0 obserwujących
8 notek
3667 odsłon
37 odsłon

Zerowy pożytek z lustracji.

Wykop Skomentuj

    Dziedzictwo PRL i jego dorobek w postaci agentury SB oraz samych specsłóżb zawsze budził emocje. Podstawowym dylematem wobec tego zagadnienia była, i chyba nadal pozostaje, kwestia  rozliczenia się z tym nieprzyjemnym i niechcianym spadkiem po komunizmie. Były dwa pomysły na rozwiązanie tego problemu. Pierwszy głosił, iż należy tajne służby zbudować od nowa, a starych agentów ujawnić. Drugi natomiast opowiadał się za tym, aby wszystko zostawić po staremu i co najwyżej pozmieniać szyldy, ponieważ bardziej radykalne kroki byłby szkodliwe dla Polski.

    Jeśli pamiętamy przebieg lustracji w Polsce to bez problemu zauważymy, że momentami zwrotnymi, które spowodowały niebagatelne ożywienie wokół tematyki lustracyjnej były dwie słynne listy. Jedna, z początków lat 90-tych, tak zwana lista Macierewicza, a druga, z roku 2004, znana jako lista Wildsteina. Listy te stały się katalizatorem wielkich debat o problemie, jakim jest agenturalne dziedzictwo komunizmu w III RP. Ocenianie nieodległej przeszłości zawsze wiąże się z emocjonalną narracją. Jednakże w naszym kraju dyskurs ten jest do cna przesycony nie tyle emocjami, co histerycznością, zwłaszcza po stronie przeciwników lustracji. Świadczą o tym doskonale słowa i zwroty, jakimi dyskutanci się posługiwali: szambo, niegodziwość czy chorzy z nienawiści. To pokazuje, że w większości sytuacji, kiedy w Polsce podejmuje się rozmowę o lustracji jest ona nacechowana  silnymi emocjami, a to, niestety, pociąga za sobą nieprzyjemne i niekorzystne dla znalezienia rozwiązania skutki.

    Nieujawnienie byłych agentów bezpieki (czynnych nie można), spowodowało odwrotny rezultat do planowanego przez środowiska GW i inne. Okazało się bowiem, że im trudniejszy dostęp do informacji, tym bardziej wzrasta społeczne zapotrzebowanie na tę-że informację zgodnie ze starym porzekadłem, że zakazany owoc smakuje najbardziej. Ograniczenie dostępu do teczek poprzez nałożenie wyśrubowanych  wymagań spowodowało to iż analiza większych zbiorów archiwalnych jak i pojedynczych akt była po prostu niemożliwa. Toteż Polakom chcącym poznać prawdę pozostały jedynie wyżej wzmiankowane listy, opracowane przez tych nielicznych, którzy mieli dostęp do akt. Jednakże kartka papieru, na której widnieją nazwiska i sygnatury służb bezpieczeństwa jest spłyceniem całego problemu, który jest sprawą złożoną.

    Należy zwrócić uwagę na stosunek zwolenników lustracji, jak i jej przeciwników, do omawianych powyżej list. Ci pierwsi przyjmują listę zupełnie bezkrytycznie i każdą wymienioną w spisie osobę uważają bezapelacyjnie za agenta, ci drudzy natomiast niemal każdą wymienioną osobę traktują jako  ofiarę dzikiej lustracji, a nawet w niektórych wypadkach wymienieni na liście TW  z miejsca zostali otoczeni nimbem męczeństwa. Takie postrzeganie sprawy powoduje, iż tak naprawdę nie dotykamy najważniejszych kwestii związanych z poznaniem naszej historii i jej ciemnej strony, a jedynie sprowadzamy całą sprawę do awanturnictwa. Doskonałym przykładem jest tu casus Mariana Jurczyka i Lecha Wałęsy. W obu przypadkach sytuacja nie jest jasna i klarowna. Jednak zamiast dążyć do zrozumienia niuansów sytuacji i kontekstu historycznego mamy jedynie wielką „drakę" i wzajemne obrzucanie się wyzwiskami i oskarżeniami. W takiej sytuacji należy postawić poważny znak zapytania co do wartości poznawczej dzisiejszej, w jej szczątkowym wydaniu, lustracji, kiedy to koncentrujemy się tylko i wyłącznie na udowodnieniu komuś, że był lub nie był agentem.

    Takie odczytywanie list prowadzi jedynie do ślizgania się po powierzchni problemu. Wszyscy wymienieni na liście stają się identyczni i związane z nimi sprawy jednakowo haniebne lub jednakowo męczeńskie, a przecież doskonale wiemy, że tak nie jest. Efekt jest taki, że mało kogo interesuje jak naprawdę działała bezpieka i jakie miała metody. A są to zagadnienia kluczowe dla zrozumienia naszej historii. Dziś w wyniku awantur lustracyjnych całkowicie zniknął z pola debaty publicznej aparat spec służb.

    Płynie stąd prosty wniosek, że przede wszystkim należy się zająć tą częścią byłych specłużb, która dzięki awanturom wynikłym wokół list zgrabnie usunęła się w cień, a którą przede wszystkim należałoby przebadać i następnie przedstawić opinii publicznej takie kwestie, jak cele SB i ich ewolucja w czasie, metody pracy oraz procedura werbowania agentów. Ale to już niestety nie jest ani tak miłe, ani tak wygodne jak publiczne obwieszczenie światu, iż ten pan lub pani, których nazwiska znalazły się na liście są agentami, lub histeryczne podnoszenie głosu na temat „całego zła" lustracji.

PS

Ostatnio pojawiły się dr. Filipa Musiała na ten temat. Tylko kto je czyta?

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale