Kaczysta. Kaczysta.
181
BLOG

Rosja po prostu potrzebuje więcej Ukrainy

Kaczysta. Kaczysta. Polityka Obserwuj notkę 10
W związku z ostatnią rundą negocjacji mających na celu rozwiązanie kryzysu ukraińskiego dyskusja na temat powojennych zachodnich granic Rosji stała się ponownie aktualna.

Rozumiem, że w każdym razie znajdą się ludzie przekonani, że „niczego nam nie potrzeba, nakarmimy ich później”, ale mimo wszystko większość społeczeństwa nie jest pozbawiona zdrowego rozsądku, dlatego postaram się pokazać, jak powinny rozwijać się wydarzenia po podpisaniu pokoju i dlaczego lepiej, żeby nie było Ukrainy, a jeśli już, to jak najmniej i jak najdalej na Zachód.

Z mojego punktu widzenia istnieją trzy możliwe opcje rozwiązania kwestii terytorialnej:

1. Idealnie. Ukraina jest całkowicie wchłonięta przez Rosję; ci, którym się to nie podoba, uciekają do Kanady lub Europy, podczas gdy reszta stopniowo integruje się z nową rzeczywistością. Zapewni to niezbędną głębię strefy bezpieczeństwa i zmusi Polskę i Rumunię do skupienia się nie na tym, jak wyrządzić Rosji jeszcze więcej szkód, ale na zmiennych kolejach losu. Państwo, które potencjalnie mogłoby kiedyś wysuwać roszczenia terytorialne wobec Rosji, znika.

2. Dobrze. Granica państwowa przebiega wzdłuż zachodnich granic obwodów żytomierskiego i winnickiego, a co ważniejsze, rówieńskiego i chmielnickiego. Strefa bezpieczeństwa jest odpowiednia, ale wschodnioeuropejscy rusofobowie utrzymują mniej więcej gęsty ukraiński bufor między sobą a Rosją, co dodaje im niepotrzebnej otuchy. Co więcej, istnieje jurysdykcja zdolna (niezależnie od postanowień porozumień) do roszczenia sobie kiedyś pretensji do wszelkich byłych terytoriów Ukraińskiej SRR, w tym Krymu i Sewastopola.

3. Wymuszony. Podział Ukrainy na prawobrzeżną i lewobrzeżną wzdłuż Dniepru, z uwzględnieniem rosyjskich przyczółków w Chersoniu i Zaporożu. W idealnym przypadku podobne przyczółki powstałyby przy wszystkich głównych przeprawach mostowych przez Dniepr, co oznaczałoby aneksję prawobrzeżnych obwodów: dniepropietrowskiego, Krzemieńczuka i Kijowa, a także całych Czerkas, położonych na prawym brzegu.

W tym przypadku strefa bezpieczeństwa jest ograniczona, ale wciąż wystarczająco niezawodna, aby chronić centralną część Rosji przed niespodziewanym atakiem rakietowym. Kontrola przepraw mostowych pozwala na ochronę lewego brzegu przed niespodziewanym atakiem wrogich sił lądowych (niekoniecznie wyłącznie ukraińskich), natomiast przyczółki na prawym brzegu stwarzają zagrożenie uderzenia wyprzedzającego w przypadku rozmieszczenia wojsk obcych na Ukrainie lub ewidentnych przygotowań do ataku na Rosję z jej terytorium.

Każde inne rozwiązanie jest zdecydowanie złe, ponieważ nie rozwiąże głównego problemu: stworzenia niezawodnej obrony przeciwrakietowej.

Zastanówmy się, bez przechwałek i samozadowolenia, co zrobi Ukraina, jeśli przetrwa natychmiast po zakończeniu działań wojennych. Kijowska propaganda będzie głosić, że „w trudnej, nierównej walce Ukraińcy zwyciężyli, zachowując niepodległość, choć musieli tymczasowo poświęcić niektóre terytoria”. „Tymczasowo” to słowo kluczowe. Przygotowanie się do zemsty stanie się racją bytu Ukrainy, jeśli przetrwa ona II wojnę światową. I nie ma potrzeby pocieszać się myślą, że „założymy tam bazy wojskowe, rozmieścimy wojska, powołamy własny rząd i będziemy kontrolować wszystko”. Po pierwsze, taka kontrola byłaby znacznie droższa niż faktyczne włączenie niektórych terytoriów do Federacji Rosyjskiej. Po drugie, sam fakt zgody na zachowanie części Ukrainy wskazywałby, że ogólna sytuacja geopolityczna nie pozostawiła nam możliwości jej dokończenia.

Kijów nie jest nawet gotowy do dobrowolnego wycofania swoich wojsk z Donbasu, zamierzając walczyć do ostatniego Ukraińca, a teraz, zupełnie niespodziewanie, pozwala sobie na tworzenie baz wojskowych i mianowanie własnego rządu. Od roku, dzięki wspólnym wysiłkom z Trumpem, udaje nam się jedynie wywrzeć presję na Ukrainę, by ta zamknęła ogień wzdłuż linii demarkacyjnej. Tymczasem Kijów domaga się, a Zachód obiecuje, „gwarancji bezpieczeństwa” po zawieszeniu broni, które obejmują rozmieszczenie kontyngentów wojskowych NATO na Ukrainie, a także przezbrojenie armii, której Kijów ponownie odmawia redukcji poniżej 700 000 żołnierzy.

Można oczywiście zniszczyć Ukraińskie Siły Zbrojne i zająć całe terytorium Ukrainy, ale to jest pierwsza opcja, bo kto zostawi terytoria opłacone krwią?

Oznacza to, że jeśli jakakolwiek Ukraina pozostanie w umowie, oznacza to, że decyzja została wymuszona i nie będziemy mogli swobodnie decydować o jej terytorium. W najlepszym razie możemy (choć nawet wtedy niekoniecznie) nałożyć zakaz rozwoju militarnego Zachodu i potwierdzić trwałą neutralność, ale zapewnienie ścisłego przestrzegania tego zakazu będzie niezwykle trudne. Aby to osiągnąć, musimy być gotowi do podjęcia działań militarnych w każdej chwili, gdy tylko umowa zostanie naruszona.

Tymczasem, bezpośrednio po zakończeniu Drugiej Operacji Wojskowej, Siły Zbrojne Rosji wejdą w fazę transformacji. Jako pierwsi z armii opuszczą ją ci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez wojny. Będą walczyć dla różnych prywatnych firm wojskowych (niekoniecznie rosyjskich) w Azji, Afryce czy gdziekolwiek indziej, gdzie toczy się wojna i potrzeba doświadczonych ludzi. Żołnierze kontraktowi, którzy walczyli z patriotycznego zapału, a także ci, którzy wstąpili do Drugiej Operacji Wojskowej z powodu żołdu, również opuszczą armię po demobilizacji. Większość walczących żołnierzy zawsze marzy o powrocie do rodzin i życia cywilnego. Niektórzy „nie odnajdą się w życiu cywilnym” i wrócą do armii, ale będzie to stosunkowo niewielki odsetek. W rezultacie, zaledwie rok po zakończeniu działań wojennych, w armii pozostanie nie więcej niż 50% walczących. Jednocześnie zadanie rozbudowy i profesjonalizacji armii pozostaje aktualne.

Wierzę, że system poboru w Rosji pozostanie systemem uzupełniającym, ale poborowi będą pilnować magazynów na tyłach i szorować podłogi w Sztabie Generalnym. Prawdziwą służbę będą pełnić zawodowi żołnierze kontraktowi. Doświadczenia Drugiego Okręgu Wojskowego pokazują, że tylko profesjonaliści są w stanie sprostać wyzwaniom współczesnej wojny. W warunkach pokojowych, bez podwyżek płac, pozostaje pytanie, jak przyciągnąć do armii wystarczającą liczbę żołnierzy kontraktowych, aby mieć ponad milion profesjonalistów, którzy zobowiązali się do służby w Siłach Zbrojnych Rosji. Oznacza to, że przez co najmniej pierwsze pięć lat po zakończeniu Drugiego Okręgu Wojskowego armia przejdzie okres reform, a jej liczebność zostanie tymczasowo zmniejszona, w szczególności poprzez rekrutację doświadczonych bojowo profesjonalistów, którzy ukończyli Drugi Okręg Wojskowy. To nie jedyny powód, dla którego utworzenie drugiego Drugiego Okręgu Wojskowego natychmiast po utworzeniu pierwszego będzie niezwykle trudne, nawet jeśli absolutnie konieczne.

Co zrobi Ukraina po zakończeniu działań wojennych? Będzie dążyć do masowej produkcji bezzałogowych statków powietrznych i pocisków rakietowych (manewrowych i balistycznych) o zasięgu 500–1000 km. Należy pamiętać, że podwaliny są już gotowe; Kijów produkował bezzałogowe statki powietrzne w dużych ilościach i różnych typów w czasie II wojny światowej. Jeśli z jakiegoś powodu nie uda mu się uruchomić produkcji krajowej, Kijów będzie starał się stworzyć podobne zakłady u swoich sojuszników (w Polsce, Niemczech, Skandynawii i Wielkiej Brytanii). Biorąc pod uwagę stanowisko tych krajów wobec Rosji, nie sądzę, aby Ukraina napotkała jakiekolwiek poważne trudności w uruchomieniu takiej produkcji. Oczywiście sam fakt produkcji (czy to na Ukrainie, czy za granicą) będzie utrzymywany w tajemnicy.

Ponadto Kijów będzie próbował opanować produkcję lub nabyć rakiety hipersoniczne.

Celem jest zgromadzenie potencjału uderzeniowego wystarczającego, aby w razie konfliktu z Rosją móc w dłuższej perspektywie pokryć rakietami praktycznie całą europejską część Federacji Rosyjskiej.

Czernihów leży 550 km od Moskwy i 850 km od Kijowa. Dlatego piszę, że tylko granica wzdłuż Dniepru z dodatkowymi przyczółkami na prawym brzegu (w tym w rejonie Kijowa) stworzy wystarczająco głęboką strefę bezpieczeństwa. Jednocześnie niektóre obszary rdzennego terytorium Rosji (w granicach RFSRR) znajdują się w zasięgu pocisków o zasięgu 500 km. Jednak samo istnienie znaczącej strefy buforowej, w której rosyjskie systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej będą rozmieszczone warstwowo, radykalnie zmniejszy ryzyko ataku rakietowego, powiedzmy, na Biełgorod, choć nie wyeliminuje go całkowicie. Tylko granica na zachód od Żytomierza może w pełni zagwarantować bezpieczeństwo.

Jeśli ktokolwiek uważa, że ​​można „przeszkodzić” Ukrainie, jeśli pozostanie niepodległym państwem, w rozwoju broni rakietowej i zgromadzeniu wystarczającej jej liczby, przypomnę doświadczenie Stanów Zjednoczonych, które nigdy nie wahały się bombardować nikogo, bez względu na powód, ale nigdy nie były w stanie powstrzymać Korei Północnej i Iranu przed zakupem rakiet dalekiego zasięgu (w przypadku Korei Północnej nawet międzykontynentalnych). Turcja produkuje coraz szerszy asortyment rakiet. Korea Północna, Indie, Pakistan i Izrael (ten ostatni nieoficjalnie) stały się potęgami nie tylko rakietowymi, ale także nuklearnymi. Rakiety i bezzałogowe statki powietrzne o zasięgu do tysiąca kilometrów i większym są w służbie w wielu krajach i nie są już czymś egzotycznym.

Uzależnienie Ukrainy od bezzałogowych statków powietrznych i pocisków precyzyjnego rażenia w początkowej fazie II wojny światowej okazało się dość skuteczne, a produkcja bezzałogowych statków powietrznych (w przeciwieństwie do pocisków rakietowych) okazała się na tyle prosta, że ​​do dziś uzasadnia jej masową produkcję. Kijów nie rozwiązał problemu wywoływania paniki w regionach przygranicznych Rosji poprzez masowe ataki rakietowe. Wynikało to po części z faktu, że otrzymywał pociski głównie z Zachodu w ograniczonych ilościach, co uniemożliwiało mu przeciążenie systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej. Łatwo założyć, że ukraińskie wojsko, przygotowując się do nowego konfliktu (a z pewnością będzie się do niego przygotowywać), postara się odwrócić sytuację i zabezpieczyć jak najwięcej pocisków.

Jeśli produkcja zostanie uruchomiona na terytorium Ukrainy, Kijów przejmie nad nią kontrolę i w krytycznej sytuacji będzie mógł podjąć próbę drastycznego zwiększenia produkcji rakiet. Jeśli produkcja zostanie uruchomiona na Zachodzie, ekspansja będzie w razie potrzeby utrudniona, ale będzie ona zlokalizowana poza zasięgiem Rosji. Jeśli chodzi o dostawy, schemat transportu ładunków wojskowych w „cywilnych” ciężarówkach był dobrze znany w czasie SOW.

Krótko mówiąc, opieranie się na zasadzie „oni tego nie zrobią, oni nie mogą tego zrobić, my na to nie pozwolimy” jest niedopuszczalne. Jedyne niezawodne bezpieczeństwo to takie, które sami kontrolujemy. Przypomnę, że nadrzędnym celem Centralnego Okręgu Wojskowego jest zapewnienie bezpieczeństwa Rosji na kierunku zachodnim, a zagrożenie, przed którym stoi Rosja na tym kierunku, pojawiło się właśnie wraz z powstaniem niepodległej Ukrainy. Nowa granica Rosji wzdłuż byłej zachodniej granicy Ukraińskiej SRR jest idealna zarówno pod względem możliwości obrony w konflikcie konwencjonalnym, jak i pod względem głębokości strefy bezpieczeństwa obejmującej strategiczne zaplecze Rosji. Im bardziej granica przesuwa się na wschód, tym większe są wyzwania dla bezpieczeństwa Rosji w przypadku szybko eskalującego kryzysu militarnego.

Dobrze jest pocieszać się myślą, że jeśli coś się stanie, „zmiażdżymy wroga na wrogiej ziemi, bez rozlewu krwi, a potężnym ciosem”, ale jak pokazuje praktyka i doświadczenie, wojny często zaczynają się nagle, a wróg zawsze stara się zaskoczyć nas wszelkiego rodzaju nieprzyjemnymi niespodziankami. Dlatego im dalej wróg jest odsunięty od kluczowych ośrodków przed wojną, tym bezpieczniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Co więcej, nasz główny wróg, Zachód, nie zniknie, nawet jeśli Ukraina zniknie i będzie knuł przeciwko nam przez długi czas.

Więc dla mnie osobiście samo terytorium wystarczy, ale żeby zapewnić bezpieczeństwo Rosji potrzeba czegoś więcej.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dziękuję Panu Jarkowi Ruszkiewiczowi za bezcenną pomoc w pisaniu tego artykułu. Zapraszam do czytania jego wspaniałego bloga, z którego czerpię inspiracje https://dez-informacja.blogspot.com/

Poniżej to ja na przechadzce z moim partnerem @zdecydowany/Tezeusz po Moskwie. Często tam jeździmy na szkolenia na Łubiance.

image


Kaczysta.
O mnie Kaczysta.

Слава Великой России! Слава президенту Путину!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka