„Norwegia – zimny kraj w Europie północnej”
Niezupełnie, to tylko tegoroczne lato było wyjątkowo chłodne i deszczowe. Podobno we wschodniej części kraju zanotowano największe od stu lat opady. Z tego powodu wielu Polaków nie znalazło pracy na norweskich farmach.
W południowej i zachodniej części Norwegii klimat jest dość łagodny i ciepły z powodu prądów oceanicznych. Latem w okolicach Oslo panuje pogoda zbliżona do klimatu południowej Francji, np. w Alpach Prowansalskich w okolicach Cannes, Nice, Grasse bywa podobnie: duża wilgotność, ciepło, parzące słońce, zmienność pogody; nawet krajobrazowo jest to porównywalne – woda, skały i zieleń wybuchającej przyrody. Co do zim to chyba przedostatnia była wyjątkowo śnieżna (jeszcze w kwietniu leżał śnieg, o północy kraju nie piszę, bowiem np. w górach Opplandu i od Trondheim w kierunku bieguna nawet w lipcu panuje zimowa aura). Natomiast od przeszło dwudziestu lat Oslofiord nie zamarza, tak przynajmniej mówią mi miejscowi. Zimą często panuje dodatnia temperatura.
„stale odmawia przystąpienia do Unii Europejskiej”
To prawda, lecz sądzę, że wejście Norwegii do eurokołchozu jest kwestią czasu. W tej chwili kraj ten stowarzyszony jest z UE w ramach tzw. Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a globalizacja gospodarczo-finansowa najprawdopodobniej wymusi na Norwegach otwarcie granic celnych. Od przeszło roku rządzą w Norwegii socjaliści, natomiast politycy reprezentujący środowisko norweskich farmerów (takiej norweskiej szlachty) tracą w związku z przemianami gospodarczymi i społecznymi od lat na znaczeniu. Z moich obserwacji wynika, że głosy zwolenników i przeciwników UE w Norwegii niemal równoważą się. Co ciekawe ten podział nie wynika z poglądów politycznych ani nie jest powiązany z wykształceniem.
„powszechną w Norwegii praktyką nie noszenia ze sobą gotówki, ani chusteczek. Konsekwencje tego zwyczaju są bardzo szybko zauważalne dla osób odwiedzających ten kraj. Tam gdzie potrzebna jest gotówka, zwykle ustawiają się kolejki do bankomatu, a tam gdzie nie ma możliwości szybkiego skorzystania z łazienki, często słychać ludzi pociągających nosem.”
To dla mnie nowość, bo niczego takiego nie zauważyłem.
„Była to ogromna zmiana zarówno ekonomiczna jak i kulturowa. Społeczeństwo znalazło się w nowej sytuacji, która była dobrodziejstwem ale i wyzwaniem.”
Rzeczywiście, Norwegia przeżywa od jakichś 30 lat gwałtowne przemiany związane z odkryciem i eksploatacją złóż ropy i gazu. Boom budowlany i motoryzacyjny jest tego przejawem. Ceny nieruchomości wzrosły w przedziale dwudziestu lat dwu, trzykrotnie. Trzypokojowe mieszkanie w bloku na przedmieściach Oslo w Sandwika kosztowało w latach osiemdziesiątych około 600 tysięcy koron. Obecnie za takie mieszkanie trzeba zapłacić przeszło półtora miliona koron. Przedsiębiorczy Norwegowie bogacą się błyskawicznie zakładając firmy budowlane i salony sprzedaży samochodów. Zwykły cieśla, o ile tylko jest pracowity i dynamiczny, żyje dzięki swojej firmie dostatnio. Mój znajomy, cieśla właśnie, posiada wspaniały dom z widokiem na fiord, kilka samochodów firmowych i osobowych (w te wakacje kupił wypasione osobowe Mitschubisi i busa Merca). Oczywiście ma letni dom, czyli tzw. chytę. Gra w golfa, jego żona Tajka i dzieci również. Inny mój znajomy, Polak z Wielkiej Brytanii, osiedlił się w Norwegii z powodu ropy właśnie. Pisze m.in. programy służące do projektowania urządzeń wydobywczych, przesyłowych. Jego firma posiada również licencję na technologię spalania z wykorzystaniem mieszanki wodno-paliwowej. O tym znajomym Polaku napiszę być może w przyszłości na moim blogu, pochodzi on bowiem z zasłużonego dla Polski rodu, teraz tylko nadmienię, że jego ojciec dziś mieszkający w Poznaniu był konsulem w ambasadzie polskiej w Londynie przed i w czasie wojny, a po wojnie przez wiele lat adwokatem generała Andersa.
„Korupcja jest tutaj zjawiskiem marginalnym, uczciwość i dbałość o dobro wspólne jest zaszczepiana wszystkim obywatelom, a słowa kombinowanie nie znajdzie się w żadnym słowniku.”
I tak i nie. To prawda, że na tle Polaków, o Litwinach, których tu bez liku, nie wspominając, Norwegowie mogą uchodzić za praworządnych obywateli. Jednak często jest to gra pozorów. Szwedzi o Norwegach powiadają „przeceniarze”. „Taniej” to jedno z popularniejszych słów. Norweg potrafi wyrzucić zupełnie przyzwoity sprzęt na śmietnik, a jednocześnie do upadłego targować się o pięć koron za godzinę. Pewien znajomy mi farmer bez litości ograbia ciężko pracujących u niego Polaków, mówiąc, że podatki trzeba płacić. Tyle tylko, że kiedy do tychże Polaków przychodzi rozliczenie podatku z norweskiego Tax Office, po większości zabranych koron nie ma na tych rozliczeniach śladu. Żeby mniej zapłacić, woli też zatrudnić na czarno za połowę minimalnej stawki Wietnamczyków.
„Struktura zarobków jest tutaj bardzo spłaszczona. Sprzątaczka, czy pracownik McDonalda zarabia jedynie dwa, trzy razy mniej niż wykwalifikowany pracownik banku, prawnik czy inżynier. Minimalna pensja wynosi tu około 45zł netto za godzinę, co pozwala na spokojne utrzymanie się.”
Minimalna pensja to około 13-14 tys. koron netto, czyli 6-7 tys. złotych. Większość Norwegów zarabia jednak około 20 tys. koron miesięcznie na rękę. Polscy robotnicy zatrudnieni na stałe wyciągają z nadgodzinami właśnie coś koło tego. Posiadający własną firmę rzemieślnik żąda 250-600 koron za godzinę. Pielęgniarka w ośrodku dla upośledzonych na dyżurze nocnym ma oprócz normalnej stawki za dyżur dodatkowo 500 kr. za każdą godzinę opieki czynnej nad pensjonariuszem.
„Państwo nie musi wydawać dużych sum na zasiłki dla bezrobotnych, bo poziom bezrobocia jest tutaj minimalny. Wynika to z kultu pracowitości, który objawia się tutaj np: tym że większość norweskich studentów znajdują sobie prace na wakacje i jest później zadowolona z takiego spędzania letnich miesięcy. Istotny jest także dobrze zorganizowany system ubezpieczeń społecznych. Umożliwia on otrzymywanie zasiłku, jedynie osobom, które przez kilka miesięcy nie mogą znaleźć pracy i zgadzają się na przyjęcie oferty, którą znajdzie dla nich urząd państwowy. Oczywiście niski poziom bezrobocia jest też spowodowany dużą ilością ofert pracy. Nie wynika to jednak z wolności gospodarczej, czy dużej ilości małych firm. Głównymi pracodawcami są tutaj państwo i wielkie firmy.”
Musiałbym poświęcić sporo miejsca prostowaniu i uzupełnianiu zawartych w tym akapicie informacji, lecz nie chciałbym nudzić zbyt rozwlekłym elaboratem, w tym miejscu napomknę więc tylko, że w Norwegii pracy jest pod dostatkiem dla każdego, kto zna język (to podstawa) i coś konkretnego potrafi, np. nauczyciele z Polski w znacznym stopniu opanowali branżę malarską.:) Kiedy widzisz na drabinie malującego dom człowieka, możesz założyć z 40% prawdopodobieństwem, że jest to polski nauczyciel.
Doświadczenie mi podpowiada, że to nie państwowe, lecz właśnie małe firmy prywatne stanowią rezerwuar miejsc pracy.
Norweska młodzież nie garnie się do pracy, zwłaszcza nisko płatnej fizycznej.
Norweski socjal pełen jest kolorowych imigrantów. Wielu Norwegów, zwłaszcza tych młodszych, z dezaprobatą, a często i niechęcią, odnosi się do biernej postawy przybyszów z Azji i Afryki. Napiszę o tym kiedyś szerzej na moim blogu. Teraz zaznaczę, że np. w Drammen – mieście położonym nieopodal Oslo mieszka kilka tysięcy muzułmanów-imigrantów, a z samego Pakistanu sprowadzono przed laty 70 000 ludzi. To dla cztero i pół milionowego narodu stanowi poważny problem kulturowy i społeczny.
„Obecnie znacznie większym problemem dla tutejszego rządu jest przyszła zmiana klimatu.”
Nie sądzę. To perspektywa mediów i wykształciuchowych elit norweskich. O norweskiej inteligencji, politykach i antykomunistach również może kiedyś napiszę. Przeciętny Norweg bardziej przejmuje się osadem brudu i porostów na ścianach swojego domu, niż zmianami klimatycznymi. Warto wiedzieć, że ten brud zdaniem wielu Norwegów pochodzi z zanieczyszczonej z powodu archaicznego przemysłu Europy Środkowej i Wschodniej, czyli m.in. z Polski. Norwedzy uważają, że u nich wszystko jest ekologiczne, tyle tylko, że po zjedzeniu „ekologicznych” norweskich truskawek szkliwo na zębach pęka, a w ustach pozostaje smak jak po kacu. Tyle chemii, ile dają norwescy farmerzy, żaden z polskich chłopów nie widział. Rozmawiałem przed laty z menadżerem firmy Nestle, a było to w czasach, kiedy firma ta przymierzała się do zakupu Goplany i mleczarń położonych na Pomorzu i Warmii/Mazurach. Jak mi oświadczył pracownik Nestle, badane przez nich w szwajcarskich laboratoriachi polskie mleko okazało się znacznie lepsze pod względem chemicznym od zachodniego. Problemem było jedynie skażenie biologiczne, ale to wynikało z braku higieny, co można było jego zdaniem usunąć stosunkowo łatwo w odróżnieniu od skażenia chemicznego.
„W Norwegii prawie w ogóle nie ma autostrad, a stan dróg pozostawia wiele do życzenia. Drogi krajowe są wąskie. W mieście wiele ulic ma duże koleiny i co kilkaset metrów trzeba zwolnić przed garbem spowalniającym. Dużo ważniejsze niż usprawnienie transportu drogowego, okazuje się budowanie siatek ochraniających zwierzęta przed wpadnięciem pod samochód, czy kolejnych mostów dla pieszych nad bardziej uczęszczanymi ulicami.”
Gruba przesada. Zgadzam się tylko co do garbów. Natomiast o budowie dróg, tuneli napiszę osobno, bo to ciekawy i ważny dla nas temat, np. jak się finansuje tego rodzaju przedsięwzięcia.
Komentować mógłbym tak jeszcze długo, ale się zmęczyłem, więc na razie kończę.
Pozdrawiam Socjologa.




Komentarze
Pokaż komentarze (23)