Nietrudno zauważyć, że im dalej od socjalizmu , by nie powiedzieć komunizmu, tym antykomunistów jest więcej, a ich walka coraz bardziej zażarta. Z jednej strony łza się w oku kręci, gdzież ci wszyscy "niezłomni" byli gdy, mówiąc wprost - komunizm był i komunistę można było spotkać na ulicy. A z drugiej, być może wraz z postępami kapitalizmu następuje zgodnie z (anty) teorią klasyka- zaostrzanie walki klasowej z komunizmem?
Tak czy inaczej, antykomunizm rośnie w siłę. Do tego dochodzi wzrost niechęci do Rosjan, którzy niedawno mogli oczywiście kojarzyć się ze zbrodniami, narzuconą siłą władzą ludową , a w końcu z pustymi półkami. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że obecna niechęć jest silniejsza. Czyżby to byt określał świadomość i przeważały merkantylne uczucia oparte na cenach gazu i ropy, których nic nie przekreśli?
Zastanówmy się jak ta nasza walka komuną wyglądała. Pierwsza poważna okazja pojawiła się w okolicach roku 1919, kiedy to Lenin stwierdził, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie tylko centrum polskiego rządu burżuazyjnego i republiki kapitału, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz, że okoliczności pozwalają (nam) wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii.
Niewątpliwie wojnie przyświecał cel polityczny, jednak państwo polskie walczyło nie tyle z bolszewikami, ale z armią złożoną z przedstawicieli wielu narodów zamieszkujących Rosję, wśród których bolszewicy stanowili niewielki procent. Zarazem w szeregach Armii Czerwonej walczyli przeciwnicy bolszewików zmobilizowani do walki w 1920 roku przy użyciu rosyjskich nacjonalistycznych haseł obrony niepodległości i jedności Rosji (L. Wyszczelski).
Bezpośrednią przyczyną wojny (niezależną od celów politycznych) było zawieszenie broni w Compiègne , gdzie rząd bolszewicki wycofał Rosje z koalicji i udziału w wojnie. Ewakuacja niemieckiej armii wschodniej z obszaru przekraczającego ośmiokrotnie powierzchnię Polski w obecnych granicach wywołała próżnię , którą próbowała zagospodarować Armia Czerwona. Pomiędzy odradzającą się po latach niewoli niepodległą Polską, a Rosją nie istniała żadna uznawana przez strony granica państwowa. Rząd bolszewicki w Rosji nie był uznawany na arenie międzynarodowej, zaś kwestią sporną pozostawał status terytoriów położonych pomiędzy zwartym etnicznym obszarem polskim, a obszarem rosyjskim.
W konsekwencji starcie pomiędzy Polską a Rosją o wzajemne granice i sposób zorganizowania politycznego ziem pomiędzy wschodnią granicą Kongresówki, a granicą Rzeczypospolitej Obojga Narodów sprzed rozbiorów (których Polacy jako zbiorowość nigdy za legalne nie uznali) było nieuniknione.
Ofensywa polska na Kijów wywołała oburzenie we Francji ze względu na to, że Piłsudski według francuskich kół rządzących mógł poprowadzić ofensywę z lepszym skutkiem militarnym razem z Denikinem. Gen. Anton Denikin był jednak przeciwny zarówno istnieniu państwa ukraińskiego, jak i suwerenności Polski na wschód od linii Bugu. Wielomiesięczne rokowania polsko-rosyjskie w Taganrogu prowadzone przez misję z gen. Aleksandrem Karnickim skierowaną do kwatery Denikina przez Naczelnika Państwa zakończyły się fiaskiem wobec nieustępliwości strony rosyjskiej w kwestii samostanowienia narodów wchodzących przed 1917 r. w skład Imperium Rosyjskiego i granic polsko-rosyjskich.
W tej sytuacji Rzeczpospolita Polska nie miała interesu państwowego w sukcesie Białych Rosjan i w konsekwencji uchyliła się od wsparcia Denikina (pomimo nacisków Francji i Wielkiej Brytanii w tej sprawie). Równolegle były prowadzone w Mikaszewiczach rokowania polsko-bolszewickie, gdzie warunki strony polskiej były analogiczne do warunków stawianych Denikinowi. Rozmowy te z uwagi na kategoryczne żądanie Polski uznania przez RFSRR niepodległości Ukrainy i nieatakowanie wojsk Petlury przez Armię Czerwoną również zakończyły się bezowocnie.
Zakończenie wszyscy doskonale znamy. Rezultat to około 60,000 poległych po stronie polskiej i około 100,000 po stronie rosyjskiej. Okrucieństwa po obu stronach. Niewątpliwie, aspekt polityczny wojny 1919-1921 roku był bardzo mocno eksponowany przez obie strony. Z pewnością zwycięska bitwa warszawska w jakiś sposób powstrzymała czy raczej odroczyła pochód komunizmu na zachód. Jednak w przeważającej mierze , moim zdaniem, była to manifestacja polskości i zryw serca skierowany bardziej na ocalenie zrębów wolnej Rzeczypospolitej niż obrony przed komunizmem, którego prawdziwego oblicza chyba jeszcze nie znano. Kunktatorstwo (lub troska o ochronę nowego bytu państwowego) pozwoliło Sowietom okrzepnąć, nabrać sił , by już niespełna dwadzieścia lat później zweryfikować polityczne rachuby Marszałka.
A jak wyglądała sytuacja 17 września 1939r.? Marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał 17 września w Kutach tzw. dyrektywę ogólną treści: Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii. Brak publicznego formalnego ogłoszenia przez Prezydenta i rząd RP faktu istnienia stanu wojny pomiędzy ZSRR, a Polską i brak jednoznacznego rozkazu Naczelnego Wodza stawiania oporu najeźdźcy doprowadziły do dezorientacji dowódców i żołnierzy (p. Obrona Lwowa 1939).
Rząd Wielkiej Brytanii jednoznacznie poparł działania Rosji: Zacytujmy W. Churchilla: That the Russian armies should stand on this line was clearly necessary for the safety of Russia against the Nazi menace. At any rate, the line is there, and an Eastern front has been created which Nazi Germany does not dare assail. When Herr von Ribbentrop was summoned to Moscow last week it was to learn the fact, and to accept the fact, that the Nazi designs upon the Baltic States and upon the Ukraine must come to a dead stop.
Czy mieliśmy jakieś szanse stawiając opór? Takie same jak wobec Niemiec. Historycy przychodzą z pomocą wskazując, że rosyjskie siły pierwszego rzutu obejmowały ok. 620 tys. żołnierzy, 4,7 tys. czołgów i 3,3 tys. Samolotów czyli posiadały m.in. prawie dwa razy więcej czołgów niż Wehrmacht w dniu 1 września 1939 i dwa razy tyle samolotów bojowych co Luftwaffe na froncie polskim. Jakie były rezultaty. Według różnych źródeł Rosjanie stracili 737 do 1275 zabitych i maksymalnie 3858 rannych. Armia Czerwona straciła również 17 czołgów, 6 samolotów i 36 samochodów. Armia polska straciła w walce ok. 3,500 żołnierzy i cywilów , z których wielu zostało zamordowanych. Do tego należy dodać około 20,000 rannych i zaginionych wliczając ofiary zbrodni katyńskiej na kilkunastu tysiącach oficerów Wojska Polskiego wobec ogólnej liczby wziętych do niewoli około 250 tysięcy żołnierzy i oficerów (w większości nie stawiających oporu).
Według historyków rosyjskich liczba jeńców rośnie do 450,000. W sprzęcie straciliśmy ok. 300,000 karabinów, 135 mln sztuk amunicji, 65 czołgów, 800 (?) pojazdów i 200 (?) samolotów. Pośrednią konsekwencją agresji było internowanie polskich wojsk na Litwie, Łotwie, Estonii (ok.. 12,000) oraz na Węgrzech (35,000) i w Rumunii (32,000).
Czy aspekt polityczny był obecny w rachunkach polityków, wojskowych i zwykłych ludzi? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Można przyjąć, że odegrał jedynie marginalną rolę. Czy opór wobec Sowietów mógł pozytywnie wpłynąć na sytuację międzynarodową? Najprawdopodobniej tak. Nie zmieniłby percepcji kręgów wojskowych i politycznych z ich kunktatorskim wyczekiwaniem na konflikt Hitlera ze Stalinem. Jednak pewne jest, że opisy prasowe dzielnego oporu Polaków przed rosyjskim barbarzyństwem zaskarbiłyby nam sympatię opinii publicznej zachodu i rozpowszechniły informację o faktycznej roli Stalina jako pomagiera Hitlera i pierwszego beneficjenta II wojny światowej.
Ta szansa została zaprzepaszczona, a politycznych strat nie odrobiliśmy nigdy, nawet po hekatombie Powstania Warszawskiego. Czy kunktatorstwo polityków, niefrasobliwość Naczelnego Dowództwa i wygodnictwo dowództwa wojskowego średniego szczebla nie miało charakteru kapitulanctwa? Czy to właśnie postawa z 17 września nie ustaliła roli Polski jako przedmiotu polityki zachodu i Stalina na następne pięć lat? Godziliśmy się na stratę połowy terytorium bez walki. Późniejsza (można powiedzieć, że wymuszona przez sytuację międzynarodową) kontynuacja polityki kapitulanctwa wobec Rosji pomieszana z chybionymi kalkulacjami politycznymi (powstanie przeciwko Niemcom, a nie Sowietom) nie mogły przynieść nic dobrego. Poza moralnym zwycięstwem, które wielu nazywa marketingowym określeniem klęski.




Komentarze
Pokaż komentarze