Podczas wizyty w Polsce, niejaki Gustaw Jung, wówczas uczeń Zygmunta Freuda, przedstawiał założenia psychoanalizy. Wykład Junga dobiegł końca i przyszedł czas na pytania, ze strony licznie zebranej publiczności. Pytań było wiele. Trzeba pamiętać, że wykład Junga robił wrażenie. Czasy był przedwojenne, psychoanaliza nowoczesna i do tego dotykała najbardziej intymnej sfery ludzkiego życia. Obok pytań naukowych i dociekliwych, pojawiło się pytanie dotyczące symboliki. Pytanie brzmiało mniej więcej tak: „Mówił Pan, Panie Jung, że jeśli pacjentowi śni się szafa oznacza to, że marzy o kobiecych narządach rozrodczych. Uważasz Pan, mnie się dziś śniły narządy kobiece. Czy to oznacza, że marzę o szafie?”.
Sala wypełniła się naturalnym śmiechem, skonfundowany naukowiec nie umiał wybrnąć z niekomfortowej sytuacji i opuścił publiczność. Opowiedziałem tę anegdotę, ponieważ mnie się marzy coś równie zabawnego. Marzy mi się ktoś przyłapany na współpracy z SB, który powie coś innego. Innego niż przyłapani zwykli mawiać. Marzy mi się skonfundowany i opuszczający publiczność były TW. Nie współpracowałem, prowadziłem grę. Fatalna odpowiedź. Przepraszam za współpracę z SB, to haniebny fragment mojego życia. Odpowiedź prawidłowa. Wiele już słyszałem nieprawidłowych odpowiedzi i za każdym razem czułem się standardowo nie zaskoczony.
Wczoraj – środa 18 września 2008 roku – poczułem się wyjątkowo. Poczułem się nie tylko zaskoczony, poczułem się jak Jung i tylko brakowało mi pełnej śmiechu sali. Profesor Wolszczan, przyłapany na współpracy, miał odwagę opowiedzieć niewiarygodną historię. Profesor prowadził grę, do której ja się przyzwyczaiłem, ale okazuje się, że to była gra moralna. Profesor uznał, że jest ponad karłowatą moralnością i inteligencją SB, w związku z tym wzajemne kontakty wymazywał z pamięci nietypowymi działaniami. Podpisał jakieś dokumenty, bo uznał je za nieistotne i nie czytał co podpisywał. Przyjmował prezenty od esbeków, żeby im nie było przykro i następnie pozbywał się ich, żeby jemu nie było przykro.
Przyjmował pieniądze i pieniądze wyrzucał. Ten fragment wypowiedzi zaskoczył mnie najbardziej. Zdecydowanie lepiej postąpiłby Pan Profesor gdyby uzyskane środki zanosił do przytułków, domów dziecka lub na plebanię, gdzie karmi się bezdomnych. Cała historia współpracy Pana Profesora Wolszczana jest moralną wendetą na SB, jednak ten epizod z wyrzucanymi pieniędzmi stawia go w dwuznacznej sytuacji etycznej. Doskonale broni się Pan Profesor z samych zarzutów o współpracę, opowiada o kindersztubie i konieczności uzyskiwania strategicznych celów metodą łagodnej perswazji. Nie broni się natomiast w ogóle przed zarzutem wyrzucania pieniędzy.
Trzeba mieć wiele odwagi i wiary w siebie, żeby milionom opowiedzieć tak nieprawdopodobną historię, życiorys Pan Profesor ma filmowy. Być może jest to jakiś sposób na upadającą polską kinematografię, tylko należałoby zwiększyć konkurencję. Widzę taką możliwość i konieczność w lustracji. Gdyby się w końcu udało przejść przez wszystkie zawiłości i problemy związane z procesem lustracji, usłyszelibyśmy więcej równie ciekawych historii. Jestem o tym przekonany.
Będę oczekiwał niecierpliwie, nawet następne dwadzieścia lat, będę dbał o siebie, żeby dożyć dnia lustracji. Z zawodu jestem dziennikarzem, z zamiłowania kinomanem. Obserwując polską rzeczywistość nie boję się o utratę pracy, natomiast po ciężkiej pracy chętnie obejrzę ciekawy film. Film o tym jak Profesor Wolszczan z poczucia taktu przyjmował pieniądze od SB i z poczucia moralnej wyższości wyrzucał niewiadomo gdzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)