Byłam na Marszu Niepodległości w Warszawie - Mirosława Błaszczak Wacławik
KOPIA
Byłam w minioną niedzielę w Warszawie i chciałam podzielić się swoimi wrażeniami i odczuciami, ale również sformułować szereg uwag o charakterze ogólniejszym. Pojechałam do stolicy jako obywatelka demokratycznego państwa po to, żeby po prostu zamanifestować to, że chcę w określonej wspólnocie uczcić Święto Niepodległości i oddać hołd tym, którzy o naszą wolność walczyli. Uczestniczę jednak równie, już od dwóch lat, w marszach i protestach jako naukowiec, żeby być świadkiem wydarzeń, które usiłuję zrozumieć i opisać. A bezpośrednie doświadczenie jest tu bezcennych materiałem.
Fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.534027483291262.137378.175973292430018&type=3
Najpierw o podróży
Wyjechałam wspólnie z koleżankami i kolegami z Klubu Gazety Polskiej. Był z nami nasz czcigodny Senior Pan Władysław i była radosna nastolatka z dziadkiem. Nasz przewodniczący Wojtek Jabłoński jest sprawnym organizatorem marszów, a jego żywiołem są manifestacje, w trakcie których uwydatnia się jego prawdziwa pasja i wysoka kreatywność hasłowa. Kto bywa z nim na marszach wie, jak to wygląda i idąc ramię w ramię z Wojtkiem wraca zazwyczaj z chrypą. Na to, że będą kłopoty w czasie marszu mieliśmy bardzo czytelny znak już na parkingu przy Tesco. Jednej z pań odkleiła się podeszwa i w tym stanie ( z gumką wokół buta, po nieudanych próbach sklejania „Kropelką”) maszerowała cały dzień.
Nasza grupa kilkunastu osób dołączyła do wyjazdu grup Podbeskidzia. Ruszyły dwa pełne autobusy, nad którymi pieczę objął Stanisław Pięta, poseł PiS z okręgu bielskiego. W pierwszym jechali głównie członkowie Klubów Gazety Polskiej, w drugim zaś młodzież, w tym Grupa Rekonstrukcji Historycznej. Atmosfera wokół marszu jeszcze przed wyjazdem stawała się coraz bardziej ciężka. Nadchodziły kolejne informacje o przesłuchiwaniu organizatorów wyjazdów, o straszeniu przewoźników, o ulewnych deszczach itd. Podchodziłam to tego trochę sceptycznie, ale kierowana bogatym doświadczeniem lat młodości ubrałam się stosownie; sportowe buty (żeby można było biegać), wygodna kurtka, parasol (bo przecież pogoda…), do małej torebki włożyłam gwizdek ( nie wypada w pewnym wieku gwizdać „na palcach”) i sporo chusteczek (bo czasami człowiek ze wzruszenia zapłacze…).
No i ruszyliśmy spod tyskiego Tesco, a za nami osobowy samochód z bielską rejestracją. Policja drogowa zatrzymała nas po raz pierwszy zaraz pod wiaduktem przy wyjeździe z miasta. Sprawdzano dokumenty kierowców i samych kierowców. Potem jeszcze jedna kontrola drogówki, a następnie zainteresowała się nami Inspekcja Transportu Drogowego. A jeszcze później, po kilku godzinach podróży policjanci w czerni sprawdzili bagażnik naszego autobusu na okoliczność, jak się dowiedzieliśmy, materiałów wybuchowych. Następnie jeszcze raz podobnie wyglądający funkcjonariusze uczynili gest w naszą stronę, ale, jakby rozmyślili się i dali znak przyzwalający na dalszą jazdę. Dalsza podróż była już sprawna i szybka, mknęliśmy pustymi prawie drogami i ulicami, bo to przecież święto i centra handlowe zamknięte.
Niby można, ale po co?
Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, po co były te szykany i utrudnienia? Przecież nie są to skuteczne metody zniechęcania ludzi , którzy podejmują trud tego typu wypraw. To bardzo szlachetny format ludzi i takie policyjne „zabawy” nie są ( i nie były, nawet w totalitaryzmie!) skuteczne. Kto kiedykolwiek uczestniczył w demonstracji, wie, jakiej determinacji, ile sił, czasu, no i pieniędzy wymagają takie wyprawy. W demonstracjach uczestniczą ludzie przekonani o słuszności swojej wyboru. Którzy nie dadzą się ani zastraszyć, ani sprowokować. A szykany i prowokacje jedynie ich śmieszą. Co w pełni, wbrew oficjalnemu przekazowi, potwierdził Marsz Niepodległości. A, że potrzeba sił…
Wszak wyjeżdża się w nocy albo wcześnie rano, cały dzień pozostaje się na nogach, a wraca w nocy albo nad ranem. Widząc w niedzielny wieczór zmęczone twarze wielu ludzi wiedziałam, że regeneracja organizmu potrwa parę dni. Ale to szybko mija i na kolejny marsz przybywa jeszcze więcej osób. Poświęcających swój prywatny czas i własne pieniądze. Zatem przeciw komu zastosowano 11 listopada te prostackie podjazdy?
Zbiórka
Zbiórka uczestników marszu miała miejsce na placu przed Pałacem Kultury i Nauki. Pogoda, wbrew zapowiedziom, była wspaniała i dochodzące ciągle nowe grupy, łopoczące sztandary, chorągwie i chorągiewki tworzyły radosną atmosferę. Witano przyjaciół z Węgier, którzy przyjechali uczcić nasze święto (im też przyszło się zmierzyć z przedstawicielami władzy porządkowej), ćwiczono pieśni patriotyczne, znajomi z różnych stron Polski odnajdywali się i witali serdecznie. Odnotowałam tę świąteczną atmosferę jako pewne novum, bo jednak dotychczasowym manifestacjom towarzyszyło od początku pewne napięcie. W tym przypadku to napięcie pojawiło się na większą skalę dopiero później. Zresztą uformowani w kolumnę marszową pod pałacem nie mieliśmy pojęcia o tym, co działo się na czole pochodu. Obieg informacji niestety zawodził. I drugą istotną kwestię, którą chciałam tu zasygnalizować, to bardzo liczny udział młodzieży. Oprócz Młodzieży Wszechpolskiej maszerowali młodzi ludzie pod sztandarami Klubów Gazety Polskiej i innych organizacji („Solidarni 2010”, „Solidarność Walcząca” itd.) i przyłączały się do pochodu grupy młodzieży, pary, małżeństwa z małymi dziećmi, pojedyncze osoby. Dostrzegłam, po raz pierwszy, udział na większą skalę młodzieży akademickiej. I wszyscy z chorągiewkami, naklejkami, kwiatami. Młode pokolenie zamanifestowało swój patriotyzm i przywiązanie do tradycji i wartości. Liczniej, jak sądzę dołączyła też do pochodu inteligencja i tzw. klasa średnia. Elegancko ubrane panie, w kapeluszach i na szpilkach, na pewno nie przybyły na marsz autokarami.
Okrzyki o prowokacji
Wesoła atmosfera została jednak zakłócona. Na Alejach Jerozolimskich na oczach wielotysięcznego tłumu zaczęły bić się (między sobą!!!) grupki młodzieży w kominiarkach ( niektórzy mieli biało-czerwone chorągiewki), wybuchały petardy, słychać było krzyki. Nie zjawił się ani jeden policjant, a ludzie nie wiedzieli, o co chodzi. Tymczasem pojawiły się okrzyki o prowokacji. Wszystko to trwało może piętnaście minut. Ale oczekiwanie na wymarsz opóźniało się, nie mieliśmy żadnych informacji wyjaśniających.
Wreszcie z ponad półgodzinnym opóźnieniem nasz sektor, jako ostatni, ruszył i w uporządkowanej kolumnie ustawił się na Alejach Jerozolimskich. W tym czasie miała miejsce akcja chuligańska (prowokacja?), o której głośno było w mediach, a ja nie będę się wypowiadała, gdyż jej nie widziałam, jak zresztą większość maszerujących. Nas zaś otoczyły kolumny policjantów, którzy z tarczami w ręku zamknęli pochód od tyłu. Nastąpiła dezorientacja i docierały różne wiadomości, przybiegała młodzież opowiadając o tym, że po prowokacji odcięto nas od głównej części pochodu. Wtedy wydano polecenie, że pochód zawraca i odwróciliśmy się, by ruszyć, a przed nami przecież stały kolumny policjantów i droga była odcięta. Następnie docierały wieści, że nasz pochód jest rozwiązany, a tym samym jest już nielegalny. Ale w końcu pochód ruszył, ludzie odzyskali humor i werwę i tak już było do końca, chociaż okrzyki i hasła znacznie się zradykalizowały.
Manifestacja
Ze strony zaś policji trwała dalsza manifestacja siły. Pojawiały się zwarte kolumny wzdłuż pochodu, boczne ulice i koniec pochodu były zamykane kordonami, przemieszczały się liczne, jedne za druga policyjne „suki”, a obok uzbrojonych policjantów jawnie stali zamaskowani w kominiarkach mężczyźni, niektórzy tylko ustawiali się tyłem i klękami ukrywając głowy.
W samym marszu tymczasem trwała manifestacja patriotyzmu; na uwagę zasługują wznoszone hasła i okrzyki. Większość z nich służyła samoidentyfikacji: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Tu jest Polska”, To my, to my Polacy”, „Polska biało-czerwona”, „Niepodległa nie na sprzedaż”. Pojawiały się także hasła-żądania : „Chcemy prawdy o Smoleńsku”, „Lech Kaczyński-pamiętamy”, przechodzący obok wozu transmisyjnego Telewizji „Trwam” manifestujący deklarowali „Nie oddamy wam Telewizji Trwam”. Przemieszczając się obok budynków administracji państwowej, ministerstw, kancelarii uczestnicy śmiali się i z humorem wznosili różne okrzyki „Tylko matoły zamykają szkoły”, „Dziś Bruksela, wczoraj Moskwa”, „Chcemy premiera a nie frajera”, „Tylko idiota głosuje na Palikota”. Sięgano też do żelaznego repertuaru haseł z lat 80. : „Precz z komuną”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
Na Placu Romana Dmowskiego wystąpił z krótkim przemówieniem Andrzej Melak, na Placu Piłsudskiego przemawiał, dziękując uczestnikom pochodu, Tomasz Sakiewicz, a Jan Pietrzak odśpiewał „Żeby Polska…” Złożono kwiaty pod pomnikiem i zakończono przemarsz. Uczestnicy rozeszli się spokojnie, a my w okolicach Torwaru wsiedliśmy do autobusów…
Wracamy
Dojechaliśmy do Tychów spokojnie, już bez kontroli, po godzinie drugiej. Gorące wrażenia? Odpowiem tak - zapytana przeze mnie o wrażenia podróżująca z nami nastolatka, wykrzyknęła z blaskiem oczach, że na pewno znów pojedzie na manifestację. Uznanie należy się wszystkim uczestniczącym w marszu klubowiczom. Paniom, które dzielnie znosiły trudy, Panu Władysławowi, który był dla wszystkich przykładem wytrwałości i naszym Panom, którzy przez cały dzień wysoko wznosili nasze dwa banery.
Gdy na drugi dzień próbowałam odtworzyć w pamięci całość niedzielnego dnia, gdy oglądnęłam filmy z wydarzeń i słuchałam relacji świadków , to wydaje się, że wszystko wskazuje na prowokację policyjną. W zeszłym roku policja dopuściła do zaatakowania uczestników marszu przez tzw. antifę, ale już marsz 13 grudnia 2011 (w rocznicę stanu wojennego) przebiegał spokojnie. W drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej policja nie rzucała się w oczy, a na potężnym marszu 29 września br. zdawało się, że faktycznie spełnia funkcję zabezpieczania. We wszystkich tych manifestacjach wzorowo swoją rolę wypełniały zresztą służby porządkowe organizatorów uroczystości.
Dlaczego?
Co się zatem stało 11 listopada 2012 roku? Można przyjąć wszystkie teorie tłumaczące, że chodziło o wystraszenie, spacyfikowanie, czy wręcz przykrycie nieudolnej, niejako peerelowsko-pierwszomajowej inicjatywy prezydenckiej. Ale to nie wyjaśnia istoty sprawy. Igranie z wielotysięcznym zgromadzeniem, czy najdrobniejsza nawet prowokacja może prowadzić do nieprzewidywalnych skutków; sprowokowany tłum, może zachować się nieobliczalnie. Trudno posądzać o brak takiej wiedzy władze państwowe, czy samorządowe. Jest ona po prostu powszechna. A przecież dokumentacja wideo zdarzeń 11 listopada 2012 roku (ciągle aktualizowana w internecie) wskazuje, że (niestety!) to policja w trakcie zamieszek skierowała swoją akcję ( broń gładkolufową, gaz) w kierunku nie uczestniczącego w prowokacji czoła pochodu, a więc młodzieży, ale też ludzi starszych, czy wręcz rodzin, także z małymi dziećmi. Gdy słuchałam, w jaki sposób powstrzymywał i nawoływał do zachowania porządku maszerujących i policjantów (sic!) rzecznik „ONR” Marian Kowalski, uderza groza całej sytuacji. Rzecznikowi ONR należy się wielkie uznanie i szacunek. Ale pytanie pozostaje otwarte – jaki był cel tej demonstracji siły, skoro po wielotysięcznym marszu 29 września br. nie było aż takich powodów do obaw. Kto jest odpowiedzialny za to, co stało się 11 listopada 2012 roku?
Osobiście
I na koniec osobista refleksja. Należę do pokolenia „Solidarności” i aktywnych uczestników opozycji lat 80. Uczestniczyłam w nielegalnych manifestacjach, wiem co to ZOMO, znam „zapach” gazów łzawiących. Jak zresztą wielu z nas. Byłam pewna, że to okres zamknięty, a swoimi doświadczeniami mogę podzielić się z synem czy generalnie z młodszych pokoleniem, z którym , jako nauczyciel akademicki, przez wiele lat miałam żywy kontakt. Nie przepuszczałam, że to wszystko może się powtórzyć. Jestem coraz bardziej przekonana, że to moje pokolenie źle odrobiło lekcję historii. Zaczęliśmy dobrze, ale nie doprowadziliśmy dzieła do końca. Odwagi nam nie brakowało, ale nie byliśmy dość czujni i roztropni. Zbyt szybko niektórzy z nas dali się zwieść i ogłosili zwycięstwo. A powtórki, zwłaszcza z historii, bywają bardzo bolesne. Dziś potrzebne nam są przede wszystkim rozum, szlachetność i czystość intencji. Bez tych ostatnich szczególnie rozpoczęte dzieło znowu zakończy się klęską, bo zostanie zawłaszczone przez tych, którzy ani bezinteresowni, ani szlachetni nie są.
Mirosława Błaszczak
Fotorelacja: Janusz Kluba >>> http://www.klubgp.tychy.pl/node/768
"By Kacpro"
http://kacpro.salon24.pl/463198,trwa-iii-wojna-swiatowa-na-ktora-swiata-xxi-wieku-nie-stac
Polaków nikt nie kocha, po prostu zdarza się, że Polska jest komuś potrzebna. Jeśli ktoś, słuszy i w to wierzy, lub myśli inaczej, żyje złudzeniami. Najbliższy czas i "los", po raz kolejny ustali miejsce Polski na mapie Europy i świata. Jakie to będzie miejsce zależy od nas. Oby nie było to miejsce, w jakim znajdowła sie Polska przez 123 lata poprzedzające odzyskanie Nierpodległości, a myśleć o tym trzeba, bo czasy są trudne.
"W jednym pałacu mieszka człowiek siedzący w niemieckiej kieszeni. W drugim z ruskiej budy" / Obaj z oddaniem i zapałem, polerują żyrandol, w kształcie siedmioramiennego świecznika.
Jeżeli Jarosławowi Kaczyńskiemu i Polakom, uda się odzyskać władzę w Polsce, to myślę, że skutki tego wydarzenia porównać będzie można jedynie z odzyskaniem Niepodległości w 1918 r. i "Cudem nad Wisłą 1920 r." Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, walka toczy się o przyszłość Polski i właśnie o jej niepodległość. Prawdopodobnie też o fizyczne przetrwanie Polaków, jako Wspólnoty Narodowej. "Rozproszenie w Europie" to tak naprawdę klęska i utrata Polski jako państwa, Narodu i kultury. Roztrwonienie tego, o co przez wieki walczyli nasi przodkowie. za co przelewała krew "Pierwsza Kadrowa", Piłsudski, Kościuszko i inni wielcy Polacy, w tym także Ci, którzy zginęli w Katyniu i w Katastrofie Smoleńskiej.
Albert Einstain jeden z największych fizyków i teoretyków XX wieku, zapytany o to, czy wie "na co będzie III wojna światowa" odpowiedział, że nie wie, ale wie, że IV wojna światowa z całą pewnością będzie na maczugi. - Dzisiejszego świata po prostu nie stać na wojnę taką jak I-wsza, czy II-ga wojna światowa.
Wydaje mi się, że można właśnie zauważyć, że trwa III-cia wojna światowa, i dobiega ona właśnie do swojego końca. Wydaje mi się, że decydująca bitwa tej wojny, tak jak ta w 1920 r. odbywa się właśnie w Polsce, a wynik tej bitwy, zadecyduje o losach nie tylko Polski, ale i świata.
Wydaje mi się, że Katastrofa Smoleńska jest właśnie częścią tej bitwy, i tej "III-ciej Wojny Swiatowej". Myślę nawet, że miała być ona "ostatnim guzikiem , potrzebnym do uszycia korzucha", którego robocza nazwa brzmi: "Święte Cesarstwo Unii Euro-Azji". - Wiem, że to zabrzmi jak "since fiction", ale wydarzenia ostatnich kilku lat (od 2009 r.) pokazują, że sytuacja, w jakiej znalazła się Polska, Europa i swiat, są powtórzeniem historii, która miała już miejsce 70 lat temu, w przededniu II-giej Wojny Światowej, i w trakcie jej trwania.
Prawie wszyscy znają historię Polski, II-giej Wojny Światowej, i jej wynik. Wszyscy wiedzą, że atak na Polskę był początkiem II-giej wojny swiatowej. Wszyscy wiedzą że jednym z najważniejszych wydarzeń II-giej Wojny Światowej było przystąpienie Amerykanów do Wojny Światowej w wyniku zaatakowania tegom kraju przez Japonię.
Mówi się, że brak odparcia ataku na amerykańską bazę floty Pearl Harbour, przed uderzeniem japończyków, odbył się "za przyzwoleniem" samych amerykanów - podobno potrzebowali uzasadnienia do przystąpienia do wojny. Jeśli tak, to ciekawe jest dlaczego?
Amerykanie do wojny przystąpili, i dzięki temu, oraz temu, że wcześniej dwa kraje, które napadły na Polskę, zaczęły ze sobą walczyć, a właściwie, że Hitler zaatakował Rosję.
Polska dzieliła Rosję i Niemcy geograficznie, dlatego musiała, albo przyłączyć sie do jednej ze stron, albo tak jak podczas rozbiorów "zostać rozebrana". Pakt Ribbentrop-Mołotow dokonał właśnie takiego rozbioru, tworząc jednocześnie dla Rosji złudzenie dokonania "dobrego interesu", gdy tak naprawdę, w planach Hitlera był podbój samej Rosji.
Plany światowegio mocarstwa, jakim były Niemcy Hitlera były inne, niż na początku myślał Stalin. Hitler, nie chciał tylko Polski, on chciał cały świat. Niemcy napadły na ZSSR. Póżniej do wojny przystąpili amerykanie. - W wyniku zbudowania koalicji alianckiej, oraz przystąpienia ameryki do wojny, Niemcy przegrały wojnę. Wynik II-giej Wojny Światowej znamy.
Ucząc się historii poznajemy fakty z przeszłości. Nie zawsze zastanawiamy się nad tym, lub nie zwracamy uwagi na to, "co by się stało gdyby" - niezwracamy, bo pozornie nie jest to częścią historii. Czy na pewno nie jest? - Tak, historia dotyczy zdarzeń, które się wydarzyły, ale gdyby wydarzenia te "się nie wydarzyły", miałyby wpływ na inny bieg historii. Niewydarzenie się czegoś kształtowałoby historię, a więc jest jej częścią. Logiczne?
Teraz zadajmy sobie jedno, może kilka pytań, i spróbujmy na nie odpowiedzieć, pytanie: Co by się stało, gdyby Ameryka nie przystąpiła do II-giej wojny światowej? Jak zmieniłby się świat po wojnie, w której nie brałyby udziału Stany Zjednoczone Ameryki Północnej? Jak wyglądałaby i gdzie byłaby Polska, Europa i Świat, kto dzisiaj tym światem by rządził. - Upraszczając, wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta. Zwycięzcą, byłaby albo Rosja, albo Niemcy. To jedno z tych państw by rządziło.
- Wcześniej napisałem, że Katastrofa Smoleńska jest częscią bitwy w III-ciej Wojnie Światowej. Napisałem, że myślę nawet, że Katastrofa Smoleńska, jej wynik, miał być "ostatnim guzikiem potrzebnym do uszycia korzucha", którego nazwa roboczo brzmi "Święte Cesarstwo Uni Euro-Azji" - Teraz twierdzę, że gdyby do II-giej Wojny Światowej nie przystąpili Amerykanie, w wyniku II-giej Wojny Światowej, powstałby twór składający się z Niemiec , Polski pośrodku i Rosji (ZSSR) na wschodzie, czyli właśnie "Święte Cesarstwo Unii Euro-Azji". W Eurazji mieszka 70% ludności świata - czyli po II-giej Wojnie Światowej "bez amerykanów" zbliżylibyśmy się do "państwa światowego".
Myślę, że trwa III-Wojna Światowa. - Albert Einstain nie potrafił sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać III-Wojna Światowa, skąd więc my możemy wiedzieć, że właśnie ona w tej chwili nie trwa? Myślę, że trwa, tylko my jej nie widzimy. Nie widzimy jej, ponieważ nie jest to wojna konwencjonalna. Na taką świata XXI wieku nie stać.
Dlaczego doszło do "wybuchu" III-ciej Wojny Światowej, co ją spowodowało?
Właściwie, odpowiedż na to pytanie już dano. Europa w XXI wieku znalazła się w sytuacji politycznej z czasu bezpośrednio poprzedzającego wybuch II-giej Wojny Światowej. Moim zdaniem, powodem przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny było właśnie zapobieżenie powstaniu gigantycznego tworu państwowego, rozciągającego się od krańców zawojowanej przez Niemcy Europy zachodniej, aż po Ural. Jeśli USA nie przystąpiłoby do wojny, jedna z wojujących stron (Niemcy, Rosja), w końcu pokonałaby drugą stronę. Sama Anglia, nie miała aż takich możliwości, aby powstrzymać ten proces.
19 września, dokładnie w rocznicę wybuchu II-giej Wojny Światowej ogłoszono historyczny "reset" Rosja / USA. Dokładnie w tym samym momencie "polityczny zegar Europy" cofnął się do dnia, w którym podpisano pakt Ribentrop-Mołotow, który skutkował "rozbiorem" Polski we wrześniu 1939 roku.
A że Katastrofa Smoleńska, zgodnie z moim wywodem, ma związek z procesem powstawania "Świętego Cesatstwa UE / Euro-Azji", uważam, że zamachu na prezydenta polski Śp. prof. Lecha Kaczyńskiego dokonały, współdziałając ze sobą, pro-zjednoczeniowe odłamy służb i agenci specjalni: Niemiec, Izraela, Rosji i Polski. Jeżeli Katastrofa Smoleńska to zamach, to jego dokonanie, oraz późniejsze maskowanie, już nie tylko w Polsce, ale w skali globalnej, przekraczało mozliwości jednej z wymienionych służb, to musiało być działanie kilku służb i krajów.
Tutaj dużą rolę mogły odegrać, "emerytowane" lub czynne, służby Izraela. Nie możemy zapominać, że obywateli obecnego Izraela, łączy z Polską, swoistego rodzaju "sentyment" - W Polsce mieszkali ich ojcowie i dziadkowie. Wygląda też na to, że obecny rząd Platformy Obywatelskiej sprzyja osadnictwu żydowskiemu w Polsce. Chociażby przez zmianę, nieruszanej od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, "Ustawy o obywatelstwie polskim", która weszła w życie w tym roku, i ułatwaia obcokrajowcom uzyskanie polskiego obywatelstwa. Lech Kaczyński był przeciwny tym zmianom, saskarżył Ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Obecny prezydent Ustawę podpisał.
W swoich wcześniejszych notkach piszę o działalności Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce, sponsorowanego przez polski rząd i amerykańskiego miliardera żydowskiego pochodzenia Georg'a Sorosa, który od 19898 roku robi interesy w Europie Wschodniej. Warto poczytać na ten temat. To ma silny związek z polityką PO w ostatnich latach.
Komentarz@3toto 14.11.12 13:08 / "Całe szczęście JK jest sprytniejszy i mądrzejszy od całej tej PO-wskiej bandy."
- Tak, wyjazd do Krakowa był bardzo mądrym i symbolicznym posunięciem.Na temat marszu "przyszedł do mnie wiersz"....
Marsz.Marsz. / 11 listopada
Na Polskę i Naród podnieśli znów rękę,
Kolejne chcieli wyrwać serca.
Wystarczy. Teraz już tylko słowa potrzeba,
by "bratnia" przelała się krew.
To Naród marszczy swe czoło,
niczym Piłsudski ściąga swą brew.
Z Wawelskich Krypt powstaje duch,
powstaje w obronie polskich serc
bestialsko wpierw wyrwanych.
Powstaje duch! Potęzną pręży pierś!
Szczęk szabel słychać, pieśń.
"Jeszcze Polska.."- To I-wsza Kadrowa.
Łopoczą flagi niczym orle skrzydła.
Bójcie się!
Nienawiść wasza już nam zbrzydła!
Giń i przepadnij hydro przeklęta!
Naród wie, znów był podstęp i zdrada.
Miecz zetnie siedem łbów podstępnego gada.
Jeszcze raz załopoczą flagi, bedzie defilada!
Do boju ruszą hetmańscy rycerze
Odwagi! jeszcze raz Orzeł rozłorzy skrzydła!
Bo Naród z Ojczyzną zawarł przymierze,
Zawarł przymierze na wierność wieczystą.
Gazeta.pl "- To była policyjna prowokacja. Burdy wszczęli zamaskowani tajni funkcjonariusze służb państwowych - powiedział w TVN24 Artur Zawisza, współorganizator Marszu Niepodległości. Według niego są na to dowody - zdjęcia i relacje świadków. - Ludzie w kominiarkach wpuszczeni do policyjnych szeregów użyli jakiegoś rodzaju agresji wobec policji, a potem schowali się za nią - mówił w TVN24 Zawisza. Stwierdził, że organizatorzy marszu mają "kilkadziesiąt fotografii" potwierdzających, że burdy wywołali "zamaskowani tajni funkcjonariusze służb", którzy wcześniej zatrzymywali autokary wiozące uczestników marszu do Warszawy i przeprowadzali rewizje.
- To jest absurd. Kuriozalna teza. Mielibyśmy atakować sami siebie? - pyta insp. Mariusz Sokołowski, rzecznik policji. - Czy wśród osób, które zbierały się pod kinem Muranów, też byli policyjni prowokatorzy? A na Grzybowskiej, gdzie w stronę funkcjonariuszy poleciały kostki brukowe? Mówienie o policyjnej prowokacji to odwracanie kota ogonem - mówi "Gazecie".
Kim byli "prowokatorzy" w kominiarkach?
Kim więc byli policjanci w kominiarkach? To przede wszystkim funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych, wydziału realizacyjnego Komendy Stołecznej Policji oraz funkcjonariusze wydziału operacji specjalnych Centralnego Biura Śledczego. Na co dzień zatrzymują najgroźniejszych gangsterów. Nie mogą pokazywać twarzy. Pięć miesięcy temu po zamieszkach przed meczem Polska - Rosja na stronach kibicowskich tworzono galerie ze zdjęciami policyjnych tajniaków. Dlatego teraz funkcjonariuszy w kominiarkach było o wiele więcej. Ich głównym zadaniem było wyciąganie z tłumu najbardziej aktywnych zadymiarzy."
<>
UWAŻAM ŻE 11.11.12 , W TRAKCIE "MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI" W WARSZAWIE NIE BYŁO PROWOKACJI.
UWAŻAM ŻE MIAŁ MIEJSCE NIEUDANY ZAMACH STANU
Zamach stanu, ale bardzo specyficzny zamach stanu. Bo typowy zamach stanu ma na celu obalenie aktualnie sprawującego władzę rządu. Ten zamach stanu, miał na celu niedopuszczenie do powstania następnego demokratycznego rządu Rzeczypospolitej Polskiej. / Zaistniały stan rzeczy można nazwać państwowym terroryzmem.
Uważam, że bezpośrednim celem ataku mieli być posłowie, jak się spodziewano, będący brać udział w Manifestacji, z premierem Jarosławem Kaczyńskim na czele.
Uważam, że celem zamachu miało być zdelegalizowanie PiS, oraz usunięcoie Jarosława Kaczyńskiego z Polskiej sceny politycznej. Przypuszczam, że po delegakizacji PiS miało dojść do przedterminowych wyborów parlamentarnych, ale już bez udziału Prawa i Sprawiedliwości.
Uważam, że jedynym powodem, dlaczego zamach się nie udł, było to, że posłowie PiS, nie pojawili się na marszu i nie było kogo "wyciągać z tłumu"
Co na ten temat myślicie?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)