0 obserwujących
330 notek
416k odsłon
  4688   0

Plama

 
 
”Powiem szcze­rze: dla mnie jest to cios w pro­fe­sję. Także powód do nie­po­koju. Jeśli jeden tytuł pra­sowy, a w nim jedno pióro plus szef –decy­dent mogą spo­wo­do­wać kry­zys pań­stwa, jest to sytu­acja groźna. Może nawet– bar­dziej niż groźna…”
 
Powyższy akapit to cytat z komentarza do mojego tekstu,  zamieszczonego wczoraj (we wtorek) w portalu www.studioopinii.pl, a ponieważ sprawa ma dalszy ciąg, chcę go, z odpowiednimi zmianami, przedstawić PT Czytelnikom Salonu;
 
To nie powinno się było zdarzyć, ale się zdarza. Przebieranie nogami, aby tylko mieć hita i jak najszybciej go opublikować, strach, że konkurencja może nam ten cymes przechwycić i stąd gorączka, która odbiera zdolność racjonalnego myślenia i każe olać elementarne reguły dziennikarstwa oraz przyzwoitości w życiu publicznym. Żeby to jeszcze zrobił tabloid na zasadzie; pierwsi informujemy – pierwsi dementujemy ! Lecz ”Rzepa” !?
 
Informacja, która oznaczała nieomal przewrót w myśleniu o tak ważnej sprawie jak katastrofa smoleńska, czołówka pierwszej strony oparta na czterech – tak; czterech ! – źródłach, przy czym wszystkie cztery anonimowe, ze strachu przed grożącymi konsekwencjami !? Sytuacja wręcz nieprawdopodobna, lecz jeśli już coś takiego się zdarza, poza imaginacją żurnalisty, to się sprawdza, sprawdza i jeszcze raz sprawdza.I jeśli się nie podaje źródła informacji, a czasem redakcja ma nawet obowiązek je zataić, to trzeba ponosić odpowiedzialność za to co się publikuje.
 
No, ale zdarzyło się. Redaktor Tomasz Wróblewski wystarczająco długo przebywał w USA, by wiedzieć co to damage control. ”New York Times” wzorzec dziennikarskich standardów zaliczał straszniejsze wpadki. Na przykład zamieścił reportaż, nagrodzony, całkowicie zmyślony przez wasnego dziennikarza. I NYT nadal jest autorytetem, bo wiedział jak reagować.
 
A więc uprzedzić oskarżenia, natychmiast się przyznać, uderzyć w piersi, przeprosić, głośno zapowiedzieć wyciągnięcie konsekwencji, a nawet je zrealizować.
 
Najgorszą rzeczą w tej sytuacji jest tłumaczenie się, udawanie, że nic się takiego nie stało, że co prawda nie jest najlepiej, ale też nie jest tragicznie, że zostaliśmy – no, może nie bez pewnej naszej winy – źle zrozumiani i takie różne. Na to też przychodzi czas, ale dopiero po tym gdy jakoś rozbroiliśmy ataki naszą szczerością i otwartością. Nobody’s perfect, przypominają sobie o po jakimś czasie czytelnicy. Ale tu zabrakło słowa ”przepraszam” , a stwierdzenie ”pomyliliśmy się”, umieszczone w pierwszej wersji oświadczenia redakcji, zostało szybko usunięte w następnej. I zaczęło się zacieranie wielosłowiem, rozmywanie różnymi faktami, tak żeby fałszywej informacji nadać jakieś cechy prawdopodobieństwa.
 
Następnego dnia, kontynuuje to, jak gdyby nigdy nic, autor feralnej czołówki Cezary Gmyz. Zaś na jego materiałach pracują już oba tabloidy, tak że czytelnik zrozumie z nich, iż te materiały wybuchowe prawie na pewno tam były. Tabloidy tak mają, lecz  gdyby ”Rzepa” na swój błąd zareagowała jak dziennikarska przyzwoitość nakazuje, nie byłoby pożywki dla dalszej spekulacji. A teraz gazeta, której profesjonalny standard nadali Dariusz Fikus i Maciej Łukaszewicz, pracuje na poziomie brukowców.
 
Piszę o tym bez cienia schadenfreude, bo ci dwaj redaktorzy byli moimi kolegami i przyjaciółmi, a z całą dziennikarską rodziną Wróblewskich czuję się zaprzyjaźniony od wielu dziesięcioleci. I cenię wysokie kwalifikacje ich wszystkich, poczynając od dziadka Tomka aż do niego samego. A choć z ”Rzeczpospolitą” od siedmiu lat w większości przypadków się nie zgadzam, chciałbym by pozostała poważnym partnerem na rynku prasowym.
 
No, a prezes Kaczyński, po prostu nie zdzierżył. Tygodnie pracy nad wizerunkiem zrównoważonego polityka, ważącego słowa, zajmującego się poważnymi problemami poszły na marne. Znowu pojawił się u boku, nieco wstydliwie chowany Macierewicz. Kaczyński nie przejął się wypowiedzią prokuratorów, szybkim dementi ”Rzepy”, brnie dalej i wie co robi. Mimo, że na propisowskich portalach, równie w Salonie, pojawiły się opinie mocno krytyczne z powodu jego pochopnej reakcji i uszczerbku wizerunkowego. Były nawet głosy - na przykład LCHLIP w Salonie - że publikacja ”Rzepy” to intryga Tuska, by sprowokować Kaczyńskiego do gwałtownej reakcji, lecz równie dobrze można założyć, że mógł to być zamiar prezesa PIS, który potrzebował pretekstu, by przekroczyć pewien próg i  zaognić konflikt. Dotychczas o zamachu mówili jego harcownicy. On sam sugerował wysokie prawdopodobieństwo oraz możliwość. Teraz mówi już o morderstwie.
 
A wizerunek ? W ciągu trzech lat do wyborów Kaczyński jeszcze parę razy zdoła go odrobić i stracić. Zaś  pisowski lud wie swoje. Cokolwiek by się nie zdarzyło, w te i wefte, to smoleński zamach, teraz już wedle Kaczyńskiego, morderstwo, staje się coraz bardziej pewne. Jeśli w ogóle może być dla tych ludzi pewniejsze niż teraz.
Lubię to! Skomentuj81 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale