Kisiel Kisiel
218
BLOG

Dla zdrajców jest dno piekła. A dla zagubionych? Uwagi do tekstu

Kisiel Kisiel Polityka Obserwuj notkę 24
Aleksander Wat – komunista, antykomunista, poeta


Aleksander Wat, o którym pisze w przywołanym przez FYMa fragmencie wspomnień Jan Kott, po aresztowaniu spędził kilka lat w sowieckich więzieniach. Ten żarliwy w okresie międzywojennym komunista, na którego Miesięczniku Literackim wychowała się niemal cała wierchuszka polskich komunistów, w komunistycznym więzieniu odmówił przyjęcia sowieckiego paszportu. I chociaż zarówno po 39 r. we Lwowie jak i w Polsce powojennej kolaborował gdzieś do początku lat pięćdziesiątych z czerwonymi, to po latach spędzonych w sowieckim „raju” nie miał najmniejszych złudzeń, czym jest komunizm. Swój opór przypłacił apopleksją i trwającym wiele lat cierpieniem. Stało się to po zebraniu, na którym Jerzy Putrament, ówczesny politruk od literatury, zrugał publicznie Wata.


Po latach Wat wspominał, że w więzieniu recytował często w myślach frazy łacińskich pieśni i wierszy religijnych, które stawały się swego rodzaju inkantacjami zaklinającymi ponurą rzeczywistość. Oprócz tego, on – ateista, czytał w Sowietach regularnie książeczkę Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Religijne medytacje przydawały temu ateuszowi sił i pozwoliły przetrwać na nieludzkiej ziemi sowieckiego komunizmu.


I jeszcze jedna uwaga dotycząca Wata. Otóż rzeczą charakterystyczną było to, że Wat w okresie swego młodzieńczego komunizowania milczał jako poeta. Po latach oceniał ten okres życia jako zdradę samego siebie i poezji.


Jan Kott – komunistyczny politruk, szekspirolog


Jan Józef Szczepański – ostatni prezes rozwiązanego w stanie wojennym przez Jaruzelskiego Związku Literatów Polskich opowiedział kiedyś następującą anegdotę z czasów postalinowskiej odwilży. Na jedno z zebrań pisarzy partyjnych Oddziału Warszawskiego ZLP przyszli również twórcy nienależący do partii, ponieważ oczekiwano, że zostaną ogłoszone jakieś ważne decyzje. Kiedy za stołem prezydialnym usiadł Adam Ważyk, w okresie stalinowskim jeden z komunistycznych nadzorców literatury, gdzieś z głębi sali rozległ się przenikliwy krzyk: zabierzcie go, to jest morderca literatury polskiej! Okazało się, że to krzyczy Wojciech Żukrowski. Na afront Żukrowskiego Ważyk odpowiedział pięknym za nadobne: no, no Wojtek, zdaje się, że ty też coś masz na sumieniu (Żukrowski jak wielu popełnił jakiegoś produkcyjniaka w rodzaju – Traktory idą nocą). Żukrowski na to: tak, napisałem, bo Kott mi kazał. Wywołany do odpowiedzi Jan Kott stwierdził krótko: wszystkim kazałem, ale tylko durnie dali się namówić.

Tak mniej więcej zachowywała się polska inteligencja w czasie peerelu. Dla bułeczki z masłem, dla sławy, dla wygody... słowem z niskich pobudek służono czemuś, w co nie wierzono. Mam na myśli inteligencję z pokolenia przedwojennego, nie „pryszczatych”.

Warto również pamiętać dla równowagi, że Kott w 1964 r. podpisał słynny list przeciwko cenzurze, a w 1966 wyjechał do Stanow Zjednoczonych, gdzie został wykładowcą Yale i Berkeley. W 1968 r. peerelowskie władze pozbawiły go tytułu profesora. Kott uchodzi za jednego z najwybitniejszych znawców Szekspira.

Natomiast oskarżyciel politruka Ważyka – Wojciech Żukrowski został po latach obrońcą stanu wojennego i piewcą Jaruzelskiego.


Byli przyjaciele Boga


W “Boskiej komedii” Dantego wędrówka po zaświatach rozpoczyna się w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek (o właśnie w tej chwili) i trwa do niedzieli. Zdrada i przemoc – synonimy Lęku, zapanowały nad światem. W ten to czas, gdy “ciemności kryją ziemię”, Dante rusza w zaświaty na poszukiwanie sensu. Nie będę streszczał jego wędrówki przez Piekło, Czyściec i Niebo, zwrócę tylko uwagę na niezwykłe ukształtowanie przestrzeni w dziele Dantego. Otóż w ostatnim, dziewiątym kręgu piekielnym, gdzie wraz z najsłynniejszymi zdrajcami – Judaszem, Brutusem i Kasjuszem spoczywa wbity w lód Lucyfer, znajduje się przejście do świata prowadzącego ku Niebu. Piekło i Niebo dzieli tak niewiele, cienka błona zaledwie, a jednocześnie są to zupełnie odmienne światy. Najgłębszy krąg piekielny zajmują ci, którzy niegdyś mienili się przyjaciółmi Boga – archanioł Lucyfer (z hebr. “niosący światło” Jahweh) i Judasz – jeden z uczniów Chrystusa.


Herbertowskie inkantacje


zdradzi nas wszechświat astronomia

rachunek gwiazd i mądrość traw

i Twoja wielkość zbyt ogromna

i mój bezradny Marku płacz


Do Marka Aurelego”


Panie


dlaczego

życie moje

nie było jak kręgi na wodzie

obudzonym w nieskończonych głębiach

początkiem który rośnie

układa się w słoje stopnie fałdy

by skonać spokojnie

u twoich nieodgadnionych kolan


Brewiarz”

 


Kisiel
O mnie Kisiel

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB Zwolennikom Platformy i Komorowskiego Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem: na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna, czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.   Tadeusz Borowski Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady." Paul Ricoeur "Państwo i przemoc" kontakt: okolice@o2.pl   Discover the playlist Asa with Asa NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka