Już wiadomo, Tomasz Lis osiągnął wszystko co chciał. Wynegocjował korzystny dla siebie "gwiazdorski kontrakt", który przyniesie mu milionowe zyski w przeciągu (o zgrozo!) dwóch lat na antenie TVP. Pomijając fakt, że nikt takich kontraktów nie podpisuję, bo co najwyżej na jeden sezon, martwi fakt, że musimy płacić za kampanię medialną Andrzeja Urbańskiego.
Urbański w opałach
Andrzejowi Urbańskiemu pali się grunt pod nogami, Tusk już ma przygotowany projekt zmian w KRRiTV, który skutecznie usunie prezesa ze stanowiska. Każdy normalny człowiek będzie zawsze bronił swojej pozycji i tak robi też Urbański. Nie wiem tylko czy nie za późno, bo w odczuciu tak zwanych obiektywnych (chociaż nie sądzę, aby takie kiedykolwiek i gdziekolwiek istaniały) mediów jest aparatczykiem PiS-u i nic raczej tego nie zmieni. Osobiście nie sądzę, żeby TVP jakoś specjalnie była upolityczniona, chyba tylko na taką skalę jak każda telewizja w Polsce. Prawdą jest natomiast, że TVP jest słaba i nieprofesjonalana pod względem swojej misji kulturowej np. słynny "Taniec na lodzie" z Dodą elektrodą i innymi pseudo gwiazdeczkami. Ale nie jest to wina Urbańskiego, a raczej naszego społeczeństwa, które raczej dałoby się zabić niż pozwoliło na zlikwidowanie arcy ciekawego i wartościowego serialu "M jak miłość" (ponad 10 milionów widzów!), przy czym teatru telewizji, wprawdzie żadkiego, nie ogląda prawie nikt. Wróćmy jednak do meritum. Urbański musi zapewnić sobie alibi i dlatego walczył jak lew o Lisa i Wildsteina (jeden ostro krytykujący TVP, drugi wyrzucony z funkcji prezesa).
Kadzidło Urbańskiego
Nie trudno zauważyć, iż te zabiegi pomogą prezesowi jak kadzidło umarłemu. Jest bowiem prawie pewne, że Urbański nie ostanie się na swojej funkcji, nawet gdyby dał autorski program samemu premierowi. Najbardziej jednak drażni fakt wykorzystywania publicznych pieniędzy na niepotrzebne zabiegi Urbańskiego. Cóż, możliwa jest też wersja, jakoby prezes TVP nagle dostrzegł niesamowite walory pracy dziennikarskiej Tomasza Lisa. Tak, wszystko jest możliwe, ale czy za nasze pieniądze?


Komentarze
Pokaż komentarze