Platforma zdecydowała się dziś zawiesić obrady sejmu do wtorku, licząc na zmiękczenie stanowiska PiSu, albo pozyskanie kilku posłów tego ugrupowania niezbędnych do zapewnienia większości zdolnej skutecznie przegłosować ustawę ratyfikacyjną. Jak powiedział poseł Chlebowski z PO: „...sytuacja jest naprawdę poważna (...) moglibyśmy nie mieć wystarczającej większości parlamentarnej".
Wydaje się, że PiS nie odstąpi od preambuły w zaproponowanym kształcie, bo z czego mógłby zrezygnować? Z zapisu o suwerenności, z procedury wprowadzania ewentualnych zmian w przyszłości (prezydent+sejm+senat+rząd)? Z możliwości wyjścia z UE w przypadku takiej woli Narodu? No, może od tego trzeciego mógłby PiS odstąpić, bowiem niektórzy twierdzą, że w Traktacie jest zapis na temat możliwości wyjścia (tylko, czy są ustalone procedury?). Jednak nawet tego rodzaju kompromis ze strony PiSu niczego nie zmieni, bowiem zarówno Platforma jak i LiD chcą czego innego.
Zamysłem twórców Unii i ich akolitów jest doprowadzenie do powstania nowego tworu o charakterze quasi-państwowym, a nie luźny związek polityczno-gospodarczo-kulturalny. Na drodze do tego celu stoją państwa narodowe i instytucje religijne, zwłaszcza Kościół Katolicki. Nowe państwo stanie się realnym bytem tylko wtedy, gdy będzie miało kontrolę nad swoimi obywatelami, a to stanie się jedynie wówczas, gdy zneutralizowane zostaną (a najlepiej unicestwione) konkurencyjne ośrodki władzy i idei, czyli niezależne instytucje polityczne i religijne.
Sytuacja jest więc patowa, póki co. Platforma i LiD straszą przeprowadzeniem referendum, ale chyba nie są do końca pewne, co może się stać w przypadku jego rozpisania. Wprawdzie liberałowie i postkomuniści grożą dopisaniem wówczas pytania o Kartę Praw Podstawowych, ale... znowu ale. Kto wie, co może się zdarzyć? A jak się ludziska w końcu połapią, co się szykuje i powiedzą: veto? To dopiero byłaby plama! I koniec rojeń o europejskim państwie. Kto weźmie za to odpowiedzialność? Tusk? :) Co powiedzą mędrcy w Brukseli, którzy wszak ustalili, że referendum nie nada diełat, bo się może sypnąć. Zrobimy w Polsce, może nawet udane, to zażądają w innych krajach i różnie mogą się sprawy potoczyć. Czyli referendum raczej nie. Co zatem w zamian?
Na wprowadzenie pisowskiej preambuły w formie uchwały, a nie części ustawy PiS też nie pójdzie, bo to próżna kosmetyka. Zatem chyba tylko przeciąganie pojedynczych posłów PiSu pozostaje. A będzie na pewno w tej sprawie dyscyplina glosowania. Słyszę też zapewnienia polityków Prawa i Sprawiedliwości, że nie da się nikogo przeciągnąć, bo posłowie PiSu są to ludzie patriotyczni. I tak jest, sądzę. Więcej powiem, nie zdziwiłbym się, gdyby niektórzy posłowie Platformy, LiDu, albo PSLu zagłosowali za ustawą z preambułą, umknęli przed głosowaniem, albo się wstrzymali.
Mają zatem zwolennicy państwa Unia Europejska trudny orzech do zgryzienia i jedyne, co przychodzi mi do głowy to to, że Platforma może dążyć do ogłoszenia nowych wyborów z nadzieją, że wyłoni się skrytalizowana większość prounijna. Tylko, czy poszczególni beneficjenci zaryzykują w tej chwili taki wariant? PO chyba najszybciej by na to poszła. PSL kto wie? SLD, SDPL, UW nie są raczej do tego gotowe, poza tym mogą mieć obawy, że Platforma całkowicie ich zmiecie. PiS w nowe wybory nie wejdzie, przynajmniej nie w tej chwili, choć znowu: nigdy nic nie wiadomo. W razie nowej kampanii PiS musiałby ostro grać kartą ratyfikacyjną, by resztówki elpeerowskie, samoobronne i upeerowskie nie wzięły radykalnego elektoratu. To jednak mogłoby zaszkodzić pozycji PiSu w centrum. Trzeba by zatem mówić jak Wałęsa: jesteśmy za, a nawet przeciw. Co z takiej kampanii by się w nowym parlamencie wyłoniło? Jeszcze bardziej monolityczne dwa olbrzymie bloki bez chyba żadnych przystawek. Może więc jednak PiS za? Bo Platforma raczej na bank. PSL, jakby został wzięty na platformę Platformy, może też by na to poszedł, lecz ceną byłby uwiąd struktur peeselowskich. Czy nie za duża cena za przetrwanie?
Pat, pat, pat.
Mogą niektórzy przypuszczać, że Prawo i Sprawiedliwość prowadzi w tej chwili pozorowaną walkę o suwerenność i za odpowiednią cenę ulegnie, zgodzi się na przykład na preambułę w formie uchwały, albo pójdzie na takie jej zmiękczenie, że straci ona w zasadzie na znaczeniu. Wątpię w taką możliwość z prostej przyczyny: cofnięcie się teraz PiSu, rezygnacja z walki o suwerenność polskiego państwa, oznaczałaby rozpad PiSu, radykalne zmiany w kierownictwie i niestety odejście znaczącej części elektoratu. Jarosław Kaczyński potrafi analizować sytuację i na pewno głowy nie stracił. Poza tym tu chodzi o imponderabilia, tu cofnąć się nie można, bo przestaje się być polskim politykiem.
Wiem, że we wszystkich partiach już kalkulowano, jak wskoczyć do wielkiej europejskiej polityki w razie powstania państwa UE. Na pewno nadal takie przymiarki mają miejsce. Jednym pachną diety w euro, podróże, salony i adiekałony. Innym się marzy kierowanie mocarstwem o nazwie Europa. Jeszcze inni uważają, że to rzecz nieuchronna i trzeba się ustawić, by nie rozjechał nas walec historii. Na szczęście znajdują się od czasu do czasu tacy jak my – blogerzy salonu, którzy wołają: nie pozwalam i tryby dziejów zaczynają zgrzytać, a machina zmienia kierunek. Tak trzymać.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)