Ludwik Dorn zachował się w salonie24 tak samo jak paru innych polityków przed nim – zanęcił i czeka. Może się doczeka, przypuszczam jednak, że nie tego, na co oczekuje. A czego oczekuje Ludwik Dorn?
Pozornie wydaje się, że dyskusji nad przyszłością Prawa i Sprawiedliwości, otwartej i szczerej do bólu debaty. Tak naprawdę jednak powody wejścia na salon24 są chyba zupełnie inne.
Ludwik Dorn jest politykiem wyautowanym. W PiSie praktycznie nie istnieje. Miejsce starego “zakonu” zajmują młodzi. Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości powołał niedawno zespół programowy, wokół Prezesa ukonstytuowała się nowa grupa współpracowników. Rzeczywistość nie znosi próżni, a nieobecni nie mają racji. Ludwik Dorn poniekąd sam się wykluczył podobnie jak paru innych polityków PiSu, wchodząc w publiczny konflikt z założycielem i szefem Prawa i Sprawiedliwości, który nauczony doświadczeniem (czytaj: licznymi wcześniejszymi zdradami i obsunięciami współpracowników), tak skonstruował statut PiSu, by niemożliwe było zgodne z prawem rozbijanie partii. Teraz Dorn, który już zdążył przyzwyczaić się do bycia znaczącym politykiem, miota się bezradnie.
Jak postrzegam obecne zachowanie posła Dorna ja – zwolennik prawicy?
Dla wielu z nas Ludwik Dorn był przez lata przedstawicielem lepszej części polskiej inteligencji, która ryzykowała karierą i spokojnym życiem dla wartości takich jak prawda, wolność i uczciwość. Przyznam jednak, że bywało, iż męczyła mnie w wypowiedziach pana Dorna jakaś niezborność i brak czegoś, co można by nazwać dojrzałością, wyważeniem, głębią. Często mialem wrażenie, że Dorn wypada jakoś niepoważnie. Odpuszczałem to sobie jednak, bowiem “sprawa” była ważniejsza.
Dziś, z perspektywy czasu, możemy pokusić się również o jakieś konstatacje na temat tego, czy Ludwik Dorn sprostał roli, gdy objął ster rządów.
Być może osiągnięcia byłego ministra i wicepremiera Dorna są poważne, ale w pamięci zbiorowej (zapewne w znacznym stopniu sterowanej medialnie, trzeba się było jednak nie wystawiać) pozostało: nowa żona od body painting, wieśmaki Surmacza, lekarze w kamaszach, liczne rozjazdy, wykwintne potrawy z ministerialnej kuchni, wykształciuchy i rezydent sejmu/ministerstwa Saba. Słowem, obraz mało pozytywny sybaryty i jego otoczenia, lubiącego uroki życia i ponadto nieco zadufanego. Lub inaczej: człowieka, który po latach marginalizowania, odreagowuje w nieciekawym stylu. Do tego doszło posądzenie o kontakty z postacią kojarzącą się jak najgorzej, czyli z Henrykiem Stokłosą. To ostatnie stało się przynajmniej dla mnie powodem największego rozczarowania postawą Ludwika Dorna. Kiedy w urbanowym Nie opublikowano plotkę jakoby minister spraw wewnętrznych Dorn był latem 2006 r. w gościnie u Stokłosy, liczyłem na zdecydowaną reakcję wicepremiera polegającą nie tylko na odcięciu się od takich posądzeń, ale też na zmuszeniu Nie do odszczekania haniebnego pomówienia. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Kiedy powiedziałem jednemu z działaczy PiS regionalnego szczebla, że oczekuję stanowczej odpowiedzi na takie publiczne kalumnie, reakcją były wytrzeszczone ze zdumienia oczy działacza i retoryczne pytanie: czy oczekuję zmuszenia wicepremiera do skierowania sprawy do sądu przeciwko Urbanowi. Odrzekłem na to, że i owszem tego wlaśnie oczekuję, a właściwym przykładem jest sprawa, którą swego czasu wytoczył Urbanowi Jarosław Kaczyński. Przypomnę, że Urban musiał odwołać oszczerstwa.
Na właściwą, stanowczą reakcję Ludwika Dorna czekam już przeszło rok. Po drodze były publiczne swary z premierem, m.in. słanie i ogłaszanie pism, które ukazywały poziom emocji nie przystający politykowi tej rangi (w każdym razie nie do przyjęcia jest ich upublicznianie). Chyba w styczniu tego roku, kiedy zatrzymano Stokłosę, Ludwik Dorn oświadczył co prawda w sejmie, że liczy na wyjaśnienie sprawy pomówień kierowanych pod jego adresem. Jednak tylko tyle. Moim zdaniem znacznie łatwiej i skuteczniej byłoby oczyścić się, uwiarygodnić, kierując do sądu pozew przeciwko Nie o zniesławienie.
http://www.nie.com.pl/art8574.htm
http://www.policyjnyserwisinformacyjny.fora.pl/policja-v-rp,3/lutek,4411.html
Olek i Mietek na pewno byli u Henia




Komentarze
Pokaż komentarze (6)