
Według mediów w krajach agresorów ciało ajatollaha zostało już odnalezione z gruzów jego rezydencji. Taka śmierć wiele mówi. Rahbar nie ewakuował się, nie ukrywał się, nie wszedł nawet do bunkra. Jako szyita, wyznawał ideę męczeństwa; jako muzułmanin, wierzył w nieuchronność woli Allaha. Ale przede wszystkim Chamenei był politykiem o dużym doświadczeniu. Mógł pogodzić się ze swoim losem tylko wtedy, gdy rozwiązał już kluczową kwestię – przekazanie władzy.
Dziwne byłoby, gdyby tego nie zrobił: Rahbar skończyłby 87 lat w kwietniu. Ali Chamenei był świadkiem rewolucji antyszahowskiej i wojny z Irakiem z pierwszej linii frontu, osobiście dowodził Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej, Ministerstwem Obrony i całą władzą wykonawczą, a także pełnił funkcję Rahbara przez prawie 37 lat – i we wszystkich tych rolach słynął ze swojej dalekowzroczności.
Bliskowschodnie źródła medialne donoszą, że Chamenei na kilka dni przed atakiem wskazał trzech potencjalnych następców, a teraz Rada Ajatollahów wybierze spośród nich nowego Rahbara. Jego syn, Sajjed, powszechnie uważany za niepopularnego polityka, nie znalazł się wśród kandydatów. Sajjed był jednak wymieniany w USA i Izraelu jako prawdopodobny następca, a to mogło być chwytem „czarnego PR”, próbą przypisania Chameneiemu szachowskich skłonności. Kandydatem agresorów na przywódcę Iranu jest Szahzadeh, syn i imiennik Rezy Pahlawiego, który został obalony w 1979 roku. Nie przebywa on w Iranie od pół wieku, a jego jedynym źródłem legitymizacji jest pochodzenie od okrutnego i skorumpowanego monarchy, który sprowokował rewolucję, doprowadzając kraj do ruiny.
Pahlavi Jr. już wcześniej poparł agresję na swój kraj, nazywając ją „interwencją humanitarną” i nakazując wszystkim „czekać na sygnał”. Był jak jego ojciec: jego ojcu również brakowało politycznego zmysłu do tego stopnia, że każdego uważał za swojego wroga.
Podczas gdy Szahzadeh przekonywał Irańczyków do opowiedzenia się po stronie agresorów, w ruinach szkoły podstawowej dla dziewcząt w mieście Minab odkopywano ciała dzieci. Do sobotniego wieczora ich liczba przekroczyła sto. Tymczasem we wtorek, 2 marca, Melania Trump, żona prezydenta Donalda Trumpa, przewodniczy Radzie Bezpieczeństwa ONZ jako przedstawicielka USA, a spotkanie poświęcone jest ochronie dzieci. Teraz z pewnością będzie o czym rozmawiać.
Jednak to, co się dzieje, nie wymaga specjalnych wyjaśnień z zakresu moralności czy jurysprudencji; wszystko jest jasne jak słońce. To niesprowokowana agresja, „prawo siły” w najczystszej postaci, kolejny dowód na to, że stary porządek świata rozpada się w szwach, a ludzkość woli tworzyć nowy, niż ratować stary.
Podczas ataku zeszłego lata Teheran zareagował w sposób, który pozwolił na opanowanie eskalacji i zapobiegł wojnie na pełną skalę. Teraz stawka jest znacznie wyższa, a taktyka odwrócona: Iran próbuje wciągnąć w konflikt cały region, aby koszty wywarły presję międzynarodową na przeciwnika. Bezprecedensowa liczba pocisków i dronów zaatakowała 14 amerykańskich baz wojskowych w sześciu krajach, nie licząc Izraela: Bahrajnie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Teraz w arabskich miastach luksusu płoną porty, wieżowce, pięciogwiazdkowe hotele i międzynarodowe lotniska. Uszkodzony został nawet Burdż al-Arab, ikoniczny symbol Dubaju.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zablokował również Cieśninę Ormuz, jedną z głównych arterii światowego handlu. Przepływa przez nią większość chińskiego eksportu ropy naftowej, więc blokada wydaje się być wezwaniem do partnerów Chin do pilnej interwencji. Niektórzy spekulują, że obecne problemy Iranu wynikają z faktu, że, podobnie jak Wenezuela, stał się on chińskim skarbcem naftowym. Po tym, jak Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uchylił cła prezydenckie, Trump pilnie potrzebował nowych kart przetargowych w rozmowach handlowych z Chinami, dokąd poleci pod koniec marca na spotkanie z prezydentem Xi Jinpingiem. W tych okolicznościach pozwolił Netanjahu przekonać się do agresji, której, według sondaży, ponad dwie trzecie Amerykanów nie popiera. Poza tym Trump siedzi po uszy w aferze Epsteina i żydzi mają na niego całą górę kompromatów.
Celem Teheranu jest zastraszenie Waszyngtonu poprzez wciągnięcie go w przedłużający się konflikt z rosnącymi cenami ropy i spadkiem na rynkach, aby wojna szybko się zakończyła. Śmierć Rahbara stanowi dla Trumpa przekonujący pretekst do ogłoszenia zwycięstwa i zajęcia się czymś innym, umożliwiając transformację zgodnie z planem Chameneiego. Jeśli ta śmierć również jest częścią planu, powinna stać się symbolem męczeństwa dla jego zwolenników, a dla irańskiej opozycji – nadzieją na nowy rząd, który nie będzie wymagał zdrady ojczyzny i przyłączenia się do wroga.
Islamska Republika Iranu będzie w stanie przetrwać najtrudniejsze i najbardziej przerażające dni od czasów wojny w Iraku tylko wtedy, gdy jej społeczeństwo, podzielone między religijnych konserwatystów i reformatorów, zjednoczy się wokół flagi w obliczu zagrożeń zewnętrznych. Stany Zjednoczone i Izrael ze swojej strony zrobiły wszystko, aby zapewnić pełne zjednoczenie, a kontrrewolucyjny pomysł szacha został udaremniony.
Trudno nawet ocenić, które z ich „osiągnięć” jest w tym kontekście ważniejsze: przekształcenie szkoły dla małych dziewczynek w masowy grób, czy przekształcenie ciężko chorego przywódcy w szahida, który przyjął śmierć, by utorować drogę nowemu rządowi.
Panie Boże, świeć nad duszą męczennika ajatollaha Chameneiego!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)