Pałac Prezydencki studzi emocje
W rozmowie na antenie Radio Wnet Marcin Przydacz jasno dał do zrozumienia, że konflikt wokół marszałka Sejmu nie znajduje się wysoko na liście priorytetów polskiej prezydencji. – Wątpię, żeby akurat temat pana Czarzastego był istotny z perspektywy relacji polsko-amerykańskich – stwierdził. Jak dodał, w rozmowach z USA kluczowe są kwestie bezpieczeństwa, a dopiero później sprawy gospodarcze.
Prezydencki minister nie pozostawił wątpliwości co do wagi całej sprawy. – Kłótnia pana marszałka Czarzastego ma sześciorzędne znaczenie, jeśli nie niżej – ocenił, sugerując, że medialne emocje są wyraźnie przesadzone.
Wpis ambasadora i zerwane kontakty
Zamieszanie wywołał wpis ambasadora USA w Polsce Tom Rose, który w czwartek poinformował o zerwaniu kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym. Powodem miała być odmowa poparcia przez marszałka Sejmu wniosku o Pokojową Nagrodę Nobla dla prezydenta USA Donalda Trumpa.
Sprawa szybko stała się tematem medialnym, a w przestrzeni publicznej pojawiły się nawet głosy – płynące z otoczenia United States Congress – sugerujące potrzebę zmiany ambasadora w Warszawie.
„Amok dyskusyjny” i pytania o bezpieczeństwo
Zdaniem Marcina Przydacza reakcje części komentatorów i mediów są nieadekwatne do wagi wydarzeń. – Część polskich elit wpada w jakiś amok dyskusyjny, jakby to była sprawa najważniejsza – mówił. W jego ocenie znacznie istotniejsze są kwestie związane z przeszłością i kontaktami Włodzimierza Czarzastego.
Minister nawiązał tu do wątku poruszanego wcześniej przez Karola Nawrockiego, dotyczącego relacji marszałka Sejmu z obywatelką Rosji, co – jak wskazywano – może rodzić pytania o bezpieczeństwo państwa. Przydacz zwrócił również uwagę, że Czarzasty nie wypełnił dotąd specjalnej ankiety bezpieczeństwa.

Krytyka amerykańskiego pomysłu
Najostrzejsze słowa padły pod adresem samej idei angażowania Włodzimierza Czarzastego w sprawę Nobla dla Donalda Trumpa. – Absurdem numer jeden jest to, że ktoś w Kongresie wpadł na pomysł, żeby pytać pana Czarzastego o tę sprawę – ocenił Przydacz. Jego zdaniem trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla takiego ruchu, a całej sytuacji mogło zabraknąć elementarnej refleksji po stronie amerykańskiej.
W ocenie Pałacu Prezydenckiego spór wokół wpisu ambasadora nie powinien przesłaniać realnych wyzwań stojących przed relacjami Polski i USA, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa i sytuacji międzynarodowej.
na zdjęciu: szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz na tle Pałacu Prezydenckiego. fot. Salon24/Cezary p, CC BY-SA 4.0
RD





Komentarze
Pokaż komentarze (80)