Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski
54
BLOG

Z KRAIN MROCZNYCH. INKA EN CAJAMARCA

Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski Kultura Obserwuj notkę 1
Tę notkę powinienem dedykować Wojciechowi Wenclowi, któremu podobał się film „Apocalypto” (jego prawo) i który bronił różnych bzdurek w tym popowym dziełku, w tym również wspominając na to, że konkwistadorzy naprawdę nieśli obu Amerykom pełne poznanie człowieczeństwa poprzez Eucharystię i Ewangelizację. Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż to na pierwszy rzut oka się wydaje. Odpisałem zresztą wówczas Wojtkowi na blogu, że niedoróbstwo Gibsona można mu wybaczyć, chociaż stawia go to raczej w szeregu kuglarzy niż sztukmistrzów, to trudno jednak uznać ponurych, w najlepszym wypadku chciwych rzezimiechów na usługach korony hiszpańskiej za ewangelizatorów niosących Chrystusa. Owszem, przynieśli go, ale jakby przypadkiem. Zawsze przynosili go najpierw tam gdzie było dużo złota do przetopienia na sztaby. I o tym opowiada książka z ulubionej przez Pietrucha serii „Bitwy Historyczne” Domu Wydawniczego „Bellona” (dawniej Wydawnictwo MON) Andrzeja Tarczyńskiego „Cajamarca 1532”.


Oto tuz po dokonaniu podboju Meksyku przez Hermana Cortesa ruszają rozpoznawcze wyprawy dwóch wspólników – Diego de Almagra i Francisco Pizarra w kierunku przeciwnym. Po licznych perturbacjach trafiają oni na ślad jak się zdaje bogatego kraju, o którym wiedząc niewiele i o niewiele się troszcząc wraz z nieco ponad setką żołnierzy ruszają w roku 1532 w kierunku Imperium Inków. W listopadzie 1532 roku w rejonie miasta Cajamarca dochodzi do spotkania z dziewiątym Inką – Atahualpą, który rok wcześniej z niemałym trudem wygrał wojnę domową. Atahualpa przybywa do Cajamarki na rozmowy w towarzystwie kilku, niektórzy kronikarze twierdzą, że kilkunastu tysięcy Indios, przy czym kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy uzbrojone czeka o dwa-trzy kilometry od miasta. Hiszpanie uderzają na orszak Atahualpy i udaje im się pojmać samego Inkę. Zabitych Indios nikt nie liczył, wiadomo żę konkwistadorzy nie stracili żadnego z towarzyszy. Zarazem armia Inki pozbawiona jego przywództwa poszła w rozsypkę. Podobnie jak w ciągu zaledwie kilku miesięcy całe jego imperium rozdarte tyleż przez konkwistadorów co przez wewnętrzne spory i napięcia. W ten świat, nie rozumiejąc go niemal zupełnie wkroczyli koledzy Pizarra zajmując go w drodze rzezi albo cynicznych rozgrywek, takich jak ta z Atahualpą, który obiecał okupic się taka ilością złota, izby miała wypełnić szczelnie cele w której został zatrzymany. I oczywiście po wypełnieniu obietnicy zostaje osądzony, nawrócony na chrześcijaństwo i uduszony garrotą.
Bitwa pod Cajamarcą, jawi się z książki jako punkt kluczowy, chociaż jego opis wyczerpuje się bodaj na trzech stronach, co może zdumiewać. Prawdziwy blitzkrieg.
Zarazem jednak autorowi udaje się na podstawie wielu pamiętników wnikać w skomplikowane motywacje bohaterów wydarzeń a wbrew temu co mogliby napisać lub powiedzieć zarówno ewangeliczni apologeci podboju Ameryki jak i bezwzględni krytycy – motywacje i metody postępowania były różne i niejednolite. Metody działania obu stron zaś nie były może Az tak bardzo różne, co wyraźnie podkreśla Tarczyński, ale za Hiszpanami przemawiał efekt zaskoczenia i determinacji.
Hiszpanie przed bitwą nie wiedzą wiele o przeciwniku, mają zwyczajną sraczkę, o czym wspomina dyplomatycznie ten i ów pamiętnikarz, ale stoi za nimi determinacja, poczucie spoistości grupy i zarazem stoi za nimi indywidualizm, egzystencjalna odwaga jaką dali im najpierw Grecy a potem złączone z greckimi koncepcjami osoby – chrześcijaństwo i judaizm. Inkowie szli do Cajamarki przygotowani na rytuał, nie spotkanie nagiej przemocy, nie znali Europejczyków i nie mieli pojęcia o Europejskich metodach wojowania.
Nadchodziła inna epoka, innych znaków, ale nie umieli ich odczytać ani nawet dostrzec.

"Sporo rąk i zbyt mało głów i tylko nie mów mi bzdur, że to dla mnie" L. Janerka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura