Znajomi którzy rybaczyli, którzy poznali dobrze zachowania ryb i innych stworów wodnych, np. ptaków, mający przy tym zwykle wykształcenie rybacko-ichtiologiczne, często nie za bardzo kupują teorię, że ryby zasiedlają nowe zbiorniki na skutek przenoszenia ich ikry przez ptaki, choć niby takie mechanizmy opisano w literaturze fachowej. Ile ikry przeniesie na piórach taka kaczka? - pytają - ptak, który w wodzie porusza się bardzo zgrabnie (lot ma przyciężkawy, ale mówimy o wodzie) i nie ma mowy, by np. przyczepiały jej się wciąż do odnóży całe pęki wodorostów pokrytych zapłodnioną ikrą, które ta by z kolei roznosiła po okolicznych oczkach wodnych. A ile ikry zostanie na piórach, z których woda "spływa jak po kaczce"? Wg nich Całkowicie to odpada, przynajmniej jako mechanizm podstawowy.
Na dodatek zapłodniona lub zaoczkowana ikra ma bardzo ograniczoną przeżywalność poza wodą - takiej ikry nie przeniesie się specjalnie daleko.
Tymczasem ryby pojawiają się spontanicznie we wszystkich zbiornikach, w których mają z czego wyżyć. Swego czasu opisywano nawet eksperymenty mające to zweryfikować, robił to bodaj jakiś Niemiec. W specjalnie w tym celu wykopanych rowach i stawkach pojawiły się szczupaki i liny, choć nie ma mowy, by ktoś je tam wpuścił (o to zadbano). Tłumaczono to właśnie przenoszeniem ikry przez ptaki.
W pewnym tajemniczym, głębokim jeziorku w Szczecinie żyją populacje jazi, kleni i boleni - ryb typowo rzecznych, potrzebujących do rozrodu żwawego nurtu i żwirowego dna. Jeziorko jest położone niedaleko Odry (ok. 1,5 km w linii prostej) i zjawisko można by tłumaczyć ciągłym, regularnym przenoszeniem ikry przez ptactwo wodne - jednak znajomi, którzy żyli lub żyją z tego, że znają się na rybach, jakoś w to nie dowierzają.
Jeden z nich przytoczył ciekawą historię pojawienia się narybku w całkowicie izolowanej wodzie nagromadzonej w nowo budowanej przez jego firmę sieci drenażowej. Była to po prostu ok. 100-metrowa, perforowana rura owinięta geowłókniną i wkopana w grunt (obsypana oczywiście piaskiem), mająca odprowadzać nadmiar wód gruntowych z pewnego terenu. Dren miał studzienki rewizyjne, w których wykonano półmetrowej głębokości odstojniki - i w tychże "głęboczkach" przy końcu robót pojawił się narybek! Dodajmy, że ani narybek, ani tym bardziej tarlaki, nie miały jak i skąd do tego drenu napłynąć - rybki po prostu się tam pojawiły. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że w odlogłości ok. 100 metrów były zbiorniki wodne, w ktróych jakieś tam ryby musiały żyć. Z pewnością dzięki temu w drenach pojawiły się ryby - ale dzięki jakiemu mechanizmowi? - tego już nie wiemy. Jednak mój łebski znajomy, zdecydowanie scjentyk i racjonalista dopuszcza istnienie całkowicie nam nieznanego mechanizmu, który wciąż umyka naszej uwadze!
645
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze