Niezależne media oszalały dziś z radości. Ich odwieczny pupil polityczny (a także sponsor) w najnowszym sondażu przeprowadzonym na zlecenie Wirtualnej Polski uzyskał wynik, który w oczach niepokornych dziennikarzy praktycznie zmiótł przeciwników Prezesa z mapy politycznej. Jedenastopunktowa przewaga została zdecydowanie określona mianem miażdżącej. Jednocześnie widać, że w związku z ostatnią zmianą lidera rankingów wśród partyzantów wolnego słowa nie widać już śladu po wcześniejszym sceptycyzmie wobec wiarygodności tego typu sondaży.
Przy okazji dowiedzieliśmy się także co nieco na temat oficjalnej nomenklatury stosowanej przez obóz patriotyczny do prawidłowego stopniowania wyników osiąganych przez partie polityczne. Już wiadomo jak określić rezultaty poprzednich wyborów, a w szczególności jakim przymiotnikiem opisać porażki ulubieńców i mecenasów redaktora Sakiewicza. Dla przypomnienia wybory parlamentarne w 2007 roku zakończyły się wynikiem 41% PO do 32% PiS, a więc różnicą oficjalnie zwaną miażdżącą. Wybory w 2011 roku PO wygrała nieco mniej zdecydowanie, bo stosunkiem 39% do 29%, a więc różnicą o włos ocierającą się o miażdzącą. Wygrana Bronisława Komorowskiego w 2010 roku stosunkiem 53-47 można chyba uznać za co najmniej pół-miażdżącąporażkę Jarosława Kaczyńskiego.
Jak już jesteśmy przy sondażach to warto rzucić okiem na archiwum Wirtualnej Polski. Skoro 11 jest liczbą miażdżącą, pojawia się pytanie jaki przymiotnik w słowniku prawdziwych Polaków jest w stanie oddać ogrom porażki przy różnicy przekraczającej 30? Były czasy, w których dystans między wymienionymi wyżej partiami sięgał 33 punkty, a więc niewiele mniej niż łączne poparcie PiS w ostatnim sondażu, który wywołuje tak ekstatyczną radość na prawicy. Z drugiej strony jakie to wszystko ma znaczenie, skoro wiadomo, że gdy PiS przegrywa to sondaże są nic nie warte…


Komentarze
Pokaż komentarze (18)