WIESIOŁYJE KARTINKI WIESIOŁYJE KARTINKI
83
BLOG

THE HERO'S BURIAL

WIESIOŁYJE KARTINKI WIESIOŁYJE KARTINKI Kultura Obserwuj notkę 23
VIII. ШТИРЛИЦ-РЕАКТИВАЦИЯ (The hero's burial)

3. Первая картина четвёртого явления


Towarzyszko Kozajewa - ubrany w garnitur, przysłany specjalnie z Moskwy oficer z trudem krył irytację spazmami i szlochami, którymi raczyła go nauczycielka od godziny. - Nie egzaltujcie się, tylko wytłumaczcie spokojnie po kolei, jak to się wszystko odbyło. - Starał się mówić powoli, uspokajająco, pomimo narastającej wściekłości. Znał ludzi, a Kozajewa wyglądała mu na histeryczkę. Czuł, że jeśli przekroczy pewną granicę, to niczego się nie dowie.
- Trzydzieści lat pracy - spazmowała dalej dyplomowana nauczycielka - Wychowałam dwudziestu Bohaterów Związku Radzieckiego, trzystu żołnierzy, czterech pierwszych sekretarzy Komitetu Obwodowego. I taki wstyd przed samą emeryturą!


- Uspokójcie się - śledczy starał się moderować jej stan - Mamy podstawy sądzić, że to był spisek, że ktoś wam, towarzyszko, mówiąc wprost, podłożył świnię.
- Zachodni imperialiści? - wytrzeszczyła oczy Kozajewa i przestała szlochać.
- Ich agenci, poplecznicy... - zgodził się śledczy oglądając paznokcie. “Sama tego na pewno nie wymyśliłaś, jesteś na to za głupia” pomyślał starając się uśmiechnąć zachęcająco.
- No więc - pociągnęła nosem Kozajewa i wznosząc oczy ku górze, ku portretowi Lenina, co jej zawsze pomagało się skupić, starała się zebrać myśli i uporządkować wspomnienia o straszliwej hańbie, jaka na nią spadła. W tym skupieniu wyglądała, co zauważył śledczy, jak owca merynos.


- No więc - powtórzyła. - Tego dnia miała odbyć się pokazowa lekcja wychowawcza, na którą miał przyjechać z samej Moskwy wizytator z Ministerstwa. Przygotowywałam się bardzo długo do tej lekcji. Pracowałam po godzinach z dziećmi. Wybrałam te o najlepszym klasowo pochodzeniu, z domów, o których wiedziałam, że są przesiąknięte od pokoleń rewolucyjnym duchem. Ten towarzysz z Moskwy - zatrzymała się i podniosła palec - nazywał się Stupajkowicz. Towarzysz wizytator Stupajkowicz.


- Wiemy, wiemy, rozmawialiśmy z nim - przesłuchujący machnął niedbale ręką.
- Tak więc - pociągnęła nosem Kozajewa - dzieci dobrałam starannie. Godzinami wpajałem im w zrozumiały dla nich sposób podstawy dialektycznego materializmu, uczyłam naszej historii. Opowiadałam o naszych bohaterach. Wybrałam te najlepsze, najbystrzejsze. Misza - na przykład - syn sekretarza obwodowego Kompartii. Katia - drużynowa pionierów, Sasza - jego ojciec jest pułkownikiem lotnikiem. Wołodia - jego mama pracuje w obwodowym KGB. Żadnej przypadkowości, towarzyszu. Sprawdziłam moje maluchy do trzeciego pokolenia wstecz. Jak tylko pojawiła się najmniejsza niejasność, natychmiast wykluczałam.

Aniuta - miłe dziecko, ale musiałam z niej zrezygnować, bo jej dziadek był u Wrangla białym oficerem. Griszeńka - ja go bardzo lubię, ale jego ojciec miał kłopoty. Nieprawomyślny. Matka prosiła, błagała, mówiła, że odkąd go zabrano, ona żadnych kontaktów nie utrzymuje, że nawet wystąpiła o rozwód. Serce mi się kroiło, ale musiałam być bezwzględna. Niczego nie zaniedbałam. Ja nawet wyszłam poza standard nauczania. Ja trochę piszę - zarumieniła się - i przygotowałam nawet wierszyki, o - wyciągnęła z szuflady pliki kartek. - Posłuchajcie:


Jechały dzieci raz na wycieczkę
Pojechał Wowa, Sasza i Misza
Włożyły jabłka i książki w teczkę
Czerwoną chustę założył Grisza

Dokąd jedziemy?- padło pytanie
Może do lasu puszczać latawce?
Czy też na rzeczkę? Będzie pływanie?
Czy posiedzimy w parku na ławce?

Nie - rzekł przewodnik - ani do lasu
Ani nad rzeczkę, ani do kina
My drogie dzieci dziś pojedziemy
W Moskwu - zobaczyć zwłoki Lenina

Tego się dzieci nie spodziewały
Wnet zapomniały o lesie z rzeczką
Buzie im bardzo tak spoważniały
Niebłaha sprawa jest z tą wycieczką

Bo każde dziecko, małe czy duże
Wie, że na całym szczęśliwym świecie
Są mało ważne i ważne sprawy
Lenin największą jest sprawą przecie.


Albo ten - Kozajewa wyciągnęła drugą kartkę. Kilka kolejnych wypadło z szuflady i porozlatywało po podłodze. Zbierała je pospiesznie, na czworakach. Śledczy ani drgnął. Przyglądał się pełzającej z widocznym niesmakiem. Przypominała mu teraz orangutana, którego niedawno widział w moskiewskim Zoo. Kozajewa zebrała wreszcie kartki, odłożyła na biurko, poprawiła okulary na spoconym nosie i przedstawiła swoje drugie dzieło. - “O imperialistach” - przeczytała tytuł sapiąc:


Świat byłby piękny, szczęśliwy taki
Gdyby nie wredne, nędzne sobaki
Gdyby nie ryły, nie knuły spisku
Impierialisty, sprawcy ucisku

Spójrz, to towarzysz twój, Koreańczyk
Chciałby się bawić, śpiewać i tańczyć
Chciałby się uczyć i książki nosić
Lecz biedak musi o chleb się prosić

Popatrz, w Afryce biedny koleżka
Karabin nosi, choć tutaj mieszka
Bronić wciąż musi zamiast się bawić
Nosić karabin dla dobra sprawy

A popatrz dziecko nad Czarne Morze
Gdzie komunizmu świtają zorze
A w bratniej Polszy piszą nobliści
Że najkochańsi są komuniści

W Czechosłowacji pieją artyści
Że bez honoru imperialiści
Na Węgrzech, w Niemczech tłum naukowy
Wciąż nad marksizmem pochyla głowy

Jak z tego widać, szczęśliwe kraje
Gdzie nasz armia na szańcach staje
A nieszczęśliwe, gdzie biedne dzieci
W imperialistów wpadają sieci



- Bardzo to wszystko pięknie, towarzyszko Kozajewa, ale czy moglibyśmy wrócić do tematu? - śledczy złapał się za szczękę, jakby dopadł go nagły ból zęba.
- Tak, tak - zmitygowała się Kozajewa - Przyszłam do szkoły wcześniej niż zwykle. Pamiętam, padało. Prószyło takim drobnym sniegiem. Nawet się zmartwiłam, czy towarzysza wizytatora zanadto nie poprószy. Dzieci już były przed szkołą. Wszystkie wybrane przeze mnie czekały. Były trochę przejęte, ale, jak to dzieci, bawiły się. Weszliśmy do szkoły. Miałam klucze, poprzedniego dnia powierzył mi je towarzysz dyrektor. Weszłam do pokoju nauczycielskiego, a dzieci zostały na korytarzu.
- Same? - śledczy zadał szybko pytanie rzucając czujne spojrzenie znad szkieł okularów.


- Tak, ale tylko na chwilkę, może na pięć minut. Ponadto - Kozajewa ściszyła głos - Wowa, ten wysoki blondynek, któregoście widzieli, jako najbardziej uświadomiony klasowo otrzymał ode mnie szczególne zadanie. Zawsze słucha uważnie, co mówią dzieci między sobą, kiedy żadnego z towarzyszy nauczycieli nie ma w pobliżu, a potem dokładnie powtarza mi to, co usłyszał.
- A kto pilnuje Wowy? - zainteresował się śledczy.
- Sasza, jego najbliższy przyjaciel. Zawsze składa mi dokładne relacje. Za to dostaje cukierki.


- Bardzo dobrze, towarzyszko - gość nie krył zadowolenia. - Co było dalej? Kozajewa opisała pokrótce przebieg owej nieszczęsnej lekcji, sekwencję tych pechowych i niewytłumaczalnych przypadków i zachowań, które stały się sławne w całym obwodzie. W miarę jak mówiła policzki różowiały jej coraz bardziej i bardziej, głos łamał się, oczy szkliły. Widać było, że na nowo przeżywa swoją pedagogiczną klęskę. Mimo jej zaangażowania, nic nowego nie wniosła. Powtórzyła drobiazgowo to, co śledczy i tak już wiedział.
- Wystarczy - przerwał, kiedy opisując awanturę zaczęła na powrót popadać w spazmatyczne łkanie - Teraz raz jeszcze skupcie się. Wróćmy do tej chwili, kiedy spotkaliście dzieci przed wejściem do szkoły. Czy był pomiędzy nimi ktoś obcy?

wesoły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Kultura