Czytając wczorajszy post Foxxa "Moje pożegnanie z Pawłem Zalewskim (?)", stwierdziłem, że nie umiem się zgodzić ani z Foxxem ani z kilkoma innymi blogerami, którzy ubolewali z powodu marginalizacji konserwatywnego skrzydła w PiSie. Wtrąciłem nawet do dyskusji parę słów, ale chyba nikt tego nie zauważył.
W dzisiejszej Gazecie Polskiej znalazlem wypowiedź, która potwierdziła moje intuicje co do charakteru polskiego konserwatyzmu. Jeden z jej najlepszych dziennikarzy GP - Piotr Lisiewicz cytuje Mirosława Czecha, dziś publicystę GazWyb, a niegdyś, prominentnego polityka Unii Wolności. Czech, a właściwie Rusin, bo wchodził do Sejmu nie tylko jako uwol, ale i działacz Związku Ukraińców w Polsce, pisze co następuje:
"Warunki do ułożenia pokojowych stosunków między PO i PiS może stworzyć TYLKO (podkreślenie moje) głęboka korekta kursu PiS połączona ZE ZMIANĄ KIEROWNICTWA (podkreślenie moje). I tego warto tej partii życzyć (...) PiS uwolniony od rewolucyjności, pokus autorytarnych, obsesji spiskowych może być wielką partią konserwatywnej, tradycjonalistycznej prawicy."
Lisiewicz prześmiewczo komentuje oczekiwania Czecha:
"I wszystko jasne! Jarosław Kaczyński w odstawkę, żadnego rewolucyjnego wypychania wykształciuchów z ich uprzywilejowanych enklaw, zero spiskowego ujawniania układów. W nagrodę pomodlić się i wywiesić flagę "GW" łaskawie pozwoli. Bóg zapłać za dobre słowo, panie Czech!"
Jak sobie przypomnę, że za konserwatystę robił Aleksander Hall, albo taki Artur Balazs, że o diable Rokicie z gabinetu Suchockiej nie wspomnę, to mi się słabo robi.
Drodzy Prawicowcy, naprawdę nie biadolcie z powodu uwiądu takiego "konserwatyzmu", bo to inna postać tuskizmu. Albo jeszcze gorzej.




Komentarze
Pokaż komentarze (32)