Tytuł zaczerpnięty z rozmowy z Jerzym Prokopiukiem.
Nie będę cytował tutaj źródeł internetowych, lecz fragment z wywiadu: Przemieniać siebie, innych i ziemię (z J. Prokopiukiem rozmawia Z. Bierzański, w:
J. Prokopiuk, Labirynty herezji, Muza, Warszawa 1999),wcześniej drukowana w „Mandragorze”, październik 1983 r.
Krótkie, przetworzone (oczywiście z max. staraniem by nie nadwyrężyć ani trochę sensu, część zachowane dosłownie) fragmenty tego wywiadu bardzo mocno skracane wewnętrznie przeze mnie.
Moje komentarze w nawiasach kwadratowych [].
J.P: (...) Coż więc robić w tym świecie? Przede wszystkim poznać jego Boga Stwórcę i rolę jaką wyznaczył w nim człowiekowi, następnie pokochać Boga ludzi
i świat [najpierw zatem poznać, poznać pisze J.P. w sensie gnostycznym – przemienionym myśleniem imaginatywnym; później pokochać. Kochanie jest więc owocem prawdziwego poznania Boga…Nie sposób nie pokochać gdy się tak pozna? Być może sposób – tu inna ścieżka ewolucyjna. ]. Wreszcie przemienić siebie, Świat i tym samym także Boga [sic!] przez wolę i czyn.
J.P.: Wydaje mi się, że jest z tym tak, jak z każdym przekonaniem czy każdą pewnością. Na pierwotnym poziomie rozwoju człowiek posiada taką bezwzględną pewność, przekonanie o słuszności swoich poglądów [jak się wydaje, pozbawienie tej pewności jest cechą stanu „pośredniego”] . Jest tu łatwe pole do popisu dla fanatyzmu...[etc.etc.].
Jedna prawda istnieje może na poziomie absolutnym, boskim. Istnieje mnóstwo indywidualnych (kalekich ex definitione) prawd indywidualnych, grupowych, właśnie nie – absolutnych. Jeżeli już o tym wiemy, musimy powiedzieć sobie, że mój pogląd jest jednym z wielu możliwych poglądów. Co nie znaczy, że jest mylny. Jest tylko promieniem Słońca, ale nie Słońcem samym [ de Mello – Słońce i promień – dwie rzeczy czy jedna?] .
Niemniej o tyle, o ile jest to mój pogląd, musi on dla mnie mieć znaczenie tak wielkie, być na tyle pewny, żebym mógł – opierając się na nim, cokolwiek robić, działać w sensie wewnętrznym i zewnętrznym. [Soren Kierkegaard pisał: „Chcę znaleźć prawdę, która jest prawdą dla mnie. I do czegóż przydałaby mi się tzw. prawda obiektywna,gdyby dla mnie i mojego życia nie miała głębokiego znaczenia?”]
A teraz z: J. Prokopiuk, "Szkice antropozoficzne":
“..zasadniczą cechą prawdy jest to, że wymaga ona z całą surowością, by człowiek pominął samego siebie i wszystko o sobie zapomniał”.
"Egoizm występuje wtedy, gdy człowiek w swoich ziemskich dążeniach chce przeprowadzić swoją wolę i zaakceptować swoje “ja”. Wyrazem samolubstwa jest to, że człowiek chce uczynić coś, co uważa za słuszne i przeprowadza to wbrew woli innych."
"Prawda jest zatem czymś, co przeżywamy w naszym najgłębszych wnętrzu."
"W dążeniu do prawdy nie może tkwić nic innego jak wyłącznie miłość prawdy."
Udało się to w matematyce (Ludzie w stosunku do najwyższych prawd osiągneliby już dawno zgodność, gdyby zaszli w tej dziedzinie tak daleko jak w stosunku do prawd matematycznych”.
Angielski poeta Coleridge: “Kto ukocha chrześcijaństwo ponad prawdę, wnet spostrzeże, że swe wyznanie kocha bardziej od chrześcijaństwa, a siebie kocha bardziej niż swoje wyznanie”.
I na koniec
Ex Deo nascimur, In Christo morimur, Per Spiritum Sanctum reviviscimus.
W naszej codzienności oznacza to, że dobrze żyjemy i czynimy wtedy, kiedy z wolności przyjmujemy inspirację miłości Bożej, a przeniknąwszy ją mądrością, pięknem i dobrem, z całą daną nam mocą twórczo ją przemieniamy w czyn (w myśli, słowie, uczuciach i woli).
(formatownie tego tekstu zgłupiało, mieszam tam i nazad, wklejam z tekstu wklepana w wordzie, później usuwam format i nic.. wszystko się gzi i
źle ustawia..pasuję, bo rzuciłem palenie i nie mam na to zdrowia)


Komentarze
Pokaż komentarze (27)