15 obserwujących
141 notek
103k odsłony
219 odsłon

W odpowiedzi panu ZetJot

Wykop Skomentuj19


Mój Salonowy wielbiciel, pan ZetJot, popełnił KOLEJNĄ notkę na mój temat.

No to bierzemy się za nią. Po kolei:


Nasza Muza salonowa, pani Karolina, uważa czucie za szczególną część swojego życia i osobowości.

Jako chorobliwa introwertyczka przyznaję, że nadmiernie skupiam się na analizowaniu tego, co się dzieje w moim umyśle. To jednak, że ja swoje czucie przesadnie, wręcz szkodliwie analizuję, nie oznacza, że u innych owo czucie odgrywa mniejszą rolę. Przeciwnie, to właśnie ono jest jedynym motywatorem do działania. Człowiek robi to, co mu dyktuje najsilniejsze w danej chwili uczucie. Jeśli ktoś uważa, że kieruje się przede wszystkim rozumem, to znaczy, że daleko mu do pełnej samoświadomości.


Pani Karolinie umyka z pola widzenia ten prosty fakt, że w aparat czucia, którym tak się ekscytuje, wyposażone są wszystkie zwierzęta i jest to element oprzyrządowania hardware'u. Gorzej jeszcze, że umyka pani Karolinie fakt, iż tresci, które ta aparatura przetwarza, czyli software, pochodzą w całości z zewnątrz i z czuciem niewiele mają wspólnego. Co więcej, te treści w toku ewolucji przenikają do genomu i kształtują w procesie ewolucyjnego sprzężenia zwrotnego sam aparat czucia, dostosowując go do społecznej rzeczywistości.

Pan ZetJot ma upierdliwy zwyczaj pisania setki razy tych samych tez, teorii i wyobrażeń. Powtarza również bez końca ten sam banał, że nasze myśli, uczucia, przekonania i w ogóle wszystko, co się dzieje w naszym umyśle, pochodzi z zewnątrz. Panie ZetJot, chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę, że sam swojego wnętrza nie ukształtował. Jesteśmy w znacznej mierze produktami naszego otoczenia. Na mnie, pomimo iż jestem już kobietą w średnim wieku, wpływa cała masa rzeczy: przeczytane książki i artykuły w Internecie, obejrzane filmy i seriale, to, co ktoś mi powiedział, co sama zobaczyłam oraz czego doświadczyłam. Umysł, rzecz jasna, dokonuje pewnej selekcji.


A oto cytat niejakiego Richarda Sennetta, który według pana ZetJot znakomicie mnie określa:

"Heinz Kohut wprowadził pojęcie "rozbuchanego ja". "Ja" wypełnia całą rzeczywistość. Wynika to między innymi z pragnienia całkowitej kontroli; pisał Kohut, ze chodzi o "kontrolę, którą [osoba] chce sprawować nad swym ciałem i uczuciami, {tłumiącą} dorosłe oczekiwania co do doświadczania otoczenia". Ludzie przejawiający owo rozbuchanie czują się "uciskani i zniewoleni" przez potrzeby innych./.../ Pytanie " co robię?" zostaje zastąpione pytaniem "co czuję?". Osoba trwająca w owym samozaabsorbowaniu odczuwa niepokój, kiedy wkracza rzeczywistość, mniema bowiem, że świat zewnętrzny nie wzbogaca jej jaźni, lecz stanowi zagrożenie dla jej istnienia. Niepokój ten rozładowywany jest właśnie przez dążenie do kontroli. Ów psychologiczny mechanizm ma swe społeczne konsekwencje, z których najważniejszą jest erozja współpracy."

Cóż, to, co czujemy, przekłada się bezpośrednio na to, co robimy. Ani nadmierne skupianie się na uczuciach, ani na samych czynach bez wglądu w swoją jaźń nie przynosi dobrych efektów. Niektórzy przechodzą przez życie skupiając się niemal wyłącznie na tym, co robią i nie zdając sobie sprawy, co właściwie nimi kieruje (ekstrawertyzm); inni skupiają się na swoich myślach i odczuciach, wycofując się do swojego wnętrza i unikając interakcji ze światem zewnętrznym (introwertyzm). Ani jedno ani drugie w skrajnej formie nie jest przepisem na dojrzałe życie.

Ja właśnie cierpię na tę drugą przypadłość: za bardzo skupiam się na sobie. Nie wynika to z czystego egoizmu, tylko z bezustannego wglądu w samą siebie. Ale to nie jest żadna ślepota na „niektóre aspekty otaczającej rzeczywistości społecznej”! To jest po prostu mój osobisty odbiór świata: poprzez uczucia, odczucia, osobisty stosunek do rzeczywistości. I zdaję sobie sprawę, że ten odbiór jest subiektywny, emocjonalny i przynależny wyłącznie mnie. Przykładowo, jeśli chcę kogoś czy czegoś bronić, to dlatego, że JA tego kogoś czy coś kocham, cenię, szanuję czy zwyczajnie... potrzebuję. Jeśli powiem, że marzy mi się większa ochrona przyrody, to zdaję sobie sprawę, że jest to MOJE uczucie, moje osobiste dążenie, które choćby było podzielane przez miliony, jest sprawą jednostkową. Nie odczuwamy zbiorowo, odczuwamy osobno. A spotkanie z tym „drugim” jest możliwe wtedy, kiedy sobie wyobrazimy, co ten ktoś czuje, czego chce czy czego mu potrzeba.


Pan ZetJot natomiast uważa najwyraźniej zupełnie inaczej: że jego odbiór rzeczywistości jest kwintesencją obiektywizmu, jego oceny są tylko stwierdzeniem faktu, a nim samym kierują nie emocje, a rozum. Pan ZetJot naprawdę wierzy w wyższość konserwatystów nad liberałami ze względu na większą ilość „filarów moralnych”, jakimi kierują się ci pierwsi czy w to, że lewactwo jest emocjonalnie niestabilne, ale już prawactwo takich przywar nie wykazuje. Bardzo to prościutki obraz świata. Pan ZetJot, jak większość Salonowych blogerów, jest po prostu pudłem rezonansowym dla wydarzeń targanych współczesnym światem. Brakuje mu tego, co ja mam w nadmiarze: wglądu w siebie samego i zrozumienia swoich ograniczeń oraz emocjonalnego zaangażowania, które nie pozwala mu dotrzec cudzych racji, ba, czasami nawet nie pozwala na normalną rozmowę. Gdyby Pan ZetJot pomyślał chwilkę nad SOBĄ, to może doszedłby do wniosku, że pisanie tego samego tekstu w różnej formie i powtarzanie tych samych tez i banałów jest w istocie marnowaniem życia.

Pozdrawiam Pana ZetJot i mam nadzieję, że wyleczy się z obsesji na moim punkcie.


Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale