Podobno prawie każdy Polak jest katolikiem, 90. i więcej procent przeszło chrzest już w okresie niemowlaka. A później z tym katolicyzmem u chrzczonych różnie bywało. Ostatnio nawet nie bywa, a Polaków z katolicyzmu ubywa.
Kościół ma nowy dokument przyjęty przez Episkopat Polski, który głosi bezwzględny brak tolerancji wobec księży-pedofili. Brzmi bardzo rewolucyjnie, bo jakoś pedofilia była do tej pory tolerowana, przede wszystkim ukrywana.
Kościół kolejny raz ogłosił otwartość. Jako kobieta mogę tylko prychnąć i jako ta, która może nie ubyła, ale nie przybywa do Kościoła co niedziela, a nawet na bożenarodzeniową pasterkę. Ale jestem nominalną katoliczką, bo jako niemowlę w dzieciństwie przeszłam chrzest bojowy, zostałam pokropiona.
Mój katolicyzm jest więc berbeciowy. Kobieta w kościele jest tym, kim jest, kobietą. Nie musi zdejmować z głowy chusty, ani kapelusza. Jej miejsce – jeżeli ma zdolności – najwyżej może być usytuowane na górze, czyli na chórze. Co odważniejsi katolicy, a takimi są wszyscy wierzący mężczyźni, mogą podnieść głowę do góry i niekoniecznie oglądać nabożne plafony, wszak nie w każdej nawie kościelnej są malowidła na miarę Kaplicy Sykstyńskiej. Wierny płci męskiej może zimnym okiem obrzucić chórzystkę. Przy okazji myślą zgrzeszyć.
Do czego zmierzam, choć nie jestem pewna, czy mi wypada cokolwiek sugerować? Modna stała się polityczna inicjatywa: deregulować.
Donald Tusk chce deregulować 50 zawodów, Jarosław Kaczyński okazał większą fantazję dorzucił kolejnych 150. Żaden z nich jednak nie wymienił zawodu kapłana. Bo co? Konkordat zostanie złamany?
Niedawno czytałam o Ludwiku XIV, wówczas Francja miała Konkordat z Watykanem, a w nim było, że biskupów wyznaczał monarcha Francji, w tym wypadku Król Słońce. Nie chcę być złośliwa (a jestem!), mamy Słońce Peru, wystarczy mała korekta w nomenklaturze i otrzymamy Słońce Polski. Nie musi łamać Konkordatu, bo to umowa bilateralna, którą można renegocjować.
Dorzucić do deregulowanych zawodów kapłański. A w Kościele jest co deregulować. Struktury feudalnej zależności, nierówność płci. Parytety to marzenie ściętej głowy, a dokładnie marzenie jakiejś czarownicy. Jestem tylko nominalną katoliczka, a mimo wszystko wierzę. Wierzę, że Kościół wyszedł z epoki stosów całopalnych i nie potraktuje mnie, jak wiedźmę, która na miotle lata. Deregulować przede wszystkim ekspresję seksualną, która w ludzkiej naturze jest prymarna. Seksualność zabijana celibatem, będzie wystawiała z grobu rączkę, jak dziewczynka w jednej z bajek braci Grimm. To będzie zawsze horror i nie pomoże żadna otwartość. Najcięższe grzechy są skrywana, nawet na Sądzie Ostatecznym, nie mówiąc o spowiedzi.
Dla Kościoła jedynym ratunkiem jest deregulacja.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)