Zdarzyło się kiedyś, że brałem udział w nagraniu wywiadu z Miłoszem. Było to w latach dziewięcdziesiątych w krakowskim mieszkaniu poety. Zaraz po wejściu do mieszkania Miłosza nasz dźwiękowiec wypalił: Panie Czesławie, gdzie mogę skorzystac z toalety? Na to Miłosz: Pan może wszędzie. I wybuchnął śmiechem, po czym opowiedział podobną angdotę o Słonimskim i enkawudzistach.
Operator też dobrze się bawił.
Przypomniała mi się ta historia, kiedy dziś, szukając informacji o wywiadzie Kutza dla Playboya, natrafiłem na wspomnienie o Dygacie. Czytając zamieszczone tam historyjki ubawiłem się setnie. Oto jedna z anegdot:
"Któregoś dnia, już po powrocie z obozu, Dygat siedział w domu rodziców na kolonii Staszica ze swoim przyszłym szwagrem, kompozytorem Witoldem Lutosławskim, który wynajmował tam pokój, i słuchali radia. Nagle informacja, że padł Paryż. I jednocześnie pukanie do drzwi. Otwierają, a tu stoi były prezydent Wojciechowski, zresztą sąsiad. Dygat opowiadał potem, że poczuł się, jakby sam majestat Rzeczypospolitej stanął na progu jego domu. Wojciechowski pyta, czy może zadzwonić. - Oczywiście, oczywiście - obaj panowie skwapliwie go zapraszają. Jest dla nich naturalne, że w tak dramatycznym momencie jak upadek Paryża prezydent musi gdzieś zadzwonić. Ale co słyszą?
- Zośka, Zośka, czemu was jeszcze nie ma? Przychodźcie, mama upiekła szarlotkę."
I może jeszcze to zacytuję a propos naszych politycznych rozstrząsań, czy każdy eszetespowiec (pezetpeerowiec) to świnia i zdrajca, a bezpartyjny to bojownik o wolną Polskę:
"Następny przystanek po epizodzie z "Kuźnicą" to Wrocław. Dygat znalazł się tam w ramach "partyjnego planu zasiedlania starych piastowskich ziem". Jest już członkiem partii (wystąpi z niej po Październiku 1956), prezesem lokalnego oddziału Związku Literatów Polskich. Pracuje w "Gazecie Robotniczej", dzieli poniemiecką willę z koncesjonowanym pisarzem katolickim Wojciechem Żukrowskim. Legenda głosi, że panowie niezbyt się lubili i że Dygat wynosząc się po dwóch latach do Warszawy, wynajął swoją część podwórka blacharzowi, który odtąd zakłócał przez lata spokój Żukrowskiemu. Ale Magda Dygat-Dudzińska koryguje nieco tę opowieść.
- Mieszkaliśmy na górze, a Żukrowski na dole. Kiedy ojciec pracował, Żukrowski włączał silnik samochodu. Kiedy pracować zaczynał Żukrowski - ojciec włączał na cały regulator muzykę. Po prostu "Paweł i Gaweł"."
Kim był "pisarz katolicki" Żukrowski w okresie peerelu, w stanie wojennym chociażby, nie trzeba chyba przypominac?
http://niniwa2.cba.pl/dygat_grottger_by_tego_nie_namalowal.htm



Komentarze
Pokaż komentarze (2)