To zabawne, jak zwolennicy IV RP rzucili się na sędziego Tuleyę, w dodatku posługując się zmanipulowanym cytatem. Zabawne nie z powodów merytorycznych (bo to jest wstrętne, a nie zabawne), ale dlatego, że tak bardzo przypomina praktyki propagandy komunistycznej.
W r. 1981 słynna była sprawa eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy”. Treść eseju najlepiej streszcza druga część tytułu: „Uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków”. Tymczasem propaganda komunistyczna zrobiła z tego tekst postulujący oddanie Niemcom Szczecina i Gdańska. I przypuściła niesłychanie brutalny atak na autora, który przypłacił to ciężką chorobą.
Pretekst do kampanii nienawiści i oszczerstw dało kilka akapitów o tym, jak to naprawdę było z polskością tzw. Ziem Odzyskanych (w skrócie: że większość tych ziem odpadła od Polski w sposób naturalny i często przed wieloma wiekami).
Przypominam tę historię nie tylko dla jej podobieństwa z atakami na sędziego Tuleyę. Pół roku temu Piotr Zaremba bezkrytycznie powtórzył zarzuty komunistycznej propagandy pod adresem Jana Józefa Lipskiego pisząc: „Jan Józef Lipski wyrzekał się w imieniu Polaków Ziem Zachodnich”.
Piotr Zaremba nigdy tego ohydnego oszczerstwa nie odwołał, ani nie przeprosił za kompromitującą wpadkę (esej Lipskiego nie jest długi, wisi w sieci i sprawdzenie, co w nim naprawdę jest, a czego nie ma – zajmuje kwadrans, a jak ktoś czyta na poziomie piątoklasisty – to góra pół godziny). I oczywiście nie zareagował nikt z Niepokornych czy Wyklętychy, a Grzegorz Surdy & co nie rozpoczął głodówki w proteście przeciwko rugowaniu historii ze szkół.
Sędzia Tulaya, wstrząśnięty stosowaniem prze CBA w sprawie sędziego G. wielogodzinnymi przesłuchań nocnych – również wobec świadków! – powiedział, że kojarzy mu się to z praktykami z lat stalinowskich. Wielbiciele IV RP przekręcają tę wypowiedź w taki sposób, że wkładają w usta Tuleyi opinię, iż CBA zachowywała się tak, jak oprawcy stalinowscy: bili, wybijali zęby, miażdżyli palce, sadzali odbytem na noce taboretu, polewali lodowatą wodą…
Od kilku dni sędzia Tuleya jest głównym wrogiem zwolenników PiS-u, takim Urbanem z czasów, gdy był rzecznikiem rządu w stanie wojennym. Na potrzeby bieżącej walki politycznej mieszają z błotem sędziego, który zwrócił uwagę na niedopuszczalne metody śledcze. Każdemu przyzwoitemu człowiekowi powinno być ogromnie wstyd, że demokratyczne państwo posługiwało się metodą, która – tak nam się wtedy wydawało – w niesławie zniknęła w 1956 roku.
Konwejery to naprawdę nie jest powód do dumy. Tymczasem na przykład Bogdan Święczkowski, szef ABW w rządzie PiS ze szczerością dobrego czekisty wygłosił pochwałę nocnych przesłuchań: „Nie ma zakazu przesłuchiwania w godzinach nocnych. Wszystkie służby specjalne przesłuchują tak świadków. Nocne przesłuchanie może być skuteczniejsze niż dzienne”.
Zapamiętajmy te zachwyty nad skutecznością. Może się to nam jeszcze przydać.
Jerzy Skoczylas


Komentarze
Pokaż komentarze (19)