Historia pierwsza
Opowiadała mi kiedyś znajoma Niemka z mojej mieściny, jak Niemcy potraktowali swych żydowskich sąsiadów po dojściu Hitlera do władzy w położonym wówczas w Trzeciej Rzeszy Złotowie (Flatow) i okolicy.
Było to pewnej listopadowej nocy 1938 r. Moja znajoma Niemka mieszkała wtedy z rodzicami w gospodarstwie niedaleko miasteczka Krajenka. Wspomnianej nocy wyszła z mamą i siostrą w pole i obserwowały łuny pożarów na horyzoncie. Płonęly synagogi.
Jakiś czas potem siostra mojej znajomej widziała złotowskich Żydów gnanych przez Niemców ulicami miasta. Widziała też plądrowanie żydowskich mieszkań i wyrzucany przez okna dobytek żydowskich sąsiadów. Najbardziej jednak wstrząsnęła nią scena topienia przez niemiecką tłuszczę starego, brodatego Żyda w rzeczce łączącej miejskie jeziora. Był to handlarz bydła, z którym robił interesy jej ojciec. Żyd był według niej uczciwym, przyzwoitym człowiekiem. Tłum Niemców – mężczyźni, kobiety, wyrostki – zdarł z szyderczym śmiechem ubranie ze starca i dokonał kaźni.
Wielką krzywdę wyrządziliśmy – my Niemcy, Żydom – podsumowała swą opowieść moja znajoma.
Mam pierwsze pytanie w związku z tym. Czy Niemcom, którzy zrabowali swym żydowskim sąsiadom mienie, mieszkania, domy, sklepy, warsztaty, też należy się dziś od nas Polaków odszkodowanie?
Historia druga
W latach siedemdziesiątych byłem uczniem Technikum Leśnego pod Słupskiem. Miałem w klasie kolegę z Bytowa, którego cała rodzina wyjechała wtedy do Niemiec. W Polsce został tylko on i pytał mnie ze łzami w oczach, co ma robić. Nie chciał wyjeżdżać, w ogóle nie czuł się Niemcem, poza tym nosił polskie nazwisko. Jego kuzyni i znajomi słali mu kartki i listy ze zdjęciami swoich fur i chwalili się kasą. Widziałem, że motywacja ich wyjazdu była jedna – finansowa.
Moje drugie pytanie. Czy ludziom, którzy porzucają swój heimat z powodów materialnych, należy się jakiekolwiek odszkodowanie? Ich według mojej wiedzy nikt nie wyrzucał.
http://wiadomosci.onet.pl/1732748,12,item.html


Komentarze
Pokaż komentarze (32)