Z badań wynika, że 85 % Polaków popiera obecność Polski w UE. Politycy PiSu wyprowadzają z tego wniosek, że poparcie to przełożyłoby się w przypadku przeprowadzenia referendum na głosowanie za Traktatem. Inaczej mówiąc, referendum w tej sprawie nie będzie po myśli przeciwników Unii. Ewentualna kampania „informacyjna” z pewnością miałaby charakter walki propagandowej, a nie merytorycznej dyskusji.
Zatem korzyści z referendum brak, natomiast straty PiSu niewątpliwie wystąpią, jeśli PiS o referendum nie wystąpi. Przeciwnicy Traktatu i samej Unii prawdopodobnie nie uznają argumentacji PiSu i mogą odwrócić się od tej partii. Politycy PiSu zdają sobie z tego sprawę, stąd m.in. brak jasnego, oficjalnego stanowiska. Na ten między innymi temat trwa w PiSie dyskusja.
Generalnie PiS jest zdania, że referendum przyklepałoby Traktat i zamknęło drogę prawną do ewentualnych możliwych ograniczeń stosowania Traktatu w Polsce. Co to znaczy ograniczeń? Otóż politycy PiSu uważają, że znacznie więcej można osiągnąć dla Polski w drodze debaty sejmowej i prac nad aktem prawnym w sejmie, niżeli poprzez referendum. Formuła prawna przyjęcia Traktatu przez polski parlament może w jakimś stopniu zawęzić interpretację Traktatu niekorzystną dla Polski. Po prostu sejm zdaniem PiSu jest w stanie przyjąć Traktat w taki sposób, by nie można go było traktować jako ewidentnego kagańca na polską państwowość, polską suwerenność. Tej możliwości brak w przypadku referendum. PiS wychodzi z założenia, że możliwe są rozwiązania prawne korzystne dla Polski, ponieważ nie da się w obecnym sejmie przegłosować przyjęcia Traktatu bez poparcia PiSu.
I ostatni argument za drogą parlamentarną: ta droga jest (może być) długa.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)