44 obserwujących
83 notki
211k odsłon
3491 odsłon

Ziz a sprawa polska w legendach i ilustracjach

Wykop Skomentuj40
 
A zdaje się, że akurat w czas jesieni średniowiecza zaczął się nasilać. W 1222 roku propagandyści z Lewiatanii znaleźli bohatera, który miał im posłużyć na pokonanie Ziza w świecie symboli, co natychmiast przekłada się na zyski w świecie księgowości. W tym właśnie roku synod w Cambridge ogłasza zdumionemu światu, że św. Jerzy jest, był i będzie Anglikiem. Czy to żart? W fantastycznej geopolityce nikt na żartach się nie zna. Spodobał się Lewiantańczykom koncept rycerza zabijającego smoka. Od tej chwili męczennik, który nie chciał wydać na śmierć chrześcijan, stanie się patronem antyZizowych przedsięwzięć. Gorsząca to misja i to tak bardzo, że Kościół Powszechny ma problem ze św. Jerzym jako maskotką antyZizowej spółki i zdaje się, że takiego świętego nie uznaje. Za to hołd mu składają anglikanie i prawosławni. Święty Jerzy jest patronem właśnie Anglii i Moskwy. Lewiatania oraz stolica Behemotii mają takiego wspólnego patrona i temat do korespondencji. Proste jak drzewiec włóczni wbitej w Ziza.
 
 
Wracamy nad Wisłę, a dokładniej do dolnego jej biegu. Tu jest podobnie jak w okolicach Krakowa. Pod Gdańskiem w średniowieczu działają kuźnie. Nie wiemy, czy ich blask rozświetlał nocne niebo, tak jak mruganie hamerni oświetlało nieboskłon nad Krakowem. Pewnie tak, bowiem tak samo jak metale dostarczono do podkrakowskich hut w ilościach hurtowych np. z węgierskiej Słowacji, tak do Gdańska przypływa wstępie obrobiona ruda ze Szwecji. Wprost z gdańskiego kowadła większość wyrobów ładowana była na statki holenderskie i szkockie. Import, eksport - wszyscy zarobieni, a nie tak jak w dzisiejszej ponurej ciszy trójmiejskiego matecznika PO.
 
Nie możemy się więc dziwić Lewiantańczykom, że w swoim dobrze pojętym interesie zainstalowali w Gdańsku karczmę z wiktem i opierunkiem dla ochroniarzy. Działa ona na pewno już w połowie XIV wieku. I od początku nazywana jest Dworem Artusa. Mieści się w niej towarzystwo hołdujące tradycjom arturiańskim i oczywista słynnemu Anglikowi i pogromcy smoka - Jerzemu. Z tego wnioskujemy, że Ziz u ujścia Wisły zawsze miał niejakie kłopoty. 
 
 
Ale ówcześnie w swojej domenie trzyma się mocno. Fakt, faktem są pewne nieporozumienia wśród Zizolandczyków w kwestii podziału, jak to się dziś mówi, tortu. Zaproszeni przez księcia mazowieckiego Krzyżacy, zachowują się jak ostatni durnie. Któż mógłby się tego spodziewać? – przecież oni również oddawali hołd szczególny św. Janowi! A jednak bracia zakonni bliźnich uszanować nie potrafili. I z żadnego innego powodu, tylko z takiego, że nie umieli znaleźć balansu uczuciowego między miłością chrześcijańską a zazdrością o względy Ziza. Cóż zrobić, błąd teologiczny.
 
Omówiliśmy pokrótce kontakty handlowe Ziza w górnym i dolnym biegu Wisły. Przejdźmy do środkowego odcinka, w którym dzieją się rzeczy nie mniej ciekawe, a może nawet bardziej fantastyczne. Piastowie mazowieccy tym różnią się od reszty rodziny, że przetrwali najdłużej. Tak ze względu na znak Orła, jak i Ziza. Oto dla przykładu znak zarządzanego przez Piastów mazowieckich księstwa czerskiego, którego stolica – Czersk – będzie bardzo długo prężnym ośrodkiem gospodarczym.
 
 
Przeżywa swoich założycieli o wiele pokoleń. Upadnie i zniknie z mapy dopiero w nowożytności. Niestety zniknie również z pamięci. Nawet staranny badacz, mówię to bez ironii, ośrodków produkcji broni – Aleksander Bołdyrew – nie uwzględnia Czerska w swoich statystykach. Z braku źródeł. Gdzież są czerskie archiwa księgowe i który z potworów położył na nich swój pazur, płetwę lub kopyto, trudno zgadnąć. Czersk upadł, bo Wisła się od niego odsunęła - tak mówią ludzie i dobrze mówią, bowiem Ziz układał się ówcześnie w swoim gnieździe bardzo niekorzystnie dla płynności finansowej Wisły. Zarządzająca większością Zizolandu dynastia Habsburska od zawsze była genetycznie uszkodzona, nie może być inaczej,  za sprawą eksperymentów alchemicznych. Ale nie o tym dzisiejsza piosenka.
 
Czersk usechł. Do naszych czasów przetrwało na Mazowszu inne piastowskie miasto. Już w XIV wieku miało się nieźle, skoro właśnie do niego zapraszano legata papieskiego, zachwalając warunki lokalowe i dostępność rozrywek. Wysłannik papieża miał rozstrzygać któryś tam z konfliktów polsko-krzyżackich. Jedną z licznych awantur w firmie Ziza, więc i nic dziwnego w tym, że miano ją rozstrzygnąć w mieście Ziza i to w takim, żeby nikt nie miał wątpliwości, czyj to trademark znajduje się w godle. A w 1390 roku miejski szyld ozdabiało zwierzę z ptasimi łapami i smoczym tułowiem pokrytym łuskami. Zgaduję, po późniejszych przedstawieniach, że musiał to być stwór w skrzydlaty. Niestety nie udało mi się znaleźć obrazka. Pewne wahanie co do strefy wpływów w środkowym biegu Wisły widać po multinapędzie owego stwora, który jest i latający i pływający.
Wykop Skomentuj40
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura