Od wielu lat czuję, jak krąży.
Uśmiecha się, zaprasza, proponuje. Bratem chciałby mi być.
Niekiedy widzę jego czarny cień w ciemnym rogu pokoju. Kątem oka dostrzegam, jak przemyka bezszelestnie, jak czujnie obserwuje każdy mój gest, każde zawahanie. Wiem, że czeka na moment, gdy będzie mógł uderzyć i szyderczo się zaśmiać.
Widuję go w snach i na ekranie telewizora. Był już boginią Kali przemieniającą się w dziką świnię, katechetą wyfruwającym z klasy przez rozbite weneckie okno, ma twarz osoby znanej z pierwszych stron gazet.
Wydaje się to niemożliwe, ale kilku osobom udało się go sportretować. Jeden z tych nieszczęśliwców – Francis Bacon, zawsze się zdumiewał, że istnieje ktoś, kto chce patrzeć na jego twarz.
http://wiadomosci.onet.pl/1719974,11,item.html
(Nie jest to notka do działu kultury bynajmniej.)



Komentarze
Pokaż komentarze (5)