Karolina Nowicka Karolina Nowicka
121
BLOG

Potęga sentymentu, czyli dziecinne przywiązanie do niektórych rzeczy

Karolina Nowicka Karolina Nowicka Kultura Obserwuj notkę 17


Czy Wy również ulegacie sile sentymentu? Zachowujecie różne przedmioty na pamiątkę? Ja kiedyś, bardzo dawno temu, przeczytałam pewne urocze opowiadanie w dość przypadkowo nabytej „Nowej Fantastyce”. Później to czasopismo gdzieś się zapodziało, więc je odkupiłam po latach przez Allegro, tylko po to, żeby mieć to opowiadanie pod ręką. Nie wiadomo po co. Ot, czysty sentyment.

Oto początek tego opowiadania:

Ewa Białołęcka – NIEDOTYKALNA

Jedna z rękawiczek pasła się na dywanie. Hel bezskutecznie szukała wzrokiem drugiej. Pora była wczesna, możliwe więc, że leniwe stworzenie wciąż jeszcze spało w swojej przegródce. Nie było to pierwszy raz. Niedługo ta para zacznie różnić się zdecydowanie rażąco. Jedna rękawiczka lśniąco czerwona, duża i masywna. Druga - ta mniej łakoma - bledsza, cieńsza i krótsza.

Hel zastanowiła się mimochodem, czy nie wymienić jednej z nich. Ale czy nowo skojarzona para przyzwyczai się do siebie?

Hel ziewnęła. Łóżko natychmiast skorzystało z okazji, sięgając cieniutkimi wiciami do wnętrza jej ust. Zaczekała cierpliwie, by starły całonocny osad z zębów. Przez króciutką chwilę miała przewrotną ochotę, by zacisnąć szczęki i przygryźć delikatne niteczki czyścików, lecz natychmiast odpędziła od siebie tę chęć. Skrzywdzone łóżko obraziłoby się. Oznaczało to kilka nocy spędzonych w chłodzie, bez grzejącej otuliny błon, pokrytych gęstą siatką mocno ukrwionych naczyń. A także to, że musiałaby myć się samodzielnie. W wodzie, jakby była jedną z nędzarek zamieszkujących Partery.

Nie miała konkretnych planów na ten dzień. Nie spieszyła się nigdzie. Przeszła po dywanie, rozgarniając stopami jego źdźbła. Odruchowo ominęła buszującą wśród nich rękawiczkę. Stół rozwinął przed Hel skrzydła zielonego blatu, oferując śniadanie - kilka różnych owocników, które dojrzały nocą. Zjadła, napiła się, wciąż w tym samym, dziwnym nastroju, którego nie potrafiła nazwać. Znużona? Rozstrojona? Zła?

Czas czuwania aż do wieczora był pustką. Mogła wypełnić ją mało ważnymi, rutynowymi zajęciami. Mogła wyznaczyć sobie jeden cel, któremu podporządkuje wszystkie dzisiejsze działania. Mogła też poddać się całkowicie fali przypadku, pozwalając rzeczom, by działy się same. Jedno mimo wszystko jedno było pewne : powinna zjawić się niebawem u onirona Angeldów, by opowiedzieć mu swój sen.


Oniron słuchał cierpliwie treści snu, utkwiwszy pusty wzrok w splecionych na kolanach dłoniach Hel. Jego twarz okrywała jasnoczerwona rozgwiazda maski, rozmywająca rysy, spłaszczająca nos do tego stopnia, że można było tylko domyślać się jego istnienia. Brzegi maski dokładnie przylegały do ciała, a całość robiła wrażenie, jakby część twarzy onirona została obdarta ze skóry. Hel miała taką samą. Doskonale zdawała sobie sprawę jak wygląda. Minęło już wiele lat, od kiedy włożyła czerwień Angeldów, lecz wciąż nie potrafiła przyzwyczaić się do wyglądu własnego i innych członków uprzywilejowanej kasty. Hel unikała patrzenia na onirona. Zawiesiła spojrzenie na barwnych skrzydłach wentylatora, który w kącie pomieszczenia pracował nad odświeżaniem powietrza, poruszając nimi z regularnością pulsu. Skończyła wreszcie. Oniron oderwał oczy od jej rąk.

- To wszystko? - spytał.

- Tak, wszystko - potwierdziła obojętnym tonem. - Nie pamiętam żadnych istotnych szczegółów. Odchodząca kobieta. Ciężki oddech, plamy na dłoniach... Jakieś rozmowy, chyba rodzina... dziecko, bawiące się na podłodze. Miało na sobie trawnię w pasiasty wzór, nieco już przywiędłą.

- Znów Partery - stwierdził oniron.

- Nic nowego - podsumowała Hel. - Wciąż ktoś odchodzi z Parterów. Zbawiciel upodobał sobie ubogich, więc nie powinno nas to dziwić - Wbrew woli jej głos nabrał ironicznego odcienia. - Sen podał niewiele danych, lecz myślę, że da się na ich podstawie rozpoznać tych ludzi.

Podniosła się z siedziska.

- Pozwól, że już pójdę.

- Oczywiście - Głowa onirona wykonała krótki ukłon. - Żyj, śniąca Hel.

- Żyj, onironie - pożegnała się Hel zwyczajową formułką. Kipiała od chęci, by jak najszybciej znaleźć się za drzwiami. Zanim powstrzymywane dotąd ukradkowe ruchy dłoni, mimowolne drgnienia ust zdradzą jej zdenerwowanie. Nim oniron zacznie podejrzewać, że cała jej opowieść była w rzeczywistości jednym kłamstwem. Kłamstwem mającym wszelkie pozory prawdy. Z pewnością na Parterach znajdowało się co najmniej kilka setek małych dzieci w podniszczonych trawniach i przynajmniej parę staruszek umierających... Zbawicielu, wybacz... odchodzących ku wiecznej Światłości, jako że Ostateczne Odkupienie dokonało się i w czerń nicości strąceni mogli zostać jedynie najtwardsi heretycy bez żadnej nadziei na poprawę.


Gdyby ktoś chciał przeczytać całość, to może tę powiastkę pobrać stąd: https://docer.pl/doc/e188sv


A to jedna z piosenek, które kiedyś uwielbiałam:



Haniebny powrót po wcześniejszym zadeklarowaniu się, że nigdy tu już nie wrócę. :/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Kultura