikoną moherowych mózgów. Może być teraz stawiany jako wzorzec odlany ze stopu irydu, hartowanej stali i ołtarzowego złota. Może być przeciwstawiany Damięckim, Kapuścińskim, Piwowskim. Panie Piotrze – i ja Pana podziwiam, choć przy okazji współczuję. Ta rola, w którą Pana się teraz wpycha, chyba nie jest w Pańskim guście...
Słyszę często, gęsto słowa oceniające Ryszarda Kapuścińskiego a mające taki sens: było wielu bardziej utalentowanych, genialnych, pełnych pomysłów, godnych Nobla, gdyby wykonali, napisali, stworzyli. Ale Oni (ci bezimienni bohaterowie) nie poszli na współpracę z komuną, Stalinem, czerwonymi zbrodniarzami, nie sprzedali się za wyjazdy zagraniczne, prawa jazdy, zagraniczne stypendia. Oni milczeli, by nie legitymizować reżymu narzuconego, okupacyjnego. I to Ich milczenie ważniejsze jest niż wartość dzieł Kapuścińskiego, Szymborskiej i całej gromady gorliwych współpracowników komuny. Oceniają tak zarówno młodzi jak i tacy twardzi patrioci, którzy od lat pięćdziesiątych mieli obrzyny schowane w wyobrażeniowych skrytkach i wyciągnęli je słownie w 1989 roku. Niektórzy dopiero w 2006 roku, gdy usłyszeli: „panie prezesie, melduję wykonanie zadania”...
Stanisław Lem (kiedy szafolodzy i teczkofile zabiorą się i za tę ikonę wykształciuchów?) pisywał przedmowy do nieistniejących książek. Pora więc teraz, by, choćby Rafał Ziemkiewicz czy profesor Zybertowicz, przeskoczył mistrza i napisał nam, jakie to genialne twory powstałyby, gdyby... To świetny materiał dla science fiction, gdybologii, zapoznanografii i antologii niepowstałych dzieł.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)