Aleksander Wat, o którym pisze w przywołanym przez FYMa fragmencie wspomnień Jan Kott, po aresztowaniu spędził kilka lat w sowieckich więzieniach. Ten żarliwy w okresie międzywojennym komunista, na którego Miesięczniku Literackim wychowała się niemal cała wierchuszka polskich komunistów, w komunistycznym więzieniu odmówił przyjęcia sowieckiego paszportu. I chociaż zarówno po 39 r. we Lwowie jak i w Polsce powojennej kolaborował gdzieś do początku lat pięćdziesiątych z czerwonymi, to po latach spędzonych w sowieckim „raju” nie miał najmniejszych złudzeń, czym jest komunizm. Swój opór przypłacił apopleksją i trwającym wiele lat cierpieniem. Stało się to po zebraniu, na którym Jerzy Putrament, ówczesny politruk od literatury, zrugał publicznie Wata.
Po latach Wat wspominał, że w więzieniu recytował często w myślach frazy łacińskich pieśni i wierszy religijnych, które stawały się swego rodzaju inkantacjami zaklinającymi ponurą rzeczywistość. Oprócz tego, on – ateista, czytał w Sowietach regularnie książeczkę Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Religijne medytacje przydawały temu ateuszowi sił i pozwoliły przetrwać na nieludzkiej ziemi sowieckiego komunizmu.
I jeszcze jedna uwaga dotycząca Wata. Otóż rzeczą charakterystyczną było to, że Wat w okresie swego młodzieńczego komunizowania milczał jako poeta. Po latach oceniał ten okres życia jako zdradę samego siebie i poezji.
Jan Kott – komunistyczny politruk, szekspirolog
Jan Józef Szczepański – ostatni prezes rozwiązanego w stanie wojennym przez Jaruzelskiego Związku Literatów Polskich opowiedział kiedyś następującą anegdotę z czasów postalinowskiej odwilży. Na jedno z zebrań pisarzy partyjnych Oddziału Warszawskiego ZLP przyszli również twórcy nienależący do partii, ponieważ oczekiwano, że zostaną ogłoszone jakieś ważne decyzje. Kiedy za stołem prezydialnym usiadł Adam Ważyk, w okresie stalinowskim jeden z komunistycznych nadzorców literatury, gdzieś z głębi sali rozległ się przenikliwy krzyk: zabierzcie go, to jest morderca literatury polskiej! Okazało się, że to krzyczy Wojciech Żukrowski. Na afront Żukrowskiego Ważyk odpowiedział pięknym za nadobne: no, no Wojtek, zdaje się, że ty też coś masz na sumieniu (Żukrowski jak wielu popełnił jakiegoś produkcyjniaka w rodzaju – Traktory idą nocą). Żukrowski na to: tak, napisałem, bo Kott mi kazał. Wywołany do odpowiedzi Jan Kott stwierdził krótko: wszystkim kazałem, ale tylko durnie dali się namówić.
Tak mniej więcej zachowywała się polska inteligencja w czasie peerelu. Dla bułeczki z masłem, dla sławy, dla wygody... słowem z niskich pobudek służono czemuś, w co nie wierzono. Mam na myśli inteligencję z pokolenia przedwojennego, nie „pryszczatych”.
Warto również pamiętać dla równowagi, że Kott w 1964 r. podpisał słynny list przeciwko cenzurze, a w 1966 wyjechał do Stanow Zjednoczonych, gdzie został wykładowcą Yale i Berkeley. W 1968 r. peerelowskie władze pozbawiły go tytułu profesora. Kott uchodzi za jednego z najwybitniejszych znawców Szekspira.
Natomiast oskarżyciel politruka Ważyka – Wojciech Żukrowski został po latach obrońcą stanu wojennego i piewcą Jaruzelskiego.
Byli przyjaciele Boga
W “Boskiej komedii” Dantego wędrówka po zaświatach rozpoczyna się w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek (o właśnie w tej chwili) i trwa do niedzieli. Zdrada i przemoc – synonimy Lęku, zapanowały nad światem. W ten to czas, gdy “ciemności kryją ziemię”, Dante rusza w zaświaty na poszukiwanie sensu. Nie będę streszczał jego wędrówki przez Piekło, Czyściec i Niebo, zwrócę tylko uwagę na niezwykłe ukształtowanie przestrzeni w dziele Dantego. Otóż w ostatnim, dziewiątym kręgu piekielnym, gdzie wraz z najsłynniejszymi zdrajcami – Judaszem, Brutusem i Kasjuszem spoczywa wbity w lód Lucyfer, znajduje się przejście do świata prowadzącego ku Niebu. Piekło i Niebo dzieli tak niewiele, cienka błona zaledwie, a jednocześnie są to zupełnie odmienne światy. Najgłębszy krąg piekielny zajmują ci, którzy niegdyś mienili się przyjaciółmi Boga – archanioł Lucyfer (z hebr. “niosący światło” Jahweh) i Judasz – jeden z uczniów Chrystusa.
Herbertowskie inkantacje
zdradzi nas wszechświat astronomia
rachunek gwiazd i mądrość traw
i Twoja wielkość zbyt ogromna
i mój bezradny Marku płacz
“Do Marka Aurelego”
Panie
dlaczego
życie moje
nie było jak kręgi na wodzie
obudzonym w nieskończonych głębiach
początkiem który rośnie
układa się w słoje stopnie fałdy
by skonać spokojnie
u twoich nieodgadnionych kolan
“Brewiarz”


Komentarze
Pokaż komentarze (24)