W pewnej chwili musiałem się udać do toalety. Mijając górali, usłyszałem wulgarną zaczepkę pod swoim adresem, zatrzymałem się więc i rzekłem, że nie życzę sobie takich komentarzy. Największy i najbardziej przerażający z osiłków, z którym może i Gołota miałby problemy, wskazał mi miejsce przy sobie i kazał usiąść. Cóż było począć, przycupnąłem z duszą na ramieniu na ławie obok swego, jak sądziłem, przyszłego oprawcy.
- Boisz się nas? - zapytał ponuro wiejski kafar i zmierzył mnie wzrokiem mordercy. Pytanie było retoryczne, a jednak postanowiłem ratować skórę i wykrztusiłem, że absolutnie się nie boję, bo wiem, że górale tak jak ja szanują Boga i ojczyznę, więc i ja ich szanuję. Góral uważnie spojrzał mi w oczy i oznajmił: - Napijesz się z nami.
Kiedy kieliszek obleciał stół (górale piją z jednego szkła), herszt „zbójców” zapytał mnie o imię i następnie wygłosił oświadczenie:
- Słuchaj Jędrek, ja jestem Wojtek, wszyscy mnie znają i wiedzą, że Wojtek jest silny, więc nikt cię tutaj nie ruszy.
Podziękowałem za miłe słowa i chciałem wrócić do swoich, gdy Wojtek oznajmił:
- Podobają nam się wasze dziołchy, Jędrek. Zatańczylibyśmy z nimi.
Na co ja:
- Wojtek, ja wiem, że ty honorowy jesteś i naszych dziewczyn brać nie będziesz.
Wtedy Wojtek:
- Święte słowa, Jędrek, święte słowa...
Odchodząc, usłyszałem jeszcze:
- Ale gdybym chciał zatańczyć, wal mnie w mordę Jędrek i nie patrz.
Co ma znaczyć ta anegdota przytoczona w Święto Niepodległości?
W atmosferze patriotycznego uniesienia słychać często wiele patetycznych deklaracji, mnie jednak bardziej zajmują ci, którzy nie mówią, a może nawet nie wiedzą, że kochają ojczyznę, lecz gdy nadchodzi czas, dają świadectwo. I nie zastanawiają się, czy słusznie jest walczyć i czy warto ginąć. Czynią to, co im serce dyktuje, co zrobiliby ich ojcowie. Tak spełnia się patriotyzm, tak trwa patria i tak żyją w nas ojcowie.
O takich bohaterach są wiersze Anny Świrszczyńskiej zawarte w tomie poświęconym powstaniu warszawskiemu. Polecam ich lekturę. Tutaj tylko jeden, tytułowy utwór z tego tomu.
Budując barykadę
Baliśmy się budując pod ostrzałm
barykadę.
Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze -
dozorca, straganiarka, emeryt.
Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.
Upadł chlopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się naprawdę.
Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.
Więcej wierszy z tomu : http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje18/text04.htm


Komentarze
Pokaż komentarze (12)