Co tu dużo mówić. To jest skandal ten cyrk w wykonaniu polityków Platformy i urzędników Kancelarii Prezydenta. Rządzący dają kolejny dowód, że absolutnie nie dorośli do odpowiedzialności za państwo. Od kilku dni najwyżsi urzędnicy w państwie obrzucają się błotem, a czerwoni z satysfakcją punktują ich głupotę. Mniejsza o to, kto ma rację, tak zachowuje się smarkateria.
Chciałoby się zapytać słowami Gombrowicza: kiedy następny rozbiór Polski?, ewentualnie potraktować ten „polski sejmik" jak Piłsudski w 1926. Obawiam się jednak, że niewiele dobrego w ten sposób byśmy uzyskali.
Przy okazji tragedii pod Mirosławcem ujawniło się nasze polskie piekiełko. Nie potrafimy zachować się dojrzale i odpowiedzialnie. Po prostu. I nawet gdyby okazało się, że przyczyną zamieszania jest czyjaś zła wola, np. obcej agentury, nie ma usprawiedliwień dla głupoty i dzikich wrzasków poszczególnych polityków. Tu konieczne są zdecydowane decyzje. Natychmiastowe ujawnienie wszelkich okoliczności wypadku oraz ustalenie, czy istniały określone procedury powiadamiania i reagowania w takiej jak ta sytuacji. Jeśliby okazało się, że takie procedury nie były do tej pory ustalone, to byłby skandal podwójny, oznaczałoby to bowiem, że naszym krajem rządzą od lat zupełnie nieodpowiedzialni ludzie. Jeśli jednak takie procedury istnieją, a nie zostały zachowane, konkretne osoby muszą ponieść konsekwencje z dymisją włącznie.
Czy to, co się wydarzyło pod Mirosławcem i związane z tym zamieszanie, jest czymś wyjątkowym? Sądzę,że niestety nie. Niemieckie powiedzenie „polnische Wirtschaft" będące określeniem skrajnego bałaganu po raz kolejny znalazło swoje uzasadnienie.
Nie dziwi mnie to, że akurat w związku z wojskiem ujawniają się chaos i niekompetencja panujące w Polsce. To trwa od lat. W latach osiemdziesiątych służyłem w wojsku i mogłem z bliska przyjrzeć się, jak funkcjonuje polskie wojsko. Podam przykład. Dowódca mojego batalionu postanowił kiedyś przećwiczyć alarm bojowy. Dzień wcześniej wszystkie osoby funkcyjne otrzymały pisemne instrukcje właściwe do zakresu obowiązków. W instrukcji zawarte było wszystko, co należało minuta po minucie wykonać. Żadnych wątpliwości, niedomówień. Jednak podczas odprawy-apelu okazało się, że jest kłopot: w obecności żołnierzy całego batalionu (to około dwustu ludzi) dowództwo zaczęło się kłócić o to, jak ma przebiegać alarm. „Najmundrzejszy" był oczywiście serżant - szef batalionu. Przepychanki trwały przeszło godzinę, a my zwykli żołnierze przyglądaliśmy się tym scenom z zażenowaniem i znudzeniem. Po tym wydarzeniu ostatecznie wyrobiłem sobie opinię o wojsku - ruja i poróbstwo. Wojsko stało się dla mnie synonimem socjalistycznej głupoty. Po upadku komuny myślałem, że to się skończyło, niestety nie ma tak dobrze. Jakieś dwa lata temu znajomy dziennikarz z lokalnej gazety powiedział mi, że były poligon w Okonku (północna Wielkopolska) rozminowywany jest przez żołnierzy z Czarnego. Niby nic dziwnego, trzeba przecież oczyścić teren przed przekazaniem go Lasom Państwowym. Jednak mnie i mojego kolegę dziennikarza zdumiało to, że codziennie koło godziny dziesiątej rano przez Okonek przejeżdżają dwa, trzy samochody z saperami i już koło trzynastej widać, jak wracają. Dziennie pokonują w dwie strony jakieś osiemdziesiąt kilometrów. I tak ma być przez kilka następnych lat. Kiedy to usłyszałem (i raz osobiście zobaczyłem), zastanowiłem się, czy nie powiadomić ministra ON, a był nim wtedy Radosław Sikorski, ale pomyślałem, że to zawracanie Wisły kijem. Na „polnische Wirtschaft" nie ma mocnych.
* zdjęcia wykonałem na zlocie militarnym w Gorodku (Kłomino), dawne wojskowe miasto sowieckie





Komentarze
Pokaż komentarze (2)