kalkus kalkus
724
BLOG

Obudź się prawico!

kalkus kalkus Polityka Obserwuj notkę 13

Poza nielicznymi wyjątkami wszyscy okrzyknęli sobotni marsz połączonych sił Ojca Dyrektora, Jarosława Kaczyńskiego i Solidarności wielkim sukcesem. Co ciekawe do opinii takiej przychylają się także media, które ciężko uznać za przychylne nurtowi, który maszerował ulicami Warszawy. Czytamy i słuchamy zatem od prawa do lewa o największej w powojennej Polsce manifestacji, o wzorowej organizacji i o zaskakująco spokojnym przebiegu całej imprezy. Zastanawia mnie jednak, na czym miałby dokładnie polegać ten oszałamiający i, co się okazuje bezdyskusyjny, sukces?

Czy miarą sukcesu jest frekwencja uczestników? Po części tak, ale czyż na długie miesiące przed tym wydarzeniem nie chwalono się już dziesiątkami tysięcy chętnych? Czy frekwencja może być dla kogokolwiek zaskoczeniem w sytuacji, gdy trzon manifestacji stanowili wierni słuchacze Radia Maryja oraz związkowcy, których organizatorzy sami przywozili na miejsce tabunami wynajętych autokarów? Czy niespodzianką był udział parlamentarzystów i działaczy PiS, dla których obecność na marszu pewnie będzie bardziej skrupulatnie rozliczana niż udział w posiedzeniach Sejmu? Wreszcie wątpliwe wydaje się aby w manifestacji wzięli udział inni mieszkańcy stolicy niż, ci którzy każdego 10tego maszerują z Jarosławem Kaczyńskim pod Pałac Prezydencki. Prawda jest taka, że frekwencja na marszu jest niczym wobec realnego wyniku uzyskiwanego w wyborach i choćby Gazeta Polska ogłosiła, co pewnie uczyni, że w sobotę demonstrowało pół miliona ludzi, nijak się to ma do realnego poparcia, jakiego potrzebuje tzw. obóz patriotyczny do przejęcia władzy w Polsce. Poparcia, które 6 ostatnich wyborów pokazało, że PiS po prostu nie ma.

 
Czy marsz spowodował, że wzrosła liczba potencjalnych wyborców PiS? Czy podczas przemówienia lidera prawicy usłyszeliśmy choć jedno słowo skierowane, nawet nie do przeciwników, ale chociaż do tych niezdecydowanych? Po raz kolejny wskazano winnych i powiedziano, że "oni" są źli. Usłyszeliśmy uklepane frazesy o tym kto i za co powinien zniknąć ze sceny politycznej i że Jarosław Kaczyński poprowadzi wszystkich zgromadzonych do zwycięstwa. Wszystkim sobotnim wystąpieniom towarzyszyło więcej oklasków niż treści. Mówcy przemawiali do swoich i przekonywali już dawno przekonanych, a teraz zachwycają się pozytywnym odbiorem swojego przekazu. Samozwańczy lider Polskiej prawicy nie uczynił ani jednego kroku w kierunku wzbudzenia zainteresowania obywateli niezdecydowanych, a co dopiero zjednania sobie sympatii elektoratu innego niż własny. Trudno doszukiwać się w tym aspekcie jakiegokolwiek sukcesu.
 
Czy machina medialna ojca Rydzyka uzyskała upragnione miejsce na platformie cyfrowej? Czy wraz z transparentami antyrządowymi uczestnicy marszu donieśli Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji brakujące dokumenty i wyjaśnienia, których brak był pierwotną przyczyną nie przyznania Telewizji Trwam koncesji? Może w trakcie manifestacji kwestowano na rzecz utworzenia funduszu gwarancyjnego, który rozwiałby wątpliwości KRRiT wobec stabilności finansowej imperium medialnego Ojca Dyrektora? Z tego co mi wiadomo nic z tych rzeczy nie miało miejsca, więc gdzie ten sukces po stronie rodziny Radia Maryja? Reguły gry o miejsce na platformie cyfrowej są powszechnie znane od dawna i żaden, nawet największy, marsz nie może zwalniać pojedynczego petenta od obowiązków narzuconych wszystkim innym uczestnikom przetargu. Miejsce na multipleksie należy się tym podmiotom, które spełnią wymogi przetargu i żadne Alleluja tego nie zmieni. Może zamiast organizować pokaz siły na ulicy przy okazji kolejnej próby uzyskania miejsca na multipleksie warto bardziej skoncentrować się na lepszym udokumentowaniu swojego wniosku?
 
Czy Piotr Duda ukrócił cierpienia pracowników likwidując umowy śmieciowe i przywracając poprzedni wiek emerytalny? Czy przedstawiono konkretne projekty ustaw, które miałby według autorów poprawić sytuację pracowników w Polsce i jednocześnie uchronić kraj od zapaści systemu emerytalnego? Czy zbudowano odpowiednią większość w parlamencie, aby zmiany te przeprowadzić przez Sejm? Niestety, ale populistycznymi przemówieniami i palonymi oponami nie tworzy się prawa w demokratycznym kraju. Tym bardziej eskalacją żądań socjalnych nie zdobywa się poparcia pracodawców i podatników, którzy w ostatecznym rozrachunku mieliby zapłacić za ich spełnienie. Tymczasem konkretne postulaty związkowe, abstrahując już od tego czy słuszne czy nie, zginęły gdzieś pod natłokiem szerokiego frontu haseł antyrządowych. Piotr Duda i jego związkowcy zamiast osiągnąć cel, zostali zadeptani przez polityczne i biznesowe aspiracje współuczestników manifestacji.
 
Czy prawica pokazała, że w obliczu wspólnego celu jest zwarta i jednomyślna? Czy marsz zademonstrował siłę prawej strony sceny politycznej i realną alternatywę dla aktualnego rządu? Trudno odnieść takie wrażenie przy wciąż trwającej wewnętrznej wojence pomiędzy pryncypałem i jego niedawnym ulubionym podopiecznym. Wzajemne prześciganie się Jarosława Kaczyńskiego ze Zbigniewem Ziobro w deklaracjach o woli współpracy na przemian z wyzwiskami jest już groteskowe. Na domiar złego czuwający na tym wszystkim świętobliwy Ojciec Dyrektor, który w swej nieograniczonej dobroci wzywa do pojednania jednocześnie ustawiając polityków w szeregu i decydując kto i kiedy ma prawo przemówić do swoich dzieci bożych. Czy tak wewnętrznie skłócona prawica ma szansę na jakikolwiek sukces, nawet wśród własnego elektoratu? 
 
Czy miarą sukcesu ma być dobra organizacja i pokojowy przebieg manifestacji? Czy brak zamieszek i starć z policją jest powodem do dumy? A może stanowi dowód na to, że służbom podległym reżimowi nie udało się skutecznie sprowokować potulnych jak baranki patriotów jak to miało miejsce przy okazji zeszłorocznych obchodów Święta Niepodległości? Bardziej realne wydaje się jednak, że wrogie nastawienie służb jest tylko chorym urojeniem obozu patriotycznego. Obozu, który już wielokrotnie dał do zrozumienia, że nawet kibolskie występki skrajnych ekstremistów można uzasadnić i przypiąć do nich łatkę patriotyzmu, pod warunkiem, że zbiegają się one z odpowiednim interesem politycznym.
 
Pytam zatem ponownie - gdzie ten oszałamiający sukces? Co takiego osiągnęła w sobotę wielka trójca polskiej prawicy? Warszawa była przez pół dnia zablokowana, ale w końcu wynajęte autokary rozwiozły uczestników marszu tam skąd przyjechali. Ojciec Dyrektor jak nie miał koncesji tak nadal jej nie uzyskał, a słuchaczy-darczyńców nie przybyło ani o jotę. Przekonani o zamachu na dwa tygodnie zwinęli swoje transparenty, ale jak zwykle będą głosili swoją prawdę już przy kolejnych miesięcznicach. Związkowcy wrócą do swoich zakładów pracy i wraz z resztą zwykłych pracowników będą rzekomo klepać biedę, aż do śmierci. A Jarosław “Polskęzbaw” Kaczyński nadal będzie prowadził swych wiernych wyznawców ku glorii i chwale balansując na poziomie poparcia społecznego, które da mu kolejne moralnie zwycięskie porażki wyborcze.
 
Jeżeli na tym ma polegać sukces sobotniego marszu to zastanawiam się czy przypadkiem to nie prawica jest cały czas uśpiona i żyje w jakimś chorym śnie. Prawda, że musi to być dla nich konkretny koszmar, co jednak nie zmienia faktu, że chyba najwyższy czas się przebudzić...
kalkus
O mnie kalkus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka