Tvp.info podaje, że liderów środowisk wiejskich znudziło rolnictwo i postanowili wykazać się na niwie artystycznej. Na początek PSL wymyśliło ustawowe zarezerwowanie terminu “aktor” dla absolwentów szkół aktorskich i dla tych, którzy mają "kwalifikacje zawodowe potwierdzone egzaminem złożonym przed komisją powołaną przez organizację zbiorowego zarządzania (…) lub Ministra Kultury i Sztuki".
Szczególnie podobają mi się te “organizacje zbiorowego zarządzania”. Nie myślałem, że polskiego chłopa stać na taką inwencję językową. Ale co tam talmudyczny język wiejskich specjalistów od aktorstwa, ważniejsze, że chłopi chcą dowartościować brać aktorską, a pognębić takich pseudoaktorów jak Lech Wałęsa, co to zagrał nieudolnie samego siebie w “Człowieku z żelaza”.
Mam nadzieję, że to nie koniec i przyjdzie czas na reżyserów, malarzy, ludzi pióra i t. p. i t. d. Czas to uporządkować, co będzie się prawie magister Polański podszywał się pod miano wybitnego reżysera, albo ktoś podobny krawcowi Reymontowi czy prawnikowi Miłoszowi podawał za pisarza.
Wiadomo, że bez papiórów dziś ani rusz. Taki gamoń Mickiewicz, co to pracy magisterskiej nie potrafił obronić, nie dostałby w III RP pracy nawet w podstawówce. O Mrożku to już nawet nie wspomnę. Że też komuś po zaledwie ogólniaku drukuje się pseudosztuki i jeszcze się je wystawia. To skandal i zgroza doprawdy.
http://wiadomosci.onet.pl/1880589,11,item.html



Komentarze
Pokaż komentarze (5)