Prawdziwy Polak wybiera się na marsz niepodległości nastawiony pokojowo do świata. Zakłada szalik i obowiązkowo kominiarkę, bo mamy w końcu listopad i zimno jest. Polak żyje w niepewnych czasach, warto na wszelki wypadek uzbroić się w kastet, pałkę, ewentualnie cokolwiek ostrego. Taki bogu ducha winien obywatel i ostoja spokoju maszeruje przed siebie śpiewając pieśni patriotyczne i wymachuje biało czerwoną flagą. Nagle zza winkla wyskakuje zorganizowana grupa zamaskowanych prowokatorów, których jedynym celem jest wszczęcie bójki z uczestnikami marszu. Rządza krwi u tych osobników jest ogromna, wyrywają płyty chodnikowe, rzucają śmietnikami i odpalają petardy. Kim są ci wrogowie niepodległości? W zeszłym roku byli to lewacy i pederaści, w tym z kolei zamaskowani tajniacy, czyli policjanci. Biją swoich kolegów z jednostki, bo takie mają rozkazy. Jak przy okazji uda się skatować jakiegoś niepokornego dziennikarza albo dziecko to będzie premia. Po czym ich poznać? Po kominiarkach i pałkach rzecz jasna. Cóż pozostaje biednemu, sprowokowanemu Polakowi jak nie wyjąć własnej pałki, wyrwać kostkę brukową spod nóg i uderzyć z kontratakiem…
Biedny polski patriota i w prostej linii potomek dzielnych żołnierzy AK idzie na mecz. Nie ważne czy to wiosna, lato, jesień czy zima, towarzyszy mu nieodzowny zestaw szalik plus kominiarka. W kieszeni ewentualny, sprawdzony w boju kastet lub nóż. Przez tą cholerną “Jewropę” ceny na stadionie wołają o pomstę do nieba warto więc zabrać ze sobą butelkę piwa, choćby pustą, albo chociaż banana na wypadek gdy człowiek zgłodnieje. Pierwszy gwizdek, mecz się rozpoczyna. Kibic wznosi do nieba okrzyki i patriotyczne przyśpiewki okraszone sowitą porcją epitetów. Polak spokojnie i kulturalnie kibicuje swojej drużynie. Tylko swojej rzecz jasna, bo ci przyjezdni to przecież pedały i żydzi. No i jeszcze ten niedomyty czarnoskóry piłkarz, precz z nim, nie ma dla takich miejsca w mojej Polsce. To co, że biega po boisku w barwach mojego klubu. No i k*** jeszcze te służby porządkowe, znowu jakaś policyjna prowokacja. Prawdziwy Polak, znowu bezczelnie sprowokowany, wyrywa spod siebie krzesełko i rusza dzielnie obalać rządy matoła…
Prawdziwy Polak idzie na wybory z zamiarem wyniesienia do władzy jedynie słusznej partii. Wchodzi do okręgowej komisji wyborczej, a tam obraz zezwierzęcenia obyczajów i zatracenia wszelkich zasad demokracji. Jest naocznym świadkiem jak pewnej staruszce odmawia się prawa wyborczego, tylko dlatego, że nie ma przy sobie dokumentu tożsamości. Ponoć jej własny wnuk zabrał dowód pod dyktando reżimowych mediów. Komisja wyborcza składa się z samych ubeckich agentów i potomków komunistów, poza jednym mężem zaufania, który wydaje się jakoś dziwnie osowiały i otumaniony. Czyżby dosypano mu coś do herbaty? Polak pobiera swoją kartę do głosowania patrząc nieufnie członkowi komisji prosto w oczy. Od razu widać, że Pani po drugiej stronie stołu to córka zomowca. Przy urnie okazuje się, że na karcie do głosowania kwadracik przy Jarosławie jest o 0,0678 nanometra mniejszy od tego Bronkowego, co widać gołym okiem. Pomimo jawnej prowokacji i trudności Polakowi udaje się oddać głos na swego zbawiciela. W ogólnym rozrachunku nie ma to jednak żadnego znaczenia, bo przecież głosy liczone są przez ruskie serwery. Efektem całego tego nieporozumienia prezydentem zostaje ruski agent…
Prawdziwy Polak czerpie wiedzę o świecie tylko z niezależnych źródeł, tych drugo, trzecio albo czwarto obiegowych. Jak wiadomo mediom mainstreamowym nie można i nie należy pod żadnym pozorem ufać. Uruchamia więc Prawdziwy Polak swój domowy komputer, na wszelki wypadek odłączając wcześniej kamerkę internetową aby uniknąć groźby inwigilacji. Uruchamia przeglądarkę, wpisuje niezależny adres, ten pisany bez “ż” i czeka na najświeższe wieści z frontu. Niestety – po chwili niepewności na ekranie pojawia się zaszyfrowany komunikat Error 404 – Page Not Found. Cyber-atak na niezależne media jest ewidentny, komuś zależy na tym aby prawda nie docierała do obywateli. Zdezorientowany patriota szuka w popłochu papierowego wydania jedynej prawdziwie polskiej gazety aby zaspokoić swój narastający głód rzetelnej informacji. Podczas przeczesywania pomieszczenia zauważa jednak, że kabel internetowy jest odłączony od komputera. Polak wtyka go z powrotem i ponawia próbę dojścia do źródeł. Chwała Bogu, enigmatyczny komunikat zniknął i w jego miejsce pojawiła się znajoma strona. Uczucie ulgi szybko jednak znika, pojawiają się pierwsze pytania i wątpliwości. Kto odłączył kabel? Czy był to seryjny samobójca? Sabotaż akurat w ten dzień, 437 rocznicę bitwy pod Kozią Wólką, nie może być i z pewnością nie jest przypadkiem. Polak rozgląda się nieufnie wokół siebie, zasuwa zasłony i po ciemku, ze zdwojoną czujnością zagłębia się w artykuł o trotylu znalezionym na sznurówce brata ciotecznego bliskiego przyjaciela człowieka który z widzenia znał pierwszą żonę jednej z ofiar zbrodni smoleńskiej…
Tak, prawdziwemu Polakowi zawsze wieje wiatr w oczy. Czasem jest to powiew krwiożerczego niemieckiego kapitalizmu, innym razem odór ruskiego zniewolenia. Prawdziwy Polak jest otoczony zewsząd wrogami. Pracodawca go wyzyskuje, państwo ogołaca z ciężko zarobionych, marnych pieniędzy, a sąsiad na niego donosi. Otwarte w niedzielę hipermarkety zabierają mu miejsca pracy, pederaści i lesbijki zabijają nienarodzonych patriotów i medalistów para-olimpijskich, a ateiści prześladują go za wiarę. Przyjaciele się od niego odwracają nazywając go oszołomem, a rodzina się go wstydzi. Media reżimowe nieustannie starają się go ogłupić, a układ uniemożliwia mu dotarcie do prawdziwej prawdy. Tak, prawdziwemu Polakowi zawsze wieje wiatr w oczy. Może dlatego wciąż ma je zamknięte?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)