Kto ustala zasady? Zasady moralne – wyrobione w procesie wychowania sumienie? Zasady obyczajowe – większość? Zasady prawne (prawo stanowione) – silniejszy (u władzy)? A co, jeśli jedne zasady kłócą się z drugimi? Jeśli jednostka A robi coś, czego nie akceptuje 90 % innych jednostek, ale nie sposób jej ukarać? W dawnych niewielkich społecznościach byłby to dla tej pierwszej problem, gdyż ludzie potrzebowali wzajemnego poparcia. Natomiast w wielomilionowych społeczeństwach łatwiej ukryć swoją odmienność, a nonkonformizm nigdy jeszcze nie był tak tani.
Oczywiście wciąż obowiązują określone reguły, których przekroczenie skutkuje ostracyzmem, a niekiedy prawnymi reperkusjami. Kiedy jednak wychodzę na ulicę i mijam przechodniów, rozumiem (już), że niemal nikogo tak naprawdę nie obchodzi, co robię. Ludzka obojętność otula mnie jak mokre ubranie i wywołuje uczucie osobliwego komfortu. Dlaczego? Przecież niczym specjalnym się nie wyróżniam. Mimo to cieszy mnie, że ludzie nie zwracają na mnie uwagi.
Naturalnie w Internecie jest nieco inaczej. Tutaj emocje sięgają zenitu, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi polityka czy pewne kontrowersyjne sprawy typu ojczyzna, religia, finanse Polaków. Ludzie oskarżają się nawzajem o podłość, głupotę, nawet zdradę. Czy to ma jakiś sens? Kto tutaj ma rację, skoro nasze założenia moralne się różnią?
Wystarczy odejść od komputera i okazuje się, że codzienność przygniata wszelkie ideologiczne spory. Ludzie zajmują się swoimi sprawami, nie chcą się wtrącać w życie bliźnich i sami też oczekują, że bliźni dadzą im spokój. A przecież granica pomiędzy zdrową tolerancją a obojętnością na zło jest dość cienka. Może posunęliśmy się za daleko w naszym uwielbieniu indywidualizmu?


Komentarze
Pokaż komentarze (36)