Nietykalność pisowska przybiera coraz bardziej na sile. Już nie chodzi o głównego z głównych, lecz dotknęło to też samych z niskich.
Jak łatwo być nietykalnym w PiSie wiedzą Ci wszyscy, którzy Polskę mają za dojną krowę. Lokalni kacykowie, władcy przestrzeni gminnych, podrzędni, bez zakresu obowiązków w spółkach publicznych, od przypadku do przypadku inteligenci prowincjonalni, doją krowy publiczne, jednocześnie sami świętymi się stając.
Wielki z wielkich, deweloper z zamiłowania, który już jak przykład z fakturami widać było, jest świętym z świętych krów. Jak ryba psuje się od głowy, tak krowa z krów wielka, pokazuję stadu, że istnieją nieograniczone pastwiska. Tylko brać i brać, nie ma kontroli i pastucha. Pastuch jest ślepy jak Temida.
Święte krowy tuczą się i przybierają na wadze. Ich wielkość rośnie i rośnie. Soczystość obfitości nie ma lokalnego zakresu. Wymarzyly sobie pastwiska Europy. Chcą tam być, chcą tam uciec, bo polskie pastwiska zatraciły już urok i święty spokój.
Święte krowy nie dają mleka. Są wyobcowane wydawaniu coś od siebie. Gromadzą zapasy tylko dla siebie, wiedząc, że gdy nadejdą chude lata, ich zgromadzone mleko, nabierze posmak śmietany a nie chudego mleka czy maślanki.
Idą więc święte krowy, z łbami podniesionymi wysoko. To nic, że są czarno-białe, wystarczy, że żyją kolorowo.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)