Gorące tematy:

37 obserwujących
547 notek
642k odsłony
956 odsłon

Starca z Podkarpacia odpowiedź na ataki „elit”

Wykop Skomentuj26

Pochodzę ze wsi i zbliżam się do 60-tki. Jakieś tam wykształcenie posiadam, ale z PRL’u - więc można to pominąć. Tak czy owak – czuję się adresatem obelg kierowanych po wyborach przez „elity” w naszym kierunku.

Przyznam szczerze, że sprawia mi pewną frajdę teza, że nasze pogardzane i zacofane Podkarpacie dokopało warszawce. Jednak w końcu przyszła refleksja, że jeśli ta warszawka będzie nadal postępować tak głupio, to trzeba będzie „kosy na sztorc” postawić ;-) – a to byłoby dla wszystkich przykre. Dlatego postanowiłem wyjaśnić kilka prostych kwestii, które warszawskie profesory nijak zrozumieć nie potrafią.


Historia żywa


My tu na Podkarpaciu żyjemy w wielopokoleniowych rodzinach. Jednym z tego efektów jest to, że nasza pamięć obejmuje rodzinne tradycje. Nie musimy sięgać do podręcznika, by przeczytać co też warszawscy mądrale mają do powiedzenia o historiach, które są żywe w zbiorowej pamięci pokoleń.

Patriotyzmu uczymy się na cmentarzach – przy grobach przodków, wspominając też tych których mogiły są gdzieś daleko. Dwóch braci mojego dziadka zginęło w I Wojnie Światowej, w której on sam został ranny. Brat Babci był w Armii Berlinga. Pogrzeb odbył się na Powązkach. Gdy pojawił się ksiądz – jego koledzy – kombatanci zwinęli sztandar ZBOWiD i czmychnęli jak diabeł przed święconą wodą. Brat drugiego dziadka był w AK, a po wojnie wstąpił do UB. Gdy zaczęły się aresztowania – ostrzegł swoich kolegów, za co oskarżono go o zdradę. Żydokomuna go okrutnie torturowała i zamordowała. Wujek Mamy – nasz sąsiad, który był oficerem AK, cudem uniknął obławy i uciekł na „ziemie odzyskane”. Jego dom stał pusty przez lata (na ziemi, którą mu dziadek podarował), aż wichura go zawaliła.

Dyrektor mojej podstawówki był jednym z dowódców obrony sąsiedniej Wiązownicy w walce z UPA. Drugim był tamtejszy proboszcz, który chwycił karabin w obronie parafian. Dziadek żony był Ślązakiem, który zginął za polskość w Dachau, ale jego syn – a mój teść - okazał się (jak wszyscy Ślązacy) dla władzy ludowej „elementem podejrzanym” i nie pozwolono mu latać samolotami (był w lotnictwie). Podobnych historii jest wiele i każda rodzina ma swoją tradycję...

Ta tradycja jest jak zbroja z piosenki Kaczmarskiego.

Dałeś mi, Panie, zbroję;

Dawny kuł płatnerz ją.

W wielu pogięta bojach,

Wielu ochrzczona krwią.

W wykutej dla giganta

Potykam się co krok,

Bo jak sumienia szantaż

Uciska lewy bok.

[...]

A taka w niej powaga

Dawno zaschniętej krwi,

Że czuję jak wymaga

I każe rosnąć mi.

Być może nadaremnie

Lecz stanę w niej za stu!

Zdejmij ją, Panie, ze mnie,

Jeśli umrę podczas snu!

[…]

Goreją świeże rany,

Hańbiona płonie twarz –

Lecz nam do obrony dany

Pamięci pancerz nasz!

[...]

Chciałbym – żebyście wiedzieli, że nie ma i nigdy nie będzie żadnego usprawiedliwienia dla zdrady. Chcecie być bardziej Europejczykami, niż Polakami – droga wolna, ale nie w Polsce. Czuję się zobligowany do tego, by stanąć przeciw wam „za stu”.


Życie parafialne


Gdy zostałem ministrantem - poznałem osobiście proboszcza Wiązownicy – wspomnianego wyżej obrońcy wsi. Wesoły człowiek bez śladu poczucia winy z powodu strzelania do bliźnich. Na nas jeszcze nie działa ta papka pop-chrześcijaństwa jaką propagują nasi „pasterze” wierzący bardziej Michnikowi niż Chrystusowi. Pamiętam biskupa Tokarczuka, który wołał: nie chcecie komuny, chcecie wolnej Polski - to przestańcie pić – komuna sama upadnie. Dziś z pewnością wołałby: chcecie wolnej Polski – przestańcie oglądać TVN. 

Po wyborach, w mojej rodzinnej wsi proboszcz grzmiał z ambony: moi parafianie zagłosowali na człowieka, który nie potrafi dochować przysięgi (wychowywać dziecko po chrześcijańsku) i nie ochrzcił dziecka! 

Moja Mama opowiadała o tym zbulwersowana. Sprawdziłem: Andrzej Duda dostał ponad 82% głosów. Pocieszyłem Mamę – ze może ta garstka to miastowe, które się tu pobudowały.

Mama na to – że ludzie z którymi rozmawiała po wyjściu z kościoła wyrażali opinię, że ksiądz przesadził. Każdy ma swój rozum i ksiądz nie powinien…

Moim zdaniem taka postawa nie wynika bynajmniej z wiary warszawskie pryncypia: że niby Kościół do polityki mieszać się nie powinien. Podstawą jest poczucie godności zbudowane na własności. Coś jak „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Teraz to się na wsi upowszechniło. Nikt gospodarzowi nie będzie mówił co ma myśleć i robić: ani proboszcz, ani unia, ani tym bardziej jakieś mędrki z warszawki. Z drugiej strony – to kalendarz katolicki wyznacza rytm życia na wsi, a religijność ludowa jest autentyczna – wbrew mędrkowaniom filozofów.


Tolerancja


Szczególnie irytujące są próby uczenia nas tolerancji. Problemy narodowościowe są na wsi czymś zupełnie nie znanym. Owszem – zawsze były naturalne podziały swój – obcy. Jednak Ukraińcy i żydzi to nie byli „obcy”, tylko sąsiedzi. Narodowość niektórych sąsiadów i kolegów szkolnych dopiero po latach poznałem (nie dlatego, że ją ukrywali, ale nigdy się tym nie interesowałem). Wojna z UPA była szokiem – ale to był tylko epizod. Babcia była przekonana, że ktoś tych ludzi zbałamucił. Konflikty polsko-żydowskie miały miejsce w miastach (i miały podłoże ekonomiczne, a nie narodowościowe). Żydzi na wsiach dzielili z Polakami galicyjską biedę. W tej biedzie potrafili cieszyć się życiem. Święta trwały kilka tygodni, bo najpierw świętowali katolicy, później greko-katolicy i żydzi. Sąsiedzi byli zapraszani na święta. Mój wujek chodził w szabas zapalić w piecu pobożnym żydom, którzy się z nami przyjaźnili.

Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo