Według komentatorów podstawowym tego powodem jest odrzucenie przez Węcławskiego dogmatu chrześcijaństwa o bóstwie Jezusa.
http://wiadomosci.onet.pl/1464719,240,kioskart.html
Zamarłem, kiedy to przeczytałem. Więc to tak. Lata studiów poświęconych teologii i filozofii, służba kapłańska, praca ze studentami i na koniec konkluzja: w głupstwo wierzyłem? Ile zatem jest warte przedzieranie się przez ludzką wiedzę, te półki książek po horyzont, jeśli na końcu czeka ich odrzucenie? Faust, bohater dramatu Goethego, po przejściu podobnej drogi skorzystał z propozycji diabła. Starożytny mędrzec Sokrates, może z dumą, może z rezygnacją, oznajmił: wiem, że nic nie wiem. Były ksiądz Tomasz Węcławski wybrał drogę nowej „katechizacji”, jak rozumiem, studentów za pośrednictwem Pracowni Badań Granicznych, założonej w 2006 r. przy Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ogłosił, że uznając boski charakter osoby Jezusa, odcięliśmy się od rzeczywistego przesłania Dobrej Nowiny, którą Chrystus głosił. Według Węcławskiego zatem wiara w Jezusa-Boga pomniejsza Jego przesłanie. Przyznam, że nie bardzo pojmuję tego rodzaju rozumowanie. Nie mam zamiaru mierzyć się z byłym księdzem teologiem na argumenty, znam swoje możliwości, powiem jednak tylko, że wolę być w sprawach wiary jak dziecko, do czego wzywał Jezus Chrystus. Miłosz, którego wielu prawicowców nie znosi, powtarzał, że czyta dużo książek filozoficznych i natychmiast po przeczytaniu stara się o nich zapomnieć. Ja podobnie przez lata coś takiego praktykowałem z religiami i filozofiami. Po spotkaniu i względnym poznaniu jakiegoś nowego sposobu myślenia, z ulgą i radością wracałem do chrześcijaństwa jak do rodzinnego domu. Za każdym razem stwierdzałem to samo: chrześcijaństwo jest niezrównane, a Kościół Rzymsko-Katolicki jest jego ostoją. Może to dla niektórych zabrzmi śmiesznie emfatycznie, ale dla mnie Kościół i religia są Domem – miejscem zakorzenienia mojego istnienia i absolutnie nigdy nie zdecyduję się na porzucenie, choć jak większość jestem „letnim” katolikiem. Dla mnie taka decyzja byłaby równoznaczna z wyrzeczenieniem się Rodziny. Tomasz Węcławski popełnił moim zdaniem błąd, którego SIĘ NIE CZYNI, nie tylko zerwał z Kościołem, ale na dodatek ogłosił to publicznie i uznał, że ma więcej racji od pokoleń myślicieli chrześcijańskich! Jak mam coś takiego ocenić, jak nie gest pychy (chciałoby się dodać:szatańskiej, tak szatańskiej, bo ubranej w humanistyczną, moralizującą frazeologię: Będziemy bliżej przesłania Jezusa, kiedy Go odrzucimy jako Boga.)
Coś się dzieje w naszych czasach. Coś bardzo niedobrego. Atak jest frontalny. Niemal czuć fizyczną obecność Złego. Przypomnę, że o intensywnej działalności Szatana (osobowego zła) w naszej rzeczywistości wspominał często Jan Paweł II. Odnoszę podobne wrażenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)