Napisałem we wczorajszej notce, że niewykluczone są nowe wybory w przypadku braku porozumienia w sprawie ratyfikacji Traktatu unijnego. Zdaje się, że jest do tego coraz bliżej.
Dziś odbyło się w sejmie spotkanie przedstawicieli klubów z wyłączeniem PiSu, który odmówił udziału w spotkaniu w tym składzie i w dyskusji nad uchwałą-preambułą. Kluby zdecydowały (SLD się wyłączył, więc de facto za uchwałą jest tylko PO i PSL), że ostatecznym kompromisem ze strony partii UE jest preambuła w formie uchwały. Na to PiS oczywiście nie pójdzie, bowiem uchwała nie ma mocy prawnej, nie jest prawnie wiążąca. Mariusz Kamiński z PiS zaproponował PO spotkanie bez udziału SLD, jednak Chlebowski oświadczył, że do żadnych rozmów z PiSem już nie dojdzie, a propozycja uchwały-preambuły jest ostateczna. Być może środowiska sprzyjające powstaniu państwa unijnego zakładają, że czas im sprzyja, że rozmiękczą PiS. Moim zdaniem zachodzi coś odwrotnego. Zaplecze PiSu się radykalizuje. Nadszedł moment, gdy coraz więcej osób zaczyna rozumieć, co się święci i że brak sprzeciwu rozpocznie likwidację naszej odrębności państwowej. Każdy kolejny dzień będzie więc powodował natężenie konfliktu, zamiast wyciszenia. Niezgoda Platformy na wpisanie pisowskiej, "mało znaczącej" preambuły, daje poważne powody do podejrzeń, że obawy przed Traktatem są uzasadnione.
Co dalej?
PiS się nie cofnie, choć Kaczyńscy może by nawet na to poszli. Jest jednak ogromna presja dołów PiSu, elektoratu i znaczącej części posłów na stanowcze bronienie suwerenności państwa polskiego. Dla środowisk patriotycznych bezwarunkowe zatwierdzenie Traktatu jest równoznaczne ze zdradą Polski.
Niektórzy twierdzą (np. galopujący major), że preambuła nawet jako część ustawy nie ma znaczenia prawnego. Gdyby tak rzeczywiście było, Partia UE nie histeryzowałaby.
Referendum też nie będzie, unijna góra się nie zgodzi, bo to zbyt ryzykowne i mogłoby się rozlać na inne kraje.
Pozostaje wyłuskiwanie posłów z Prawa i Sprawiedliwośći lub nowe wybory.
Stawiam na wybory.
P.S. Dodaję, jeden z moich komentarzy do notki.
Wiem, że sugerowanie wyborów dziś jest karkołomnym rozumowaniem
Przedstawię zatem jeszcze bardziej "absurdalny" tok myślenia.
Czy Kaczyńscy zgodziliby się na ustawę ratyfikacyjną bez preambuły? Tak, ale pod pewnymi warunkami.
1. Zmiana premiera (Tusk nadmieniał o tym półgębkiem jakieś dwa tygodnie temu).
2. Wyeliminowanie z pierwszego szeregu Platformy takich polityków jak Niesoł. Zauważmy, że Krwawa Julia już zniknęła.
3. Dojście do realnej władzy polityków pokroju Gowina (ostatnio politycy PiSu nadmieniają, że dużo się w Platformie dzieje i warto poczekać na wynik przetasowań).
4. Radykalna przebudowa układu władzy (warunek niekonieczny ale pożądany), np. z Rokitą jako premierem i ludźmi PiSu w rządzie.
5. Porozumienie w sprawie polityki zagranicznej, w szczególności dotyczącej naszego funkcjonowania w Unii, tarczy antyrakietowej, dywersyfikacji pozyskiwania surowców energetycznych, mediów publicznych, prywatyzacji i reprywatyzacji oraz zmian w Konstytucji. Platforma rónież czegoś by żądała, np. zmian w ordynacji, reformy finansów publicznych, wyeliminowania z mediów elpeerowców i samoobronnych, ograniczenia kompetencji prezydenta i niewetowanie ustaw.
Chyba jednak czołówka PO jest niezdolna do takiego rozwiązania, a opozycja w Platformie jest dziś za słaba. Choć kto wie?


Komentarze
Pokaż komentarze (70)