rozpylaczek rozpylaczek
1064
BLOG

Tuleya Urbanem III RP

rozpylaczek rozpylaczek Polityka Obserwuj notkę 19

To zabawne, jak zwolennicy IV RP rzucili się na sędziego Tuleyę, w dodatku posługując się zmanipulowanym cytatem. Zabawne nie z powodów merytorycznych (bo to jest wstrętne, a nie zabawne), ale dlatego, że tak bardzo przypomina praktyki propagandy komunistycznej.

W r. 1981 słynna była sprawa eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy”. Treść eseju najlepiej streszcza druga część tytułu: „Uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków”. Tymczasem propaganda komunistyczna zrobiła z tego tekst postulujący oddanie Niemcom Szczecina i Gdańska. I przypuściła niesłychanie brutalny atak na autora, który przypłacił to ciężką chorobą.

Pretekst do kampanii nienawiści i oszczerstw dało kilka akapitów o tym, jak to naprawdę było z polskością tzw. Ziem Odzyskanych (w skrócie: że większość tych ziem odpadła od Polski w sposób naturalny i często przed wieloma wiekami).

Przypominam tę historię nie tylko dla jej podobieństwa z atakami na sędziego Tuleyę. Pół roku temu Piotr Zaremba bezkrytycznie powtórzył zarzuty komunistycznej propagandy pod adresem Jana Józefa Lipskiego pisząc: „Jan Józef Lipski wyrzekał się w imieniu Polaków Ziem Zachodnich”.

Piotr Zaremba nigdy tego ohydnego oszczerstwa nie odwołał, ani nie przeprosił za kompromitującą wpadkę (esej Lipskiego nie jest długi, wisi w sieci i sprawdzenie, co w nim naprawdę jest, a czego nie ma – zajmuje kwadrans, a jak ktoś czyta na poziomie piątoklasisty – to góra pół godziny). I oczywiście nie zareagował nikt z Niepokornych czy Wyklętychy, a Grzegorz Surdy & co nie rozpoczął głodówki w proteście przeciwko rugowaniu historii ze szkół.

Sędzia Tulaya, wstrząśnięty stosowaniem prze CBA w sprawie sędziego G. wielogodzinnymi przesłuchań nocnych – również wobec świadków! – powiedział, że kojarzy mu się to z praktykami z lat stalinowskich. Wielbiciele IV RP przekręcają tę wypowiedź w taki sposób, że wkładają w usta Tuleyi opinię, iż CBA zachowywała się tak, jak oprawcy stalinowscy: bili, wybijali zęby, miażdżyli palce, sadzali odbytem na noce taboretu, polewali lodowatą wodą…

Od kilku dni sędzia Tuleya jest głównym wrogiem zwolenników PiS-u, takim Urbanem z czasów, gdy był rzecznikiem rządu w stanie wojennym. Na potrzeby bieżącej walki politycznej mieszają z błotem sędziego, który zwrócił uwagę na niedopuszczalne metody śledcze. Każdemu przyzwoitemu człowiekowi powinno być ogromnie wstyd, że demokratyczne państwo posługiwało się metodą, która – tak nam się wtedy wydawało – w niesławie zniknęła w 1956 roku.

Konwejery to naprawdę nie jest powód do dumy. Tymczasem na przykład Bogdan Święczkowski, szef ABW w rządzie PiS ze szczerością dobrego czekisty wygłosił pochwałę nocnych przesłuchań: „Nie ma zakazu przesłuchiwania w godzinach nocnych. Wszystkie służby specjalne przesłuchują tak świadków. Nocne przesłuchanie może być skuteczniejsze niż dzienne”.

Zapamiętajmy te zachwyty nad skutecznością. Może się to nam jeszcze przydać.

Jerzy Skoczylas

rozpylaczek
O mnie rozpylaczek

Stoję tam, gdzie stało ZOMO, dziecko resortowe, dziadek z Wehrmachtu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka