Jeśli zbliżają się wybory, to mam problem, bo nie mam w polu widzenia żadnej partii, która miałaby program w pełni przeze mnie akceptowany, która nie pomazała się nepotyzmem albo współpracą z ludźmi niegodnymi, której przewodzą politycy wzbudzający mój podziw lub choćby sympatię...
Znowu jestem skazany na wybór negatywny - głosować albo na najmniej obrzydliwych albo przeciw najbardziej wstrętnym. No bo nie pójść do urn - to takie nieobywatelskie! Na emigrację jestem za stary i za leniwy.
Salon24 w niczym mi nie pomaga - nie znajduję tu opinii, które przekonałyby mnie do tych, których nie lubię, bo nie ma rozsądnego przekonywania, tylko agresywne ujadanie bulterrierów, wzorujących się na Jacku K. Kiedyś mogłem choć głosować na jakiś plankton, uważając że jest wartościowy i bez mego głosu wyginie. Teraz wszystkie ryby, i grube i chude, psują się od głowy...
A może to tylko załamanie pogody i chandra?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)