0 obserwujących
28 notek
21k odsłon
  166   0

21.30 - TVN " Ostatnia szychta"


(11-16.09.95, KWK Nowy Wirek, Ruda Śląska).
Każdy górnik wie, że jeśli na kopalni dojdzie do katastrofy, jego koledzy, jak najszybciej przyjdą mu z pomocą. Ta wiara pozwala przetrwać. 11 września w kopalni Nowy Wirek, na głębokości 710 metrów dochodzi do tąpnięcia, tzw. spągowego. Ten rodzaj tąpnięć jest najbardziej nieprzewidywalny i niebezpieczny. Ruch górotworu wypiera skały od spodu, powodując wyrzucenie maszyn i górników do góry. Kiedy pękają podpory, na całym odcinku tąpnięcia dochodzi do zwału chodnika, i zasypania znajdujących się tam ludzi. Tak stało się w Nowym Wirku. Siła ruchu górotworu wynosiła 3,7 w skali Rychtera, przy takim trzęsieniu ziemi, rozpadają się budynki. Na ścianie w momencie tąpnięcia pracowało 9 górników, sztygar zginął na miejscu (zdążył jeszcze zadzwonić i powiadomić o trzęsieniu, znaleziono go przygniecionego taśmociągiem), o losie zasypanej ósemki, nic nie było wiadomo. Ratownicy przystąpili do akcji. 140 metrów zasypanego chodnika, nie dało się odgruzowywać inaczej, niż na kolanach, węgiel wynosząc na obudowach aparatów tlenowych. Po 13 godzinach, ekipa posunęła się zaledwie o 10 metrów. Próby nawiązaniach kontaktu z zasypanymi, nie dawały żadnego rezultatu. Elektroniczne urządzenia namierzające, umieszczone w hełmach zasypanych, nie dawały żadnej nadziei.. Po 24 godzinach akcji ratunkowej, pukając co kilka metrów w rurę wentylacyjną, usłyszano cichą odpowiedź. Za zwałami 130 metrów węgla, ktoś żył! Od tego momentu ratownicy ( ponad 60), wykonując ostre zmiany, w temperaturze ponad 30 stopni, rozpoczęli walkę o życie kolegów. Po trzech dobach posunięto się o 55 metrów, pozostawało 90 metrów, zasypane i zagruzowane złomem i maszynami górniczymi. Cały czas dochodziło do lekkich tąpnięć, co groziło kolejnym zawałem. Ilu górników przeżyło, nikt z ratowników nie wiedział. Praca odbywała się w skrajnie trudnych warunkach. W 80 centymetrowej szczelinie, ratownik do wiadra umieszczonego na linie wrzucał gruz. Potem ta szczelina powiększana była do 1,5 metra. Górnicy zdecydowali się przebić do nieczynnego wyrobiska i przecinką dotrzeć w rejon nieobjęty zawałem. Niestety, po pokonaniu 10 metrów, okazało się, że i tam wszystko jest zasypane. Szczęśliwie warunki pracy w tamtym miejscu pozwoliły na użycie wiertnicy "Turmad", która po kilku godzinach, wydrążyła 16 ze 160 metrów otworu. Było to ważne, bo dawało szansę na dostarczenie zasypanym górnikom lekarstw i żywności. Obok, cały czas drążono właściwy tunel do poszkodowanych. Po trzech dobach pozostało jeszcze 50 metrów. W miarę upływu czasu, spadała szansa na odnalezienie kogoś żywego. Warunki w zasypanym rejonie były ciężkie, brak tlenu i wysoka temperatura. Nie znano też wskazań poziomu metanu po drugiej stronie zwału. Od drugiej doby od katastrofy nie odnotowano jakichkolwiek znaków życia. Po trzech dobach, wróciła nadzieja. Przez rurę ratownicy nawiązali kontakt głosowy z zasypanymi,- " powietrze mamy, wody,wody..", to wszystko co usłyszeli, i jeszcze informację, że z ósemki, czterech żyje, jeden zaginął, jeden jest ciężko ranny, a dwóch zmarło. Czwarta doba była decydująca. Z jednej strony, przez rurę podawano zasypanym wodę i żywność, z drugiej kopano 80 centymetrowy tunel. Kiedy po 90 godzinach akcji, ratownicy zbliżyli się na 10 metrów do górników, ci zaczęli rwać rękami węgiel, " My tu są.." - krzyczeli w nadziei na ocalenie. Potem za paski i nogi wyciągano ich przez mały otwór. Odcinek 2000 metrów, do szybu, ratownicy normalnie pokonywali ok. godziny. Teraz z rannymi kolegami na noszach, przebiegali drogę w 15 minut. Co 200 metrów stali lekarze, w akcji brało udział ponad 140 osób. Bilans był szczęśliwy. Ocalało czterech. Piąty, ciężko ranny, zmarł na rękach kolegów, kilka godzin przed nadejściem pomocy. Ciała pozostałej trójki, wydobyto następnego dnia.
 
To opis programu ze strony TVN.
 
Przypadkowo obejrzałem ten film. Świetnie zrobiony, bardzo realistycznie. Oddaje to, co się na dole dzieje. 
 
Oglądaliśmy ten film w cztery osoby, z tej czwórki tylko ja dwa razy w życiu byłem pod ziemią. Ale każde z nas miało łzy w oczach.. 
 
(bardzo proszę, żeby nie podejmować pod tą notką tematu opłacalności, bądź też nie, górnictwa). 
Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale