Wierność profesora Leszka Balcerowicza, z jaką tkwi przy neoliberalnych ideach, jest doprawdy wzruszająca - w czasach gdy nie trwa myśl godziny. Nawet rzeczywistość nie przeszkadza mu być niewzruszonym orędownikiem neoliberalnej sprawy.
Po ujawnieniu się światowego kryzysu finansowego miałem zamiar nie wypowiadać się na ten temat, aby nie dołączać (nie w porę) do chóru nieustannie śpiewających „Balcerowicz musi odejść". Chodziło mi też o zasadę, iż nie kopie się leżącego. Wszelako okazuje się, że leżący ma się jak najlepiej. Wydawało się, że głupio drzeć się o konieczności odejścia Balcerowicza skoro... już właśnie odszedł. Jednakże ten skądinąd przemiły człowiek, wrócił. Z dobrą nowiną… idei wolnego rynku i mechanizmów rynkowych, jako jedynych dopuszczalnych regulatorów gospodarki (sic!).
Wrócił, między innymi promując książkę (napisał do niej zresztą przedmowę) Johna B. Taylora Zrozumieć kryzys finansowy. Wydawnictwo zachęca nas do jej lektury wyjaśniając: „Jeden z najwybitniejszych współczesnych makroekonomistów udowadnia, że kryzys finansowy spowodowały działania i interwencje państwa. Swoje wnioski opiera na przeprowadzonych ostatnio badaniach". Powinno się to studiować na kursach dla adwokatów od spraw beznadziejnych. Są badania, które wykazują, że co…? Że amerykańskie państwo było za mało liberalne?! Dlaczego zatem kryzys wybuchł w USA, a nie w Skandynawii?
Tak, rynek finansowy okazał się zupełnie wolny - w tym również od odpowiedzialności, moralności, czy po prostu elementarnie dobrych obyczajów. Idea wolnego rynku i obywateli, którzy nie mają wolności i muszą płacić za wolność rynku nie jest w stanie mnie wzruszyć i uczynić błędnym rycerzem niesłusznej sprawy. Mam ten feler, przyznam się, że mniej mam ochotę pędzić na pomoc zwycięzcom, a bardziej niepokoi mnie los milionów ludzi, którzy dramatycznie cierpią i będą cierpieli z powodu ekonomicznej fiksacji na wolności wąskiej warstwy oficerów rynków finansowych. Gdyby zwykły człowiek skombinował tysięczną część tego, co oni, siedziałby pewnie w pace do końca swoich dni.
Każdy ma prawo się mylić. Ale nie koniecznie trzeba się przy błędach upierać. Wiedza i doświadczenie profesora Balcerowicza mogłyby się bardzo przydać, gdyby zechciał zwolnić się z obowiązku pójścia na dno razem z okrętem neoliberalnej ortodoksji.
Autor jest profesorem w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii APS.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)