Dla celów dokumentacyjnych wklejam dwa teksty. Pierwszy to "list otwarty byłych żołnierzy służb specjalnych" krążący w sieci, drugi to wywiad z Piotrem Walerychem, ekspertem komisji likwidacyjnej WSI.
List otwarty byłych żołnierzy wojskowych służb specjalnych
My, byli żołnierze wojskowych służb specjalnych wyrażamy stanowczy protest przeciwko nieobiektywnym, w większości kłamliwym i niewiarygodnym informacjom i ocenom zawartym w raporcie Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI). Wynika z nich wyraźnie, że raport ma charakter polityczny i że jego głównym celem było udowodnienie, iż Polską przez cały czas III RP rządził układ z wszechmocnymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, które decydowały o tym co się dzieje w polityce, gospodarce i mediach. Miał on udowodnić, że likwidacja WSI do 30 września 2006 r. była nie tylko celowa, ale wręcz konieczna.
Samo ogłoszenie raportu weryfikacyjnego WSI w dniu 16 lutego br. zostało poprzedzone licznymi przeciekami z niego tajnych informacji do mediów. Podobnemu celowi miały służyć, uzupełniające je, bardzo ostre i zdecydowane wypowiedzi koordynatora służb specjalnych Pana Zbigniewa Wassermanna, przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej i zarazem szefa nowej Służby Kontrwywiadu Wojskowego - Pana Antoniego Macierewicza oraz różnych rzekomych teoretyków i ekspertów służb specjalnych, czy wybranych dziennikarzy. Sugerowały one, że WSI jako struktura mafijna zagrażały bezpieczeństwu i demokracji państwa, że były służbami nieprofesjonalnymi i hermetycznymi, które same stawiały sobie zadania i nie poddawały się żadnej kontroli. Rzekomo były też sowiecką ekspozyturą i dążyły do zawładnięcia życiem kraju we wszystkich ważnych dziedzinach.
Opracowany w podobnym duchu raport generalnie nie potwierdza stawianych WSI zarzutów. W celu ich jednak maksymalnego udramatyzowania i zwiększenia ostrości zagrożeń, sięga głęboko poza ustalone ramy - do czasów PRL. Autorzy raportu, po roku buszowania w aktach i dokumentach WSI, maksymalnym wykorzystaniu właściwie wymuszonych zeznań weryfikowanych oficerów tych służb (pozytywnie zweryfikowani mieli być tylko ci, którzy przyznają się do przestępstw lub ujawnią innych) raczej nie znajdowali przekonywających dowodów na patologię lub niezgodne z prawem działania WSI.
W celu osiągnięcia zakładanych celów autorzy raportu powszechnie i beztrosko naruszali ustawę o ochronie tajemnicy państwowej i upowszechniali informacje ważne dla obronności państwa. W sumie raport o likwidacji WSI został oparty na poszlakach, do których dołączono fantazyjne i niesprawdzone informacje.
Dlatego, zanim spróbujemy ustosunkować się do najpoważniejszych zarzutów, należy podać nieco ogólnych danych o WSI, czym one były, czym się zajmowały i w jakich warunkach działały. Bez tego trudno będzie ocenić je obiektywnie.
Jak wiadomo, Wojskowe Służby Informacyjne powstały w sierpniu 1991 r. na bazie Zarządu II Sztabu Generalnego WP i części Wojskowej Służby Wewnętrznej w celu dostosowania ich struktury do istniejących w państwach NATO, a także w nawiązaniu do tradycji przedwojennej "dwójki". Ponadto, chodziło tutaj o większą operatywność połączonych służb oraz niższe koszty utrzymania, ze względu na wspólne jednostki zabezpieczenia technicznego i logistycznego. Natomiast w celu odcięcia się od powojennej skompromitowanej Informacji Wojskowej, zostały one pozbawione pionu śledczego, przyjmując tym samym charakter czysto operacyjny. Podstawą ich działania były ustawy o obowiązku służby wojskowej i UOP, o obronności i bezpieczeństwie państwa oraz rozkazy ministra obrony. Zadania realizowały jako wojskowe służby specjalne wolnego i niepodległego państwa - III RP.
Choć od samego początku miały wielu przeciwników, z dużym zaangażowaniem realizowały skutecznie, mimo skromnych możliwości, ważne dla Polski zadania. Tak to przynajmniej oceniali nasi nowi sojusznicy. Wykonywały je w trudnym okresie transformacji ustrojowej, jednak zawsze jako służba państwowa, niezależnie od opcji politycznej aktualnie sprawującej władzę. Rzeczywistość nie była zbyt ciekawa. Szefowie WSI byli zmieniani co 2 - 3 lata, a niektórzy po kilku miesiącach. Odpowiednio do tego następowały zmiany kadrowe i zwolnienia, głównie oficerów starszych.
Nowe służby były bacznie obserwowane i wbrew potocznym opiniom kontrolowane. Podlegały kontroli wojskowych organów inspekcyjnych, jak i Najwyższej Izby Kontroli RP. Ponadto bieżącą kontrolę sprawował minister obrony oraz Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych. Wyniki kontroli nie budziły nigdy większych zastrzeżeń.
W latach 90-tych WSI odegrały ważną rolę przy wprowadzaniu Polski do NATO. To one nawiązywały pierwsze kontakty w kraju i za granicą, utrzymywały łączność oraz organizowały współpracę ze swoimi odpowiednikami i organami sojuszu. Te sprawy nie mają niestety odbicia w raporcie.
Autorzy raportu, formułując często nieprawdopodobne i fantazyjne oskarżenia, nie brali też pod uwagę, że WSI były służbami wojskowymi w całym tego słowa znaczeniu, tzn. miały swoje miejsce w strukturze sił zbrojnych i określoną podległość. Obowiązywały je również regulaminy wojskowe, zasady zaopatrywania i generalnie finansowania. Działały natomiast w określonej specjalnej sferze wojskowej i wyłącznie w obrębie problemów dotyczących wojska, zagrożeń bezpieczeństwa państwa i ogólnie obronności.
WSI nie pracowały same dla siebie, lecz realizowały ważne i odpowiedzialne zadania. Rozpoznawały, oceniały i informowały kierownictwo państwowe, MON i wojska o bieżących i perspektywicznych zagrożeniach polityczno-militarnych i terrorystycznych kraju, rozwoju wojsk obcych i zasadach prowadzenia przez nie wojny, operacji i walki, rozwoju broni i środków walki oraz perspektywie wyglądu pola walki za 15 - 20 lat. W sprawach wewnętrznych kraju działały na rzecz utrzymania tajemnicy wojskowej, ochrony kontrwywiadowczej wojsk oraz ochrony zakładów i elementów infrastruktury państwa, które miały wpływ na jego obronność. Odpowiednio do tego realizowały na potrzeby kierownictwa państwowego, dowództw i wojsk szeroką działalność wydawniczą, wykonywały informację periodyczną i codzienną oraz bieżącą problemową.
Szerokie spektrum zadań obejmujące państwa obce, rejony konfliktów zbrojnych i misji wojskowych wymagało posiadania przez WSI odpowiednich kadr, a to z kolei sprawnego systemu selekcji i naboru, a następnie szkolenia i doszkalania. W tym zakresie WSI były prawie całkowicie niezależne. Pozbawione podstaw są zarzuty o przypadkowym naborze i słabym przygotowaniu żołnierzy WSI. Wymagania były tutaj duże. Wytypowani kandydaci (nie ochotnicy) musieli mieć wyższe wykształcenie, dobre zdrowie psychiczne i fizyczne, odpowiednią inteligencję, przygotowanie i doświadczenie wojskowe, a także ogładę towarzyską i znajomość języków obcych. Przechodzili oni odpowiednie testy i próby, w tym badania na wariografie. Po zakwalifikowaniu przechodzili odpowiednie szkolenie specjalne i odpowiednio do przyjętego profilu pracy rozszerzali swój zakres kompetencji i umiejętności na kolejnych szkoleniach. Pełną sprawność osiągali po 10 - 15 latach służby.
Obraźliwy i daleki od prawdy jest główny zarzut, że podstawę WSI stanowiła kadra wyszkolona w Związku Radzieckim i dlatego bardziej lojalna wobec Rosji niż Polski. To ulubiona fraza Pana ministra Wassermanna i Pana Macierewicza i nie tylko ich. Oznacza ona jednak także, chyba wbrew ich intencji, że przedwojenny Oddział II złożony z kadry różnych zaborów nie służył wiernie II RP. To oczywisty absurd.
Faktem jest natomiast, że w okresie funkcjonowania Układu Warszawskiego wybrani żołnierze dawnego Zarządu II Sztabu Generalnego WP byli przeszkalani na kilkumiesięcznych kursach udoskonalających w Moskwie ( w sumie według raportu około 200). Ich celem było głównie zapoznanie kursantów z dziedzinami i działaniami u nas mało znanymi, np.: rozpoznaniem satelitarnym, strategicznym lotniczym, problematyką UFO czy wojen gwiezdnych.
Autorzy raportu sugerują, że byli oni dla Polski niebezpieczni. Nie podają jednak żadnych dowodów na to. Prawda jest jednak taka, że takich działań w siłach sojuszniczych się nie podejmuje. Nie jest to opłacalne. Żołnierze sił specjalnych na tego typu działania są przygotowani, a kompromitacja i zakłócenia we współpracy znacznie przewyższają ewentualne korzyści. A te raczej mogą być niezbyt duże. W służbach specjalnych obowiązuje żelazna reguła, że każdy zna swoje i tylko swoje obowiązki. Ponadto, niezależnie od wymienionego w raporcie systemu "Gwiazda", istniał system wewnętrznych sprawdzeń, jak również odpowiednia komórka bezpieczeństwa, a dodatkowo parasol ochronny stanowił kontrwywiad.
Z kolei zarzut, że WSI wiedziały o działaniach rosyjskich służb specjalnych i nic w tym celu nie robiły, świadczy o całkowitym braku wiedzy autorów raportu o strukturze i zasadach działania wojskowych służb specjalnych. Koronnym argumentem w tej sprawie ma być to, że WSI nie złapały ani jednego rosyjskiego szpiega, a wszystkie przypadki są dziełem służb cywilnych. Mamy tutaj do czynienia z całkowitą nieznajomością problemu.
Po pierwsze, WSI nie miały w swojej strukturze organu śledczego i w związku z tym nie prowadziły śledztw i nie aresztowały szpiegów. Wykryte sprawy, a takie miały miejsce, były przekazywane służbom, które takie uprawnienia miały i które doprowadzały je do końca.
Po drugie, złapanie obcego agenta, to dla służb akt rozpaczy. Oznacza brak możliwości czy koncepcji działań lub celowe konfrontacyjne działanie w celach politycznych. Lepiej przecież kontrolować czy stymulować działanie osób wykrytych, niż rozpraszać swój wysiłek na szukanie nowych agentów.
Pomyłką okazał się też zarzut, że WSI inspirowały i kontrolowały media. Autorzy raportu nie podali celu ani dowodów takich działań. Nie są przecież nimi rzekomi współpracownicy WSI podani w jednej wersji raportu w liczbie 60, a w drugiej 58.
Prawdą jest natomiast, że przy realizacji niektórych zadań służby korzystały z wiedzy i doświadczenia wybranych specjalistów. Jest to zjawisko oczywiste i normalne. Miały też one wśród ludzi z mediów i współpracowników. Było to zgodne
z prawem i nie miało charakteru masowego. Dlatego skandalem jest ujawnienie w raporcie dziennikarzy, specjalistów i naukowców, którzy w różnym czasie i zakresie opracowywali dla WSI materiały, wyjaśniali określone problemy, czy współpracowali.
To co komisja uważa za naganne jest w innych państwach powodem do dumy, do lepszej pracy i do wyróżnień. Bo czy może być dla Polaka naganna współpraca z Wojskiem Polskim, którego częścią były WSI. Z kolei ewentualna inspiracja w mediach określonych tematów wojskowych, jeżeli rzeczywiście miała miejsce, to z pewnością nie miała nic wspólnego z kierowaniem środkami masowego przekazu.
Inwigilacja środowisk politycznych - to kolejny wątpliwy zarzut stawiany WSI. W raporcie są sygnalizowane, choć autorzy nie mają wyraźnych dowodów, przypuszczalne działania WSI ukierunkowane na polityków i przedstawicieli władzy. Dość wyraziście przedstawiono jedynie sprawę ministra Radka Sikorskiego z okresu, gdy miał podwójne obywatelstwo oraz aferę związaną z kontrolą łączności w czasie tzw. "obiadu drawskiego". Te działania były uzasadnione. WSI odpowiednio do swych obowiązków realizowały zadania związane ze sprawdzaniem osób starających się o certyfikat dopuszczeniowy do spraw i dokumentów tajnych, czy wyznaczonych na ważne stanowiska. Realizowały tez kontrwywiadowczą osłonę ważnych osób oraz zabezpieczały przed podsłuchem, kontrolowały tajność korespondencji i łączności w czasie ćwiczeń, narad i konferencji.
W sprawie handlu bronią raport niczego nie odkrywa i nie wyjaśnia. WSI z racji swoich zadań sprawowały ochronę i kontrolę nad zakładami i produkcją zbrojeniową. Nie miały jednak bezpośredniego dostępu do broni i same nie realizowały transakcji zbrojeniowych. Decyzje o kierunkach, rodzaju i wielkości sprzedaży podejmował rząd. Sprzedaż realizowały wyłącznie firmy mające odpowiednie koncesje państwowe, np.: Cenzin czy Cenrex. To, że w tych firmach mogli być współpracownicy służb nie oznacza, że WSI handlowały bronią.
WSI nie ingerowały w życie gospodarcze, zajmowały się biznesem w stopniu niezbędnym do zabezpieczenia własnej działalności. Chodziło o uwiarygodnienie i legendowanie osób przewidzianych do realizacji zadań wywiadowczych w innych państwach. Podobnym celom służyło zatrudnianie oficerów WSI w tzw. instytucjach przykrycia: handlowych, naukowych, kulturalnych czy spraw zagranicznych. Taka praktyka jest normalna i właściwie przez wszystkie państwa powszechnie stosowana. Byłoby absurdem i pewnym niepowodzeniem, gdyby do działalności zagranicznej wykorzystywać jedynie wyjazdy turystyczne ludzi w kapeluszach, ciemnych okularach i prochowcach.
Dla komisji weryfikacyjnej nie było to jednak oczywiste. W raporcie zostały ujawnione setki nazwisk oficerów WSI, którzy działali za granicą. Tym samym właściwie zmuszono służby kontrwywiadowcze obcych państw do podjęcia rozpracowań i ustalenia tubylców, którzy głównie z pobudek ideowych, z nami współpracowali dla dobra Polski.
Całkowitym brakiem zrozumienia dla interesu państwa, jest też ujawnienie w raporcie nazwisk 4 ambasadorów i 8 attache wojskowych, którzy w tym czasie wykonywali swoje obowiązki.
Raport ujawnia też tajemnice nowej, dopiero organizującej się służby - Służby Wywiadu Wojskowego. Sprawa ma charakter skandaliczny, bo dotyczy siatki wywiadowczej działającej w Afganistanie. Chodzi tutaj o ludzi, którzy mieli zabezpieczyć rozwinięcie i działania naszego kontyngentu, w tym bardzo trudnym terenie i popierającej talibów ludności.
Jeśli chodzi o załączniki raportu, to zawierają one szereg dokumentów oryginalnych, których treść nie jest w ogóle związana z jego tematyką. Ich upublicznienie będzie z pewnością bardzo szkodliwe i dla nowych służb. Taka bombą jest z pewnością, z punktu widzenia warsztatu służb, wydrukowanie "Instrukcji operacyjnej Zarządu II Sztabu Generalnego WP".
Uważamy, że raport Komisji Weryfikacyjnej jest kłamliwy, skrajnie nieobiektywny, często niewiarygodny i nie na temat. Jego specyfika polega na tym, że jest oparty na prawdziwych zdarzeniach, do których dorobiono zupełnie niesprawdzone i często fantazyjne informacje oraz dowolne, uzasadniające główną tezę, interpretacje.
Raport nie przekonuje, choć wiele wysiłku włożono nie tylko w jego opracowanie, ale także w szeroką kampanię medialną, realizowaną w formie przecieku wybranych informacji do mediów. Nie udowadnia on tezy, że WSI kontrolowały politykę, gospodarkę i media, że stały za wielkimi aferami i były organizacja przestępczą.
Raport nie potwierdza więc konieczności fizycznej likwidacji WSI, a tym samym głównego celu działań obecnej koalicji rządzącej. Przynosi natomiast olbrzymie, trudne jeszcze dziś do oszacowania szkody. Nigdzie na świecie czegoś takiego jeszcze nie zrobiono.
Faktem jest, że służby specjalne działają w specyficznych warunkach, a ich działania mogą być często kontrowersyjne. Mogą też występować określone błędy i nieprawidłowości. Nie ma pod tym względem wyjątkowych armii. Różnica polega na tym, że w innych państwach nie ujawnia się wszystkiego.
Największym błędem było ujawnienie nazwisk oficerów i współpracowników WSI lat 90-tych oraz agentów poza granicami kraju. Działalność komisji weryfikacyjnej zburzyła też obecną pracę operacyjną wywiadu, choć mamy wojska zaangażowane w Iraku i w Afganistanie oraz uczestniczące w misjach pokojowych.
Polska może utracić też wiarygodność jako sojusznik, co z kolei może mieć negatywny wpływ na współpracę naszych służb specjalnych w NATO. Możemy mieć również kłopoty z pozyskaniem nie tylko agentów, ale także współpracowników, a nawet zwykłych informatorów.
Naszym - byłych żołnierzy wojskowych służb specjalnych - zdaniem, raport Komisji Weryfikacyjnej WSI jest szkodliwy dla bezpieczeństwa Polski. Otwarte pozostaje pytanie - w czyim interesie zostało to wszystko zrobione?
Jednocześnie z poczuciem pełnej odpowiedzialności pragniemy oświadczyć, że wojskowe służby specjalne nigdy nie negowały celowości ścigania i karania osób popełniających przestępstwa przez organa państwa w tym celu powołane oraz niezależne sądy na podstawie obowiązujących przepisów prawa. Dotyczy to także autorów raportu, którzy nagminnie łamali zasady ustawy o ochronie informacji niejawnych z 1999 r. ze zmianami z 9 czerwca 2006 r., szczególnie art. 25 ust. 2 p. 1 o ochronie danych między innymi byłych funkcjonariuszy WSI wykonujących czynności operacyjno-rozpoznawcze, a także p. 2 chroniące dane osób pomagających w ich wykonaniu.
Uważamy, że te sprawy powinny być jak najszybciej wyjaśnione przez stosowne organa państwowe z udziałem ministrów obrony i dotychczasowych szefów rozwiązanych wojskowych służb informacyjnych. Popieramy też powołanie Komisji Parlamentarnej w celu obiektywnego zbadania prawdziwości zarzutów wobec WSI.
Członkowie Koła nr 28 ZBŻZiORWP
~pułkownik w rezerwie , 20.02.2008 08:20
http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,40675471,110607573,4558733,0,forum.html
Słuchajmy klasyka Oleksego
Tak naprawdę ludzi WSI interesowały pieniądze...
Z Piotrem Walerychem ekspertem komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych rozmawia Łukasz Kaźmierczak.
Spodziewano się, że raport z likwidacji WSI może poważnie wstrząsnąć naszą sceną polityczną. Tymczasem zawarte w nim informacje nie rzucają jakoś szczególnie na kolana...
Takie też były pierwsze reakcje polityków SLD i niestety także PO, którzy ogłosili ex katedra, że w raporcie nic nie ma. Tylko, że kiedy później dochodziło do szczegółów, to dokument był nagle atakowany za zawarte w nim treści. Czyli jednak coś w nim musiało się znajdować.
Kluczowe w raporcie jest ujawnienie ogromnej ilości patologii, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat, a korzeniami swymi ciągnęły się jeszcze z czasów komunistycznej dyktatury. Dlatego na raport należy patrzeć nie pod kątem nazwisk z pierwszych stron gazet, ale ze względu na korzyści, jakie niesie on dla Państwa Polskiego.
To co w takim razie zyskaliśmy?
Raport przedstawia nie tylko rozmaite patologie, czyli udział w niewłaściwych, nie związanych z istotą wojskowych specsłużb działaniach, ale ukazuje przede wszystkim ich głęboki związek z całą aparaturą rosyjskich a dawniej sowieckich służb specjalnych. I największa zasługa tego opracowania polega na tym, że pomaga ono zerwać z tradycją ciągłości peerelowsko-sowieckich służb specjalnych na terenie Państwa Polskiego.
Raport ujawnia bowiem, że w momencie upadku komunizmu cała wojskowa agentura została przekazana Rosjanom osobiście przez ówczesnego szefa Wojskowych Służb Wewnętrznych generała Edmunda Bułę. To dlatego Wojskowe Służby Informacyjne - powstałe w miejsce WSW - stały się największą przechowalnią sowieckich wpływów.
Niestety po 1989 roku nic z tym nie zrobiono. To była zmowa milczenia od prezydenta Wałęsy oraz części elit prawicowych, aż do Aleksandra Kwaśniewskiego i SLD, która stanowiła: wojska nie ruszamy.
Ale chyba nie zrobiono tego li tylko z powodu jakieś nadzwyczajnej miłości do wojskowego munduru?
Wpływowi działacze ówczesnej Unii Wolności musieli zdawać sobie sprawę, że zakonserwowanie elity peerelowskich służb wojskowych z ich licznymi powiązaniami towarzyskimi i gospodarczymi, jedynie utrwali patologię także w sensie funkcjonowania wolnej gospodarki w Polsce. Czemu więc nic w tej sprawie nie zrobiono? Być może dlatego, że takie zawarto porozumienie z gen. Kiszczakiem czy gen. Jaruzelskim; powtarzam być może, bo przecież expressis verbis na piśmie nie mamy takiej umowy. Świadczyć może o tym jednak fakt, że ludzie z WSI przez kilkanaście ostatnich lat byli święcie przekonani o swojej absolutnej bezkarności.
Poza tym istniały liczne związki między oboma światami np. sprawy związane z rozmaitymi budowami i transportem, które pokazują doskonałą symbiozę oficerów WSI i ludzi z bydgoskiego SLD. W innych fragmentach raportu mowa jest z kolei o powiedziałbym nie do końca właściwych relacjach Bronisława Komorowskiego i innych prominentnych działaczy PO. Tym jednak szczegółowiej i szerzej będą już się zajmowały odpowiednie organa państwa.
Tylko żeby móc formułować takie zarzuty, trzeba mieć naprawdę mocne „papiery"...
Proszę mi wierzyć, że w większości, czy też w dużej części materiały WSI nie zostały zniszczone, ponieważ zakamuflowano je w taki sposób, by nikt ich nigdy nie mógł oglądać. Tak się przynajmniej wydawało panom z WSI. I dopiero dzięki zmianie prawa w 2006 roku można było odtajnić dokumenty, które celowo, w niezwykle przemyślany sposób ukryto w IPN. I mimo, iż owe dokumenty były tak zakamuflowane, że właściwie nie do odtworzenia, to udało nam się jakoś na nie trafić. Na szczęście wśród członków naszej komisji są doskonali fachowcy, którzy w przeszłości mieli do czynienia z niejednymi dokumentami archiwalnymi i po prostu wiedzą gdzie i jak szukać. Czasami były to przypadkowe odkrycia, albo jakieś strzępy, które układały się potem w logiczną całość. Natrafiliśmy choćby na ślady szeregu arcyciekawych spraw prowadzonych dawniej przez pojedynczych oficerów WSI, a które potem nie oglądały dalej światła dziennego, bo po rozpoznaniu ich przez wyższe dowództwo, były natychmiast ucinane. Wszystkie te niezwykle interesujące elementy były związane z penetracją naszego kraju przez agenturę rosyjską, a także z - powiedzmy dużym od pewnego czasu - zainteresowaniem środowisk niemieckich północno-wschodnią Polską.
Z Pańskich słów wynikałoby więc, że wojskowe specsłużby zerwały się w pewnym momencie z państwowego łańcucha...
Być może WSI nie urwały się zeń zupełnie, ale z pewnością miały swoją autonomię i na tyle duże możliwości, by w jej ramach kreować pewne fakty. Dzięki temu mogły wpływać na niektóre wydarzenia samodzielnie, bez konieczności udziału czynników politycznych.
To oczywiście nie jest żadne usprawiedliwienie dla ówczesnych elit czy może raczej antyelit politycznych, bo pokazuje, że tak naprawdę miały one w nosie to czy Polska jest bezpieczna i kto się tym bezpieczeństwem zajmuje. Nikt nie zainteresował się np. tym, że w WSI była jedna, słownie jedna osoba, która odpowiadała za ochronę całej granicy wschodniej. W tej sytuacji nasze kontrwywiadowcze zabezpieczenie przed potencjalną rosyjską penetracją było żadne.
To co Pan mówi jest szokujące...
A czy pan wie, że w ciągu 17 ostatnich lat WSI nie znalazły ani jednego szpiega na terenie Polski? Ani jednego! To tak jakby nasz kraj był państwem wolnym od jakiejkolwiek agenturalnej penetracji. Już samo to świadczy o totalnej kompromitacji tych służb. W tym kontekście zabawnie brzmią argumenty niektórych ludzi z WSI, tłumaczących, że być może ci agenci zostali przeprogramowani na nasza stronę. Każda służba na świecie musi łapać i łapie szpiegów, bo wszystkich ich nie da się przejąć i przerobić na podwójnych agentów.
Kolejnym bardzo poważnym argumentem na rzecz tego, że mieliśmy do czynienia z poważną de facto antypaństwową machiną jest działalność i ingerencja WSI w całą sferę paliwowo-energetyczną. A także brak ich działania wtedy, kiedy było to najbardziej potrzebne. Przykładowo pod rządami gen. Dukaczewskiego WSI zupełnie zaniechały przeciwdziałaniu rosyjskiej kombinacji operacyjnej, której celem było doprowadzenia do bankructwa całego sektora paliwowo-energetycznego w Polsce. Co więcej całkowicie zlekceważono wówczas ważne informacje agenturalne na ten temat. Na szczęście było to pod koniec rządów poprzedniej ekipy, bo inaczej mogło skończyć się prawdziwą katastrofą.
Jeżeli więc WSI nie łapały szpiegów, to czym się w takim razie zajmowały?
Tak naprawdę ludzi WSI interesowały pieniądze, pewien czasem większy, czasem mniejszy wpływ na życie polityczne i kierunkowanie zadań na niektóre wpływowe osoby w sferze gospodarczej w Polsce. Warto w tym kontekście naprawdę dobrze wsłuchiwać się w to, co mówi „klasyk" Józef Oleksy, według którego ludzie dawnego systemu mieli w głębokim poważaniu całą Polskę. To trochę wyjaśnia kulisy powstania patologii pod nazwą „WSI".
Podobno ciekawe rzeczy opowiada też były szef Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Grzegorz Żemek. Nie boi się Pan, że za chwilę w jego przypadku zadziałają „długie ręce zakonu"?
Można mieć jedynie nadzieję, że ludzie dawnej WSI nie mają już dziś na tyle dużych możliwości, żeby wykonać takie uderzenia. Bo Żemek to nie jest „płotka" i naprawdę ma wiele do powiedzenia na temat tego, na czym został zbudowany majątek wielu ludzi w III RP, a przede wszystkim jak ten majątek był uruchamiany w procesach gospodarczych, czy też skąd wzięły się pieniądze na niektóre prywatne przedsięwzięcia medialne.
Ale gwarantuję, że strona przeciwna, zrobi wszystko co w jej mocy - a próbowała już to robić w ciągu ostatniego półrocza wielokrotnie - żeby doprowadzić do zahamowania, zlikwidowania procesu, w trakcie którego jesteśmy. Bo dla niektórych ludzi są to niebezpieczne rzeczy, które muszą prędzej czy później skończyć się wobec nich poważnymi zarzutami, więzieniem a być może nawet oskarżeniem o zdradę interesów narodowych.
Na razie otworzyliśmy worek, ale żeby zbadać te wszystkie sprawy dogłębnie, żeby je przełożyć na postępowania procesowe potrzeba kilku lat oraz żmudnej pracy prokuratorów i śledczych. My dajemy jedynie produkt wstępny.
Nie boicie się jednak „kukułczych jaj" pozostawionych przez bezpiekę? Ja sam mam np. poważne wątpliwości co do umieszczenia w raporcie publicysty Jerzego Marka Nowakowskiego i zarzucenia mu współpracy z WSI...
Nowakowski uwikłał się w pewną grę, której ja bym nawet nie traktował w sposób jednoznacznie negatywny, gdyby ona odnosiła się tylko i wyłącznie do sfery konsultacji, a nie do rozmaitych prywatnych wystąpień, określeń, opisów, które potem znajdowały się w raportach. W ten sposób można przypuszczać, że oficer, który z nim rozmawiał, wykorzystywał później tę wiedzę do informowania swoich zwierzchników, do jakiegoś zadaniowania czy konstruowania rozmaitych gier operacyjnych.
Człowiek tego pokroju co Jerzy Marek Nowakowski nie mógł nie mieć świadomości, że akurat te służby nie podlegały po 1989 roku żadnej, ale to żadnej weryfikacji. I wtedy trzeba się było dobrze zastanowić nad tym, co się mówi i komu. Mnie jest strasznie przykro, i mówię to zupełnie szczerze, bo ja sobie Nowakowskiego ceniłem i cenię w jego opiniach dotyczących zwłaszcza polskiej polityki zagranicznej. Tym bardziej więc przykre, że popełnił tak poważny błąd, który jednak moim zdaniem wcale nie musi go całkowicie dyskwalifikować.
W opublikowanym niedawno „antyraporcie" firmowanym przez Platformę Obywatelską pojawia się zarzut, że zostawiliście po sobie spaloną ziemię, praktycznie unicestwiając wojskowe specsłużby...
Powtórzę jeszcze raz, że wywiad i kontrwywiad WSI nie spełniały swoich zadań i to dlatego, że przynajmniej w jednej, za to istotnej części, tyczącej mocarstwa ościennego, były całkowicie prześwietlone - zarówno jeśli chodzi o metody ich pracy jak i dużą część agentury. Z tego punktu widzenia jakakolwiek ich kontynuacja w dotychczasowym kształcie mijała się z celem i szkodziła Polsce. Zerwanie z przeszłością służy zaś jak najbardziej polskim interesom, bo ucina możliwość penetracji i infiltracji ze strony wschodniej. A nowe służby zaczynają wreszcie normalnie działać, wracają do dawnych spraw. Nie jesteśmy już bezbronni.
Politycy Platformy uważają, że z rozwiązania WSI cieszy się Moskwa, Pan mówi, że to Rosjanie zgrzytają zębami z wściekłości...
Poważne amerykańskie oraz angielskie instytucje rządowe i pozarządowe napisały o naszym raporcie krótko: największą jego zaletą jest to, że po raz pierwszy w krajach bloku wschodniego zerwano z ciągłością wpływów sowieckich w wojsku i gospodarce. Tak oceniają to wybitni fachowcy z Zachodu. Szkoda tylko, że ta opinia pozostała prawie niezauważona w polskich mediach. I jeszcze jedno. Efektem pośrednim tego raportu jest wymiana wojskowych kadr w Czechach i Rumunii...
Co dalej, czy możemy spodziewać się jeszcze jakiś sensacji, które zmienią obraz minionych 17 lat?
Ten obraz został już w pewnej mierze zmieniony, wiemy coraz więcej. Na pewno chcielibyśmy wbić ostatni gwóźdź do trumny okresowi Peerelu i jego późniejszej częściowej kontynuacji w czasie III RP. Z dawnym układem komunistycznym i postkomunistycznym trzeba się rozprawić definitywnie i bezwzględnie. Tu naprawdę trzeba wbić ten ostatni gwóźdź, głęboko zakopać trumnę i dla pewności zalać ją jeszcze wapnem. I dopiero wtedy możemy powiedzieć, że rzeczywiście wkraczamy w normalność.
http://wiadomosci.onet.pl/1405973,2677,kioskart.html


Komentarze
Pokaż komentarze (3)