Po dwudziestu latach „transformacji” (czytaj: przepoczwarzania się komunistów w kapitalistów) niewiele pozostało do chapnięcia. Banki wzięte, media i nieruchomości w większości też, podobnie z ziemią, tudzież z firmami. Pozostały jeszcze media elektroniczne (TVP i radio), szpitale i np. sport. I te właśnie dziedziny są obecnie polem walki.
Spójrzmy do jak niebotycznych rozmarów wzrósł koszt budowy nowego stadionu Legii, który to klub jest własnością grupy ITI (czytaj: TVN). Po dojściu do władzy w Warszawie Hanny Gronkiewicz-Waltz planowane w 2005 r. 180 mln złotych szybko stało się nieaktualne. Dyrektor ds. sportu w stołecznym ratuszu - Wiesław Wilczyński (za peerelu milicjant w pilskiej szkoły milicyjnej, dziś działacz SdPl i zaufany Marka Borowskiego) w lutym 2007 r. mówił o 250 milionach), jednak jesienią 2007 r. podbito stawkę do 365 milinów złotych. Oczywiście stadion modernizowany będzie z pieniędzy publicznych, a użytkowany przez prywatną firmę. Niezły geszeft, prawda?
Druga sprawa. Ruszyły ponoć prace przy budowie Stadionu Narodowego na Pradze. Dziwnym trafem zbiegły się one z zawieszeniem zarządu PZPN przez Trybunał Arbitrażowy przy PKOL i wynikłym stąd konfliktem z FIFA i UEFA. Listkiewicza i jego towarzyszy oczywiście nie żałuję, ale zastanawia mnie, co min. sportu Drzewiecki i jego kumple z rządu Tuska tak naprawdę chcą osiągnąć tą decyzją. Przecież z całą pewnością wiedzieli, jak zachowają się międzynarodowe władze piłkarskie, a o beztroską improwizację w tej sprawie ani Drzewieckiego ani pozostałych z PO nie podejrzewam. Z pewnością kierują się jakimś zamysłem, tylko jakim? Pogdybam. Może przeanalizowali terminarz i możliwości przygotowań do EURO 2012 i doszli do wniosku, że w obecnej sytuacji Polski i świata (ot, takie drobiazgi: pogłębiający się kryzys światowy, sytuacja na Ukrainie, możliwości finansowe i organizacyjne władz w tej sprawie, brak środków z Unii na ten cel, fatalny stan przygotowań) zrealizowanie niezbędnych inwestycji jest niemożliwe do 2012 r. Może ocenili, że lepiej będzie jeśli międzynarodowe władze władze piłkarskie same odbiorą organizację mistrzostw Europy Polsce lub jeśli konflikt rządu z FIFA i UEFA wejdzie na taki poziom, że przygotowanie mistrzostw stanie się w powszechnej opinii niemożliwe i jedynym wyjściem Polski pozostanie rezygnacja z imprezy. Rząd Tuska miałby wtedy szansę na wyjście z twarzą z tego bigosu. PO mogłaby wtedy mówić: popatrzcie, chcieliśmy dobrze, chcieliśmy oczyścić polski sport z korupcji, ale nam nie pozwolono, a na dodatek za dobre intencje/działania ukarano. No i jak tu naprawiać Polskę, gdy nam się rzuca kłody pod nogi?
Jednak przy okazji parę inwestycji by przepchnęto i swojacy byliby zadowoleni. Słowem: kasa publiczna wydana i zarobiona, PR nadal ładny, kompromitacji uniknięto, bo to nie my, tylko ONI zawinili jak zwykle.
P.S. Przewiduję, że zbliża się czas „prywatyzacji” ostatniego, największego kąska, który się ostał – Lasów Państwowych.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)