Leszek Karpiński Leszek Karpiński
119
BLOG

Krakowska dyktatura emerytów

Leszek Karpiński Leszek Karpiński Kultura Obserwuj notkę 23

Pierwszą notkę do "Kraków razem" poświęcam problemowi, który staje się coraz bardziej widoczny i dokuczliwy. Chodzi mianowicie o dyktaturę ludzi starszych na krakowskich osiedlach mieszkalnych. Jako człowiek pewnej kultury osobistej, nauczony szacunku do ludzi starszych nie mogę przemilczeć procesu zawłaszczania sobie przestrzeni publicznej przez emerytów. I choć nie wypada mówić o nich źle, to jednak kiedyś chyba trzeba.

Pierwszy raz, dosyć ostro solidarność staruszków dała mi się we znaki podczas remontu jednego z mieszkań na krakowskim osiedlu Widok. Remont to trudny czas dla sąsiadów, jednak starałem się maksymalnie ograniczyć jego skutki uboczne, rozpoczynając pracę koło 9, kończąc koło 17. Pomimo moich starań nieustannie znajdowałem się pod obstrzałem narzekań i epitetów. Pewnego dnia musiała podjechać pod blok ciężarówka, aby zabrać gruz z mieszkania. Po 10 minutach moim oczom ukazał się radiowóz Straży Miejskiej. Strażnicy wlepili mi mandat, gdyż jedna z pań zgłosiła, że demolujemy trawnik. Pomijając fakt, iż jedno koło stało na kępce zieleni, a załadunek nie trwał więcej niż 20 minut musiałem wypłacić 100 złotych, ku uciesze dwóch sąsiadek skandujących z okna "dobrze ci tak". Nie będę oszukiwał czytelnika, kilka nieparlamentarnych słów wyrwało mi się. Kolejny przykład terroru znam z opowieści mojego kolegi, mieszkającego na jednym z nowohuckich osiedli. Tam komitet emerytów postanowił przeforsować likwidację wszystkich ławek, gdyż stwierdził on, że są to zagłębia menelstwa. Może i trochę racja, ale pomysł absurdalny. Zapewne każdy z czytelników ma mniejsze lub większe doświadczenia z żądnymi władzy staruszkami. Niektórzy z nich potrafią też wysypywać rozmoczony chleb dla gołębi do piaskownic, aby dzieci nie mogły sie w nich bawić, i co najważniejsze hałasować. Ostatnio na Kraków Razem został zamieszczony tekst o niedoborze zieleni w Krakowie. Co jednak, gdy nie można skorzystać z takiego terenu, np. położyć się na nim lub zagrać w piłkę z dziećmi, bo z okien bloków wyglądają nienawistne twarze?

Jedno jest pewne, człowiek, który pracuje, ma miliony innych zajęć, nie ma szans przeforsować swoich pomysłów i zdany jest na demokrację emerytów, którzy wykorzystują swój wolny czas na pisanie podań, donosów i różnych reliktów dawnego ustroju. Postanowiłem nakreślić nieco genezę takiego stanu rzeczy.

Po pierwsze emeryt nie ma co robić. Tylko nieliczni mają działki, czy wnuki do opieki. Każdy kto przejdzie się krakowskimi ( i nie tylko) osiedlami zobaczy setki twarzy czatujących przy oknach. Niestety polskich emerytów nie stać na pożądny odpoczynek po latach pracy. Niewielka jest też liczba klubów seniora, które spełniają raczej funkcję opieki społecznej niż realnego miejsca spotkań. Szara rzeczywistość z czasem wypełnia się podejrzliwością i niechęcią do młodszych, czy też aktywnych współlokatorów.                                                             

Po drugie lata PRL. Istnieją tez tacy emeryci, którzy mają działki i wnuki. Jednak ich dodatkowym zajęciem i jak sądzą obowiązkiem jest tropienie wszelkich uchybień u sąsiada. Przyzwyczajenia te są jak mniemam pozostałością po starym ustroju. Sam pamiętam komitety osiedlowe do spraw wszelkich, złożone z ludzi o wyjątkowym stopniu upierdliwości. Jeden z nich zabronił nam chłopcom, grania na podwórku, ze względu na znaczną dewastację trawnika. Przestarzałe formy "zarządzania" spółdzielniami, gdzie, aby zamontowac antenę na oknie potrzeba specjalnego zezwolenia wydawanego przez zastępcę zastępcy, wzmagają poczucie bezsilności i braku perspektyw na zmiany.

Po trzecie, to nie jest kraj dla młodych ludzi, modyfikuąc tytuł sławnego filmu. Gdzie najlepiej zauważyć starzenie się naszego społeczeństwa? Własnie na osiedlach. Ludzi młodych po prostu na nich brakuje. Nie ma żadnych inicjatyw, rozrywek kulturalnych, a nowe place zabaw zamieszkują żuliki lub młodzi gniewni z puszkami piwa. Wszystkie osiedla umierają, tak zwyczajnie odchodzą.

Jeszcze jedno wyjaśnienie, ten tekst nie ma na celu obrażenia ludzi starszych. Jest zarysem pewnej diagnozy społecznej. Jak już wskazałem wyżej o takie zjawisko w mniejszym stopniu oskarżam samych emerytów, w większym cały system i uwarunkowania społeczne.

 

Nie interesuje mnie dyskusja z ludźmi, którzy cały swój pogląd na świat przyjęli biernie od swoich autorytetów. Wybaczcie wolę dyskutować z oryginałem nie z kopią. Mistrzowie: Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Kultura