Według MarkaD, jeśli uważamy, że Dalajlama jest rzeczywiście marksistą, to musimy również uznać za marksistów przywódców powstania listopadowego i powstania styczniowego, ponieważ podejmowali oni kwestie chłopskie.
Dalajlama nie musi znać naszych problemów, stwierdził następnie MarkD, po czym zapytał retorycznie: "co wy, ..., wiecie o Dalajlamie?" Że niby tyle wiemy o problemach Tybetańczyków, co ich przywódca o nas. Czyli jesteśmy kwita i powinniśmy marksizm Dalajlamy puścić w niepamięć. Nie wytrzymałem i pozwoliłem sobie pod wpisem MarkaD zapytać, czy nazwanie siebie w powojennych Niemczech narodowym socjalistą też uznane byłoby za niewinną gafę. MarkD przeciął dyskusję, że Hitler nie dostał pokojowego Nobla, więc porównanie jest głupie i nie na miejscu.
Dziś sięgnąłem po „Opowiadania i Donosy” Sławomira Mrożka i tak się złożyło, że trafiłem na donos (hm, nasz noblista mi się kojarzy) zaadresowany „Do postępowej ludzkości”. Oto jego treść:
Prawda, że ładnie pasuje, jako podsumowanie dyskusji o niewinnym byciu marksistą?
A co do kompetencji dotyczących spraw Tybetu i lamaizmu pozwól drogi MarkuD, że podeprę się papiórem sprzed dwudziestu pięciu lat, poświadczającym nadanie mi imienia buddyjskiego.
http://markd.salon24.pl/index.html




Komentarze
Pokaż komentarze (9)