Wszyscy wieszczą krach na giełdzie, ja też swoje dokładam, ale niektórzy nie zajmują się bessą, tylko zarabiają. Od roku obserwuję, tak sobie bezinteresownie, sytuację na giełdzie firmy Atlantis z branży budowlanej. Spółka ta istnieje od 1996 r., w 1999 r. weszła na giełdę. Działa w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Mielcu oraz w Kalingradzie w Rosji. Znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej - http://gielda.onet.pl/3,24,spolki.html
W zasadzie jest na minusie od paru lat http://gielda.onet.pl/4,24,spolki.html , a mimo to jej akcje znajdują nabywców i dziś, gdy notowania większości spółek pikują, akcje Atlantisu idą w górę. Oto wyniki z dzisiejszego dnia:

A to notowania z ostatniego tygodnia:

Przyjrzyjmy się jednak, co działo się akcjami tej firmy przez ostatni rok:

W kwietniu zeszłego roku był szczyt notowań. Od stycznia 2007 do 10 kwietnia cena poszła z 1.96 do 4.90, a później był już dół, aż do początku stycznia tego roku. Obecnie znów kurs idzie w górę i od 2 stycznia poszedł 1.62 na 2.20 dziś przed południem.
Widać, że cena akcji firmy pozostaje bez widocznego związku z kondycją i wynikami spółki. Pytanie skąd to wszystko się bierze? Jako laik bez ekonomicznego wykształcenia sądzę, że decyduje o tym tylko i wyłącznie spekulacja oparta na nieustannym podpuszczaniu naiwnych przez wycwanionych graczy (oto podpuszczanie “optymistyczne” - http://www.bankier.pl/forum/temat_re-atlantis,3438221.html , http://www.bankier.pl/forum/temat_re-atlantis,3507987.html , a tu “pesymistyczne” - http://gielda.onet.pl/238,1674063,komunikaty.html ).
Giełda to poker, a pewien mój cyniczny znajomy powiada: w kartach durnia nie żałuj.
P.S.
P.S. Warto może się przy tej okazji zastanowić, jak myśli i postępuje giełdowy cynik. Więc tak. Zza granicy spływa cały czas gotówka leszczyków, co latami na zlewakach zasuwają i nie są w stanie odłożyć bodaj na mieszkanie w bloku, o własnym domu nie wspominając. Ile taki leszczyk może przywieźć z Anglii na przykład? Większość zarabia nie więcej niż 250 funciaków tygodniowo, czyli tysiaka miesięcznie. Co najmniej połowę z tego muszą wydać na przetrwanie. Zostaje 500 funtów. Jeśli taki klient ma rodzinę, to co najmniej kolejną połowę tego, co mu zostało, musi wysłać do domu. Zostaje 250 funtów, czyli około 1000 PLN. Co to jest? Toż to rocznie daje zaledwie 10 000 – 12 000 PLN! Co można za to kupić w Polsce? Po pięciu latach tyrania w GB będzie tego 50 000 – 60 000 PLN. Trzeba to w coś zainwestować zatem, żeby po kilku latach dało się kupić mieszkanie. A te ciągle drożeją. Należy więc zainwestować w coś, co da szybki i duży zysk. I w tym momencie pojawia się pokusa gry na giełdzie I to najczęściej w wariancie najbardziej ryzykownym. Na to właśnie czekają giełdowi cwaniacy. Gdzie taki naiwniak wchodzący na giełdę będzie szukał informacji o zyskach i grze na giełdzie? W necie oczywiście, na finansowych forach. Tam już czekają na niego pająki i snują swą niewidzialną nić. Najpier po cichu skupują za małe pieniądze akcje wybranych spólek, tak żeby nikt się nie zorientował i nie wszedł zbyt szybko. Cały czas liczą, ile akcji zmieniło właściciela (to łatwe, firmy publikują liczbę akcji imiennych i na okaziciela, a giełda podaje wyniki sprzedaży). Kiedy cena jest już dość wysoka, dalej ją nakręcają, trochę jeszcze skupując i przebąkując tu i ówdzie, że będzie dobrze. Popyt zaczyna zdecydowanie przewyższać podaż - jest coraz mniej akcji wystawianych na sprzedaż. Cena idzie zabójczo w górę. Leszczyki zaczynają brać i w tym momencie pająki wyprzedają swoje akcje, najpierw ostrożnie, wciąż zapewniając o hossie, a w pewnej chwili, gdy ryba dobrze chwyci, idą na całość. Oczywiście wartość akcji natychmiast spada na łeb na szyję i biedne leszcze zostają z nic niewartymi papierami. Tak zmoczyło wielu moich znajomych wracających z zachodniego raju. Dobrze było, jeśli stracili 20-30% , bo w porę się opamiętali. Gorzej, gdy chcieli za wszelką cenę chcieli się odkuć. Wtedy trafiali znów na niewidzialne pająki...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)