W telegraficznym skrócie: Gazeta Wyborcza zarzuca kłamstwo prof. Cieszewskiemu w sprawie udziału dr Deepak Mishra w badaniu brzozy, której rzekomo nie było. W odpowiedzi Macierewicz tradycyjnie grozi procesem sądowym twierdząc, że nikt nigdy nie powoływał się na autorytet dr Mishry. Tymczasem Strefa Wolnego Słowa wielokrotnie podawała nazwisko amerykańskiego naukowca w materiałach na temat II Konferencji Smoleńskiej i nie dalej niż wczoraj używała nazwiska Mishry by podnosić wiarygodność rewelacji najnowszej gwiazdy zespołu parlamentarnego. Dziś drugi przywoływany artykuł już nie istnieje w niezależnych archiwach. Na szczęście Internet nigdy nie zapomina i można go w całości przeczytać tutaj. Oj, coś nieładnie zapachniało cenzurą na niezależnej...
PS Dzięki uprzejmości blogera ROLI2 mamy jeszcze jeden przykład niezależnego i wolnego dziennikarstwa. Poniżej prezentuję dwie wersje tego samego artykułu, pierwsza wersja sprzed afery Mishry (dostępna dzięki Google tutaj):
…i wersja po “niepokornym” retuszu (dostępna tutaj):
Brawa dla partyzantów wolnego słowa są jak najbardziej na miejscu. Nie mam więcej pytań.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)