No i się posypało. Mit pogromcy komunizmu legł w gruzach. Wielki lub największy z Polaków jaki ta ojczyzna zrodziła, pisał serdeczne listy z komunistycznym generałem. Obrazuje to tylko jaki był obłudny i fałszywy Lech Kaczyński.
Korespondencja ujawniona, stanowi materiał do analizy. Trzeba sięgnąć głęboko do archiwum IPN, bo być może istnieją gdzieś zagubione materiały, pokazujące, że zażyłość braci Kaczyńskich z komunistycznymi prominentnymi funkcjonariuszami była inna, niż do tej pory nam wiadomo. Heroizm Lecha Kaczyńskiego w walce z komunistycznym rządem, stał się od dnia ujawnienia korenspodencji, zwykłym zakłamaniem historii. Oszustwem. Oczywiście, pojawią się zaraz głosy, że to fale news, falszywka inspirowana przez totalną opozycję. Totalna propaganda uruchomi wszystkie swoje moce nad ludzkie, żeby odkłamać w wybielić plamę na honorze Kaczyńskiego.
Bracia Kaczyńscy może mieli jakiś wkład i udział w czasie strajków w roku 1980. Gdzieś się kręcili, coś szeptali. Ogólnie nic wielkiego z tego uczestnictwa nie wynikało. Stan wojenny trzeba przemilczeć, bo władza dyktatora Jaruzelskiego nie była zainteresowana braćmi. Później Magdalenka. Tam bracia Kaczyńscy na zdjęciu z kieliszkami, pili toasty za pomyślność czarnych i czerwonych. Zdjęcia nie są żadnym fotomontażem ani uwczesnym fake newsem. Czarno na białym widać radosną zabawę po męczących obradach. Czas prezydentury w Warszawie i w Polsce, można określić dwoma słowami. Słowami wypowiedzianymi przez Lecha Kaczyńskiego-"spieprzaj dziadu". Konfliktowość Kaczyńskich, to był ich znak rozpoznawczy.
Teraz do tego doszły listowne poklepywania się z generałem, który ma krew Polaków na rękach. Jest odpowiedzialny za masakrę w kopalni "Wujek", za mord na Popiełuszce, ma na sumieniu Pyjasa. I z takim człowiekiem Lech Kaczyński, wiedząc więcej niż przed rokiem 1989, wymienia uprzejmości i serdeczności. Wynoszony pod niebiosa aż do absurdu Lech Kaczyński, splamił swój honor. Stał się zwykłym małym człowiekiem. Niegodnym pomników. Nazwania jego imieniem ulic i rond.
Kaczyńscy wszystkich swoich wrogów oskarżali o zażyłości z komunistami. O ich zdradę, współpracę, na nawet o agenturalność. Teraz sytuacja staję się inna. Czarno na białym widać, że znajomość zawarta przy kieliszku w Magdalence, przerodziła się w serdeczność. Może z ludzkiego punktu widzenia ma to jakiś sens, ale z politycznego brak tutaj logiki. Chyba, że jest jakieś drugie dno tej całej znajomości.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)