Oto tuz po dokonaniu podboju Meksyku przez Hermana Cortesa ruszają rozpoznawcze wyprawy dwóch wspólników – Diego de Almagra i Francisco Pizarra w kierunku przeciwnym. Po licznych perturbacjach trafiają oni na ślad jak się zdaje bogatego kraju, o którym wiedząc niewiele i o niewiele się troszcząc wraz z nieco ponad setką żołnierzy ruszają w roku 1532 w kierunku Imperium Inków. W listopadzie 1532 roku w rejonie miasta Cajamarca dochodzi do spotkania z dziewiątym Inką – Atahualpą, który rok wcześniej z niemałym trudem wygrał wojnę domową. Atahualpa przybywa do Cajamarki na rozmowy w towarzystwie kilku, niektórzy kronikarze twierdzą, że kilkunastu tysięcy Indios, przy czym kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy uzbrojone czeka o dwa-trzy kilometry od miasta. Hiszpanie uderzają na orszak Atahualpy i udaje im się pojmać samego Inkę. Zabitych Indios nikt nie liczył, wiadomo żę konkwistadorzy nie stracili żadnego z towarzyszy. Zarazem armia Inki pozbawiona jego przywództwa poszła w rozsypkę. Podobnie jak w ciągu zaledwie kilku miesięcy całe jego imperium rozdarte tyleż przez konkwistadorów co przez wewnętrzne spory i napięcia. W ten świat, nie rozumiejąc go niemal zupełnie wkroczyli koledzy Pizarra zajmując go w drodze rzezi albo cynicznych rozgrywek, takich jak ta z Atahualpą, który obiecał okupic się taka ilością złota, izby miała wypełnić szczelnie cele w której został zatrzymany. I oczywiście po wypełnieniu obietnicy zostaje osądzony, nawrócony na chrześcijaństwo i uduszony garrotą.
Bitwa pod Cajamarcą, jawi się z książki jako punkt kluczowy, chociaż jego opis wyczerpuje się bodaj na trzech stronach, co może zdumiewać. Prawdziwy blitzkrieg.
Zarazem jednak autorowi udaje się na podstawie wielu pamiętników wnikać w skomplikowane motywacje bohaterów wydarzeń a wbrew temu co mogliby napisać lub powiedzieć zarówno ewangeliczni apologeci podboju Ameryki jak i bezwzględni krytycy – motywacje i metody postępowania były różne i niejednolite. Metody działania obu stron zaś nie były może Az tak bardzo różne, co wyraźnie podkreśla Tarczyński, ale za Hiszpanami przemawiał efekt zaskoczenia i determinacji.
Hiszpanie przed bitwą nie wiedzą wiele o przeciwniku, mają zwyczajną sraczkę, o czym wspomina dyplomatycznie ten i ów pamiętnikarz, ale stoi za nimi determinacja, poczucie spoistości grupy i zarazem stoi za nimi indywidualizm, egzystencjalna odwaga jaką dali im najpierw Grecy a potem złączone z greckimi koncepcjami osoby – chrześcijaństwo i judaizm. Inkowie szli do Cajamarki przygotowani na rytuał, nie spotkanie nagiej przemocy, nie znali Europejczyków i nie mieli pojęcia o Europejskich metodach wojowania.
Nadchodziła inna epoka, innych znaków, ale nie umieli ich odczytać ani nawet dostrzec.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)